Już nie tygodnie ani dni, a godziny dzielą nas od długo wyczekiwanych Gran Derbi Europa. I choć dość powszechne są opinie, że akurat ten, ligowy mecz, jest najmniej ważny spośród wszystkich pozostałych, to jest to co najwyżej półprawda.
Na początek o samej randze meczu. Ktoś powie, że wobec tego, że Klasyków będzie przeciągu najbliższych 16 dni aż cztery, to nie mają one takiej samej wagi, estymy i innych cech, które czyniły je wyjątkowymi. Zgoda, ale czy aby na pewno dotyczy to tego, ligowego starcia? Wszak obie ekipy ostatnio zmierzyły się w listopadzie, czyli pięć miesięcy temu, zatem o żadnym przesycie i znudzeniu mówić nie można.

Wiele wskazuje na to, że sobotni mecz nie będzie decydował o mistrzostwie Hiszpanii, gdyż przewaga „Barcy” wynosi już osiem punktów i nawet gdyby Real pokonał ją u siebie, to i tak nie ma realnych szans na wywalczenie tytułu. To jest argument, którego podważyć się nie da, ale bodaj jedyny umniejszający rangę tego spotkania. Zresztą, nie jest wykluczone, że wysokie zwycięstwo „Los Blancos” niezwykle podbuduje ich przed kolejnymi spotkaniami, które (dajmy na to) też wygrają, natomiast „Barca” podłamana porażkami roztrwoni przewagę… To tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy. Co prawda, mało prawdopodobny, ale nie ulega wątpliwości, że pierwszy mecz może okazać się kluczem i swoistą przewagą psychologiczną potrzebną do zwycięstw w kolejnych Gran Derbi.
Jak wyglądają szanse obydwu zespołów na zwycięstwo? To jest pytanie z gatunku retorycznych. „El Clasico” jest bowiem meczem tak specyficznym, na którego składa się tak wiele czynników, że ich dogłębna analiza zajęłaby godziny, a później i tak okazałoby się, że zadecydował błysk geniuszu (ten element jest akurat niezwykle prawdopodobny, zważywszy na to, ilu wirtuozów piłki gra w obydwu drużynach) albo czysty przypadek, dyspozycja dnia czy niuans taktyczny niemal niezauważalny dla przeciętnego zjadacza chleba. Łatwiej zadać sobie pytanie(a), co przemawia za zwycięstwem poszczególnych drużyn?
Zgranie – za Barceloną. Tak, Jose Mourinho jest bardziej doświadczonym i być może lepszym strategiem od Pepa. Tak, Real nie wyjdzie już na boisko taki bezradny i niepewny własnych umiejętności, jak w listopadzie. Tak, „Los Blancos” z każdym wygranym meczem stają się silniejszą drużyną, ale do tiki-taki (do malagi i kasztanków też) wciąż im daleko. W „Barcy” każdy od przynajmniej dwóch albo i trzech lat zna doskonale swoje miejsce, nawyki partnera, a drobne zmiany w taktyce, dostosowywanej pod rywala, są w większości spotkań realizowane niemal perfekcyjnie, wykluczają znużenie piłkarzy sobą nawzajem. Real gra niekiedy ładniej dla oka, w sposób mniej szablonowy, ale… Choć proporcje stale zmieniają się na korzyść graczy ze stolicy, dalej w każdym meczu więcej jest improwizacji niż wyuczonej, do bólu powtarzalnej, ale sprawdzonej taktyki.












