W zbliżającej się, 15., przedostatniej przed świąteczną przerwą kolejce Primera Division, kibice będą raczeni kilkoma widowiskami, które zapowiadają się niezwykle ciekawie. Barcelona i Real, czyli prowadząca dwójka, rozegrają swoje mecze w niedzielę, odpowiednio z Realem Sociedad i Realem Saragossa.
Getafe CF – Villareal CF
Pierwszy mecz 15. kolejki odbędzie się na Coliseum Alfonso Perez. Miejscowe Getafe podejmie rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie Villarreal.
Gospodarze jeszcze w poprzednim sezonie niczym nie ustępowali jedenastce Garrido, obecnie różnica i w tabeli i w poziomie gry jest wyraźnie widoczna. Obecnie podopieczni Michela grają zdecydowanie poniżej oczekiwań, niektórzy bowiem to właśnie ich typowali jako przedstawicieli grupy pościgowej, mającej uprzykrzać życie Barcelonie i Realowi. Można powiedzieć, że z realizacją tych zamierzeń jest w Getafe kiepsko, a byłoby wręcz źle, gdyby nie dwa ostatnie, dosyć niespodziewane zwycięstwa u siebie z Mallorką i na wyjeździe z Sevillą. Notę graczom z podmadryckiego miasteczka zdecydowanie obniżają również występy w Lidze Europejskiej, zaledwie trzy strzelone bramki i cztery punkty w pięciu meczach to dorobek doprawdy nędzny, zważywszy na aspiracje klubu.

Mecz z Villarrealem będzie dobrą okazję do tego, by przekonać się o prawdziwej wartości zespołu Michela. Pojedynek ten będzie dla Getafe o tyle trudny, że nie wystąpi w nim m.in. świetnie spisujący się w tym sezonie Ghańczyk Derek Boateng, który przekroczył limit żółtych kartek w ostatnim meczu ligowym.
Villarreal przystępuje do pojedynku zapewne bez większych zmartwień. Podopieczni Juana Garrido wygrywają w lidze praktycznie wszystkie spotkania, a punkty gubią właściwie jedynie z drużynami z dużym lub ogromnym potencjałem, takimi jak Barcelona i Valencia. Niemal równie dobrze, jak na krajowym podwórku, idzie zawodnikom „Żółtej Łodzi Podwodnej” w grupie D Ligi Europejskiej, gdzie z dziewięcioma punktami prowadzą, a do awansu wystarczy im jedynie remis z outsiderem grupy, Brugią. Ostatnie trzy mecze jedenastki z El Madrigal to zwycięstwa, a dwa z nich (ligowe z Saragossą i pucharowe z Dinamem Zagrzeb) to wiktorie przekonujące. Taka jest również i gra podopiecznych Garrido, dlatego to w nich należy upatrywać faworytów sobotniej konfrontacji.
I to mimo faktu, że w spotkaniu z Getafe nie zagrają kontuzjowany Joan Oriol oraz wykartkowany w poprzedniej kolejce Giuseppe Rossi (jego miejsce zajmie Ruben lub Altidore). Niepewny jest również występ Carlosa Marcheny, jednak kapitan „Żółtej Łodzi Podwodnej” znalazł się w kadrze meczowej na sobotnią konfrontację.
Sevilla FC – UD Almeria
O 20. dojdzie do spotkania dwóch drużyn z Andaluzji, na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan miejscowa Sevilla podejmie Almerię.
W Sewilli dramat. Zawodnicy Gregorio Manzano nie potrafią odnieść zwycięstwa od czterech kolejnych meczów, zaś ostatnie z nich, zdobyte było niemal miesiąc temu, w wielkich bólach, z outsiderem ligi, Saragossą. Później przyszły porażki kolejno z Mallorką, Getafe oraz ostatnie, z Villarealem, a gdzieś po drodze Andaluzyjczycy przegrali jeszcze wysoko w Lidze Europejskiej. O ile w lidze Sevilla plasuje się na fatalnej, dziesiątej pozycji, o tyle w rozgrywkach międzynarodowych, a konkretnie w grupie J dawnego Pucharu UEFA, są drudzy. Atmosfera towarzysząca drużynie jest jednak fatalna, a doprawdy trudno wyobrazić sobie lepszy mecz na przełamanie niż ten z Almerią.
Do bardzo już długiej listy kontuzjowanych (Navas, Guarente, Fabiano) dołączył Perotti. Do kadry meczowej po przerwie wracają Abdoulay Konko i Lautaro Acosta.
W Almerii również dramat. Drużyna plasuje się na przedostatnim miejscu w tabeli, ostatnie cztery mecze przegrywając (w tym raz sromotnie, z Barceloną, po którym zresztą został pogoniony dotychczasowy trener, Juan Lillo). Co ciekawe, Almeria ostatni raz po trzy punkty sięgnęła… dziesięć kolejek temu, pod koniec wrześnie, kiedy ograła Deportivo. Od tej pory zawodnicy z Andaluzji ugrali zaledwie cztery remisy i ponieśli pięć porażek, co z pewnością sprawią, że ich morale jest na bardzo niskim poziomie. Obecny sternik, Jose Luis Oltra co prawda zdołał z grubsza pozbierać zespół po pogromie z Barceloną, jednak zanim Almeria zacznie ponownie wygrywać, zapewne minie jeszcze trochę czasu.
Tym bardziej, że lista nieobecnych na mecz z Sevillą jest długa: Michel, Nieto, Pellarano, Bernardello, Silva i Lillo… Niemal połowa drużyny…
Atletico Madryt – Deportivo La Coruna

Jeszcze kilka kolejek temu wydawało się niemożliwym, by mecz tych dwóch rywali decydowało tym, kto kogo wyprzedzi w tabeli, a jednak, Atletico zaprezentowało totalny zjazd w dół, „Depor” natomiast mozolnie ciuła punkty.
„Rojiblancos” w ostatnich spotkaniach zaprezentowało się doprawdy fatalnie. Pierwszym niepokojącym sygnałem, aczkolwiek dającym się jeszcze wytłumaczyć słabszą dyspozycją dnia, czy po prostu przypadkiem, była domowa przegrana z Espanyolem. Kolejne mecze przyniosły jednak następne porażki, ponownie u siebie, w Lidze Europejskiej z Arisem Saloniki (Atletico pogrążył Hiszpan Koke) oraz ostatnią, najbardziej demobilizującą, z Levante. Zawodnicy Quique Sancheza (wciąż zawieszony po ekscesach sprzed dwóch tygodni) zaprezentowali się na tle przeciętniaka niczym dzieci we mgle, nie mogąc stworzyć sobie właściwie żadnej klarownej sytuacji, natomiast rywale, wypracowali ich na tyle dużo, by dwukrotnie pokonać najlepszego w szeregach gości Davida de Geę. Sytuacja „Los Colchoneros” zrobiła się zatem wybitnie nieciekawa i jeśli w meczu z Deportivo nie zdobędą trzech punktów, mogą spaść nawet do dolnej części tabeli.
Jedyną absencją, nie będącą wynikiem decyzji sztabu szkoleniowego jest brak Paolo Asuncao, który nie wystąpi na Vicente Calderon z powodu zgromadzenia nadprogramowej ilości żółtych kartek.
Rywale, do spotkania przystąpią w zdecydowanie lepszych nastrojach. Zawodnicy Miguela Lotiny nie wygrywają co prawda meczu za meczem, ale w porównaniu z początkiem sezonu, dorobek punktowy, który wywalczyli w ostatnich spotkaniach i tak jest imponujący. Stanowi go 14 punktów zdobytych w poprzednich ośmiu spotkaniach (wobec zaledwie trzech w pierwszych sześciu!). Można zatem mówić o małej rewolucji czy ozdrowieniu konającego już organizmu. Jeśli zawodnicy z La Coruni pójdą za ciosem i ugrają na Vicente Calderon choćby punkt, będzie to kontynuacja ich marszu w górę tabeli.
W meczu z Atletico nie wystąpi dosyć skuteczny ostatnio Adrian Lopez, który miał spory udział w dwóch okazałych zwycięstwach (nad Espanyolem i Malagą).
Athletic Bilbao – Espanyol Barcelona
W najciekawszym niedzielnym spotkaniu z godziny 17., klub z Baskonii podejmie świetnie spisującą się w tym sezonie jedenastkę z Katalonii.
Drużyna Joaquina Caparrosa już drugi sezon nie potrafi osiągnąć ligowej pozycji, do jakiej predestynują ją umiejętności poszczególnych graczy. Wydawało się, że zespół w obecnych rozgrywkach może pociągnąć Fernando Llorente, który osiągnął mistrzowską wręcz formę, jednak w ostatnich spotkaniach potężny zawodnik jakby przygasł. W dwóch ostatnich spotkaniach, z nie najsilniejszymi przecież drużynami, Osasuną i Realem Sociedad, tak Llorente, jak i cały Athletic, męczyli się niemiłosiernie. Wygrać udało się tylko pierwszą z batalii, w derbach Baskonii o dwa gole lepsi okazali się natomiast sąsiedzi z San Sebastian. Poprzednie dwa spotkania to również nie najlepsza dyspozycja graczy z San Memes (1:5 z Realem i cenna, bo wywalczona w dziewiątkę, wygrana 1:0 z Almerią). Mecz z trudnym rywalem, jakim w tym sezonie niewątpliwie jest Espanyol, z pewnością odpowie na wiele pytań dotyczących miejsca, w którym obecnie jest Athletic.
W niedzielę na murawę na pewno nie wybiegną: Ocio, Koikili, Gomez, Iraola oraz Orbaiz, którzy zmagają się z urazami. Szczególnie dotkliwy będzie brak przedostatniego z zawodników, będącego pewnym punktem defensywy Athletiku.

Niedzielnego rywala Basków, Espanyol, można spokojnie nazwać największą, obok Villarrealu rewelacją rozgrywek. Oba zespoły dzielą zresztą zaledwie dwa punkty, a trzeba również pamiętać, że to mimo wszystko „Żółta Łódź Podwodna” dysponuje graczami o teoretycznie większym potencjale. Piłkarze Mauricio Pochettino w ostatnich spotkaniach radzą sobie wręcz wyśmienicie, a ostatnie trzy mecze zakończyły się ich zwycięstwami (w tym szczególnie cenne, wywalczone na Vicente Calderon nad Atletico). Ogólnie Espanyol nie przegrał od szóstej kolejki bieżącej rundy (początek października), co dla klubu, który w ostatnich sezonach oscyluje w okolicach strefy spadkowej, jest nie lada osiągnięciem. W przypadku pokonania Athletiku na San Memes, „Papużki” mogą awansować nawet na trzecią pozycję.
Mauricio Pochettino w nadchodzącym spotkaniu nie będzie mógł skorzystać z Javiego Marqueza, Jose Baeny (wykartkowani) i młodego Ruiego Fonte. Po dłuższej przerwie do kadry meczowej wraca David Lopez, który nie grał od piątej kolejki.
Real Saragossa – Real Madryt
Czyli mecz ostatniej drużyny w tabeli z wiceliderem. Każdy inny wynik niż wysokie zwycięstwo „Los Merengues” można będzie uznać za niespodziankę.
Gospodarze w bieżących rozgrywkach spisują się doprawdy fatalnie. Wystarczy rzucić okiem na tabelę, by zdać sobie sprawę, w jak poważnych tarapatach znalazła się drużyna z Aragonii. W ostatnich miesiącach zawodnikom Jose Gaya (zwolniony po 11 kolejkach), a teraz już Javiera Aguirre’a udało się wygrać zaledwie jedno spotkanie (3:2 z Mallorką, ostatni mecz pod wodzą „starego” szkoleniowca). Poza wspomnianą wiktorią, Saragossa zanotowała jeszcze sześć remisów i siedem porażek, co plasuje ją na ostatnim miejscu w tabeli. Przed spotkaniem z Realem Madryt żaden z graczy nie uskarża się na urazy ani nie pauzuje za kartki, obojętnie, jaki skład meksykański trener wystawi na mecz z „Los Blancos”, będzie musiał przekonać swoich zawodników, że nie stoją na straconej pozycji i nawet w konfrontacji z tak potężnym rywalem możliwe jest ugranie punktów.
Real powoli odbudowuje się po blamażu w Barcelonie. W poprzedniej kolejce podopieczni Jose Mourinho po bardzo ciekawym meczu pokonali Valencię 2:0. Dublet ustrzelił wtedy Cristiano Ronaldo, a ani na krok nie ustępowali mu Lass Diarra, Marcelo, a zwłaszcza Iker Casillas, który był dla „Los Ches” zaporą nie do przejścia. Bardzo dobrze „Los Merengues” zaprezentowali się również w meczu z Auxerre, w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów i to mimo gry w rezerwowym składzie. Wynik 4:0, w którym ogromny udział miał strzelec trzech bramek, Karim Benzema. Ku uciesze fanów szczególnie zżytych z zespołem, z łezką w oku wspominających świetnych wychowanków z drużyn młodzieżowych, którzy przebojem wdzierali się do pierwszego składu (Guti, Raul), w meczu z ekipą z Burgundii zadebiutował Pablo Sarabia a Alvaro Morata cierpliwie czeka na dostąpienie tego zaszczytu. Obaj osiemnastolatkowie w opinii wielu madridistas będą już niebawem stanowić o sile „Los Merengues”.
Przed meczem z Saragossą wciąż do gry nie są gotowi Kaka, Gago i Higuain, a ostatnio lista ta wydłużyła się o Canalesa, Khedirę oraz Dudka.
FC Barcelona – Real Sociedad
Na Camp Nou „Blaugrana” będzie kontynuować saperską profesję (czyli jeden błąd i wyprzedza nas Real), mającą miejsce już w zeszłym sezonie. Jej przeciwnikiem będzie solidny Real Sociedad.
„Barca” podobnie jak Real, w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów zagrała zespołem składającym się głównie z piłkarzy rezerw, co nie przeszkodziło jednak w pewnym pokonaniu Rubinu Kazań (a z zespołem tym do tej pory nie udało się jeszcze ani razu wygrać nawet pierwszemu garniturowi Barcelony). Bezproblemowe zwycięstwo, nie dość, że podbudowało młodzianów, to jeszcze pozwoliło odpocząć mocno eksploatowanym piłkarzom pierwszego składu, co nie wróży dobrze piłkarzom z San Sebastian. Barcelona w tym sezonie przegrała w lidze zaledwie raz, z Herculesem Alicante, a ostatnie punkty zgubiła dziesięć tygodni temu, co ciekawe, również na Camp Nou, w meczu z Mallorką. Powtórka z tamtych spotkań zawodnikom Guardioli raczej nie grozi, tym bardziej, że przez ostatnie kilka tygodni ich gra wydaje się perfekcyjna.

Jedynymi zawodnikami w ekipie Barcelony, którzy nie wystąpią w meczu z Realem Sociedad z powodu kontuzji, są Jeffren Suarez oraz Gabriel Milito. Kontuzjowani jeszcze niedawno Krkić i Keita powinni być do dyspozycji trenera.
Najbliższy rywal mistrza, Real Sociedad, zajmuje świetne jak na beniaminka, szóste miejsce, premiowane zresztą grą w Lidze Europejskiej. Podopieczni Martina Lasarte od początku sezonu utrzymują w miarę równą i wysoką formę. Kilka rezultatów (w tym ostatnio odniesione zwycięstwo nad mocniejszym wydawałoby się sąsiadem z Baskonii – Athletikiem), a także liczba zgromadzonych punktów, muszą wzbudzać szacunek każdego rywala, nawet jak jest nim Barcelona. W ekipie z Estadio Anoeta pierwsze skrzypce grają świetny francuski skrzydłowy, 19-letni Antoine Griezmann, a także doświadczony Xabi Prieto. Wspomagani przez Zurutuzę, Bravo i Llorente, stanowią ekipę, która może w tym sezonie jeszcze sporo namieszać.
Po kontuzji wracają Raul Tamudo oraz Borja Viguera, więc miejsca na ławce rezerwowych zabrakło dla Diego Irfana oraz Imanola Agirretxe.
Valencia CF – Osasuna Pampeluna
Piąta w tabeli drużyna Unaia Emery’ego, powalczy o powrót do strefy premiowanej awansem do Ligi Mistrzów, zaś rywalem będzie przeciętny zespół z Nawarry.
Poza wspomnianą porażką z Realem, odniesioną w ostatniej kolejce, gracze z Mestalla radzą sobie na miarę oczekiwań, zarówno w lidze, jak i na arenie europejskiej. Gdyby nie doprawdy świetna dyspozycja Espanyolu i Villarrealu, Valencia plasowałaby się zapewne tuż za gigantami z Barcelony i Madrytu, jej gra jest bowiem równie dobra, jak w zeszłym roku, kiedy przez niemal cały sezon zestawienie ligowe zaczynało się właśnie od tych trzech zespołów. Obecnie do trzeciego i czwartego zespołu „Los Ches” tracą odpowiednio cztery i sześć punktów, strata jest zatem do odrobienia. Gracze Emery’ego pewnie wywalczyli również awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, tuż za plecami Manchesteru United, w meczu, w którym zaprezentowali się zresztą nie najgorzej, o czym świadczy wyjazdowy remis 1:1). Zwycięstwo z Osasuną pozwoli Valencii utrzymać lub powiększyć przewagę nad Realem Sociedad, może uda się również odrobić różnicę punktową do Espanyolu czy Villarealu.
W poniedziałkowym meczu na Mestalla nie wystąpią kontuzjowany w spotkaniu z Manchesterem Chori Dominguez, a także zawieszony za kłótnię z arbitrem David Albelda. Do zdrowia wrócił za to Jeremy Mathieu, a wciąż niepewny jest występ Davida Navarro.
Osasuna to typowy ligowy przeciętniak, z tendencjami do pikowania w dół. Podopieczni starego ligowego wyjadacza, Jose Antonio Camacho, to drużyna chimeryczna, o czym świadczą zresztą ostatnio uzyskane przez nią rezultaty. W poprzedni weekend zawodnicy z Nawarry przegrali na własnym stadionie 0:3 z Barceloną, natomiast wcześniejsze mecze można pogrupować parami: porażka 0:1 z Athletikiem, wygrana 1:0 ze Sportingiem, klęska 0:3 z Atletico, zwycięstwo 3:0 z Herculesem. Tak samo było w meczach z Racingiem i Malagą… Innymi słowy, drużyna zagadka, gdyby nie klasa najbliższego rywala, można by obstawiać, że Osasuna wygra kolejne spotkanie 3:0.
Lista nieobecnych na wyjazd do Walencji jest dość długa: Aranda, Vadocz i Calleja, Rupert, Damia i Camunas nie wystąpią na Mestalla z powodu problemów żołądkowych (ten pierwszy) lub bardziej piłkarskich kontuzji.
"El Depor" złupcie skóre Atletico PATETICO...!!! ;P
Chciałbym, żeby Saragossa wygrała z Realem!!!
Ja bym chciał żeby kibice FC Barcelony byli
mądrzejsi :)
To nie z nienawiści do Królewskich(nic do nich nie
mam), tylko chodzi mi o pozycję Barcy w La Liga.
To niech wywalczą(o ile zdołają) ją po ciężkim
sezonie i kolejna wygraną(?) w GD, a nie po
błędach i stratach punktów rywala.
Hala Madrid!
Madrid Madrid Ariva Madrid...;)
niech sie nie kompromitujom i zakończą tą nedznom
gre!
Mysle ze bedzie po staremu a wiec pokazne zwyciestwa
barcy i realu(chociaz warto przypomniec wygrana
herculesa alicante na camp nou na poczatku sezonu nie
mozna wykluczyc powtorki szczegolnie ze sociedad jest
wysoko w tabeli)ale mimo to typuje real 4-0 saragossa
barca 4-0 real sociedad.
Ty lepiej sięgnij po słownik OŚLE!!!