Real Sociedad pokonał na wyjeździe Villarreal 1:0. Dzięki temu Baskowie awansowali do ćwierćfinału Pucharu Króla. Zmierzą się tam z Racingiem Santander. Real Sociedad zrewanżował się na „Żółtych Łodziach Podwodnych” za ligowy mecz.
W przedostatnim rewanżu na etapie 1/8 finału Copa del Rey zmierzyły się ze sobą Villarreal i Real Sociedad. W przeciągu tygodnia obie ekipy zagrały ze sobą trzykrotnie. W lidze górą był zespół z Walencji, który rozgromił Basków aż 5:1. W pierwszym spotkaniu w ramach Pucharu Króla w San Sebastian padł bezbramkowy remis. Faworytem była tu z pewnością ekipa „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Beniaminek od początku tego roku jest wyraźnie w gazie i ogrywa bez większych problemów przeciwników. Baskowie nie stali jednak na straconej pozycji, gdyż dobrych ofensywnych zawodników mają na pęczki. Poza tym chcieli z pewnością zrewanżować się swoim rywalom za ligowe upokorzenie. Obie ekipy grały bez swoich najlepszych piłkarzy i w dodatku w dosyć rezerwowym zestawieniu. Villarreal wyszedł bez dos Santosa, a Real Sociedad bez Griezmanna.
Od pierwszych minut spotkanie było wyrównane. Raz atakowali goście, by po chwili oddać pole gospodarzom. Z biegiem czasu piłka krążyła częściej przy polu karnym Basków. Przez długi czas nie było żadnych groźnych sytuacji. Za to można było naliczyć dużo strat wynikających z niedokładnych podań i złego przyjęcia futbolówki. Pierwszy strzał na bramkę zanotowali goście w 21. minucie. Xabi Prieto uderzył z wolnego, ale Juan Carlos nie miał problemu ze złapaniem piłki.
Optyczną przewagę mieli gospodarze. Jednak nie byli w stanie sforsować baskijskiej defensywy. Można było odnieść wrażenie, że ich akcje są zbyt koronkowe i zawsze mieli problemy z ostatnim podaniem. Z pewnością brakowało im dos Santosa, który potrafił rozruszać zespół. W Realu zabłysnął Javi Ros, który w 33. minucie wyprowadził Basków na prowadzenie. Młody Hiszpan wykorzystał błąd bramkarza przy strzale Prieto i dobił piłkę z najbliższej odległości. Z dobrej strony pokazał się również Chory Castro, który dośrodkował z lewego skrzydła. W tym spotkaniu już na pewno dogrywka nie była możliwa.
Duże problemy miał Villarreal po straconej bramce. Piłkarze z San Sebastian naciskali, aby podwyższyć wynik jeszcze w pierwszej połowie. W końcówce zdominowali pole gry. Gospodarze próbowali odpowiedzieć, ale tego dnia defensywa rywala była w fenomenalnej dyspozycji.
Druga część meczu rozpoczęła się od nieśmiałych ataków „Żółtych Łodzi Podwodnych”. Gospodarze nie chcieli się zbytnio odsłaniać, żeby nie nadziać się na kontry Realu Sociedad. W 55. minucie w końcu groźny strzał oddali goście, a właściwie Hernan Perez, który zza pola karnego mocnym strzałem chciał zaskoczyć Zubikaraiego. Jednak futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Ekipa z przedmieść Walencji powoli odzyskiwała przewagę i z każdą minutą była coraz groźniejsza. W 65. minucie Bruno Soriano strzelił bramkę po rzucie rożnym, ale arbiter uznał, że pomocnik był na spalonym.
Wyjątkowo łatwo kontrataki Basków przechodziły przez defensywę Villarreal. Tylko zbyt mała ilość zawodników przemieszczających się w stronę bramki rywala uniemożliwiła podwyższenie prowadzenia. W odpowiedzi mocno uderzył Perbet zza pola karnego, ale golkiper przyjezdnych nie miał większych problemów z obroną. Chwilę później Uche został sfaulowany przez Ansotegiego w polu karnym. Arbiter wskazał na „wapno”. Perbet jednak spudłował. Cztery minuty później fatalnie główkował Musacchio. Nie minęło 60 sekund, gdy Pereira mocnym strzałem trafił w boczną siatkę. Dominacja Villarrealu wzrastała. Obrona Basków była bardzo zmęczona i popełniała coraz więcej błędów. Na cztery minuty przed końcem spotkania Bruno Soriano główkował w światło bramki. Wydawało się, że Hiszpan doprowadzi do remisu, ale na linii bramkowej stał Jose Angel, który wybił futbolówkę.










