Hit 37. kolejki nie miał prawa rozczarować i nie rozczarował. Walczący o Ligę Mistrzów zespół Realu Sociedad zremisował na Estadio Anoeta z Realem Madryt 3:3. Problem w tym, że swój mecz wygrała także Valencia, która zepchnęła RSSS na piąte miejsce w lidze.
Strata punktów na własne życzenie
Baskowie byli niedzielnego wieczora drużyną zdecydowanie lepszą – przede wszystkim w pierwszej połowie. Podopieczni Philippe’a Montaniera zepchnęli „Królewskich” do głębokiej defensywy, a mimo to po sześciu minutach przegrywali 0:1. Trudno się jednak dziwić, jeśli przyjrzymy się błędom popełnianym przez defensywę miejscowych. Pierwszym winowajcą był Mikel Gonzalez, który wrócił do wyjściowej jedenastki w miejsce Cadamuro. Stoper Basków podał piłkę wprost do Higuaina, który wykorzystał sytuację sam na sam i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Zadowoleni z wyniku piłkarze Realu oddali pole swojemu przeciwnikowi, jednak ten miał mocno rozregulowany celownik. Co gorsza, co jakiś czas przydarzały mu się podobne błędy, jak ten z 6. minuty. Po pół godzinie gry Higuain mógł skorzystać z kolejnego prezentu, tym razem Carlosa Martineza, jednak nie dał rady wpakować piłki do siatki. Baskowie mocno niestety cierpieli, bo drugiego gola dla Realu Madryt również można było uniknąć. Kaka otrzymał futbolówkę na lewej stronie i kompletnie nieatakowany dograł do Jose Callejona, który zdobył bramkę na 2:0. Nie była to pierwsza tego typu sytuacja. Piłkarze z Kraju Basków momentami bardzo lekceważąco podchodzili do pojedynków jeden na jeden i na wiele pozwalali swojemu rywalowi.
Diego, San Diego

Diego Lopez pokazuje wszystkim krytykującym decyzje Jose Mourinho, iż są w błędzie. Sprowadzony zimą golkiper rozegrał dzisiaj niewiarygodny mecz. Kilka z jego interwencji ocierało się o magię. Przypominały się komentarze odnośnie Ikera Casillasa, którego nazywano świętym. Teraz to Diego zasłużył sobie na ten tytuł. W pierwszej połowie wybronił dwa niewiarygodne strzały głową najpierw Griezmanna, a później Chory’ego. Po zmianie stron koncert Lopeza trwał. Najpierw fantastyczna parada przy strzale Agirretxe, a później wybroniona bomba po strzale głową Xabiego Prieto. Kapitan Realu Sociedad znalazł jednak wcześniej sposób na pokonanie Lopeza. W 64. minucie skutecznie wykorzystał rzut karny i przywrócił nadzieje swojej drużynie (choć bramkarz gości wyczuł intencję strzelającego). W kolejnych minutach gospodarze atakowali, ale Diego Lopez pozostawał czujny. Skapitulował jednak po raz kolejny w 78. minucie, kiedy to po pierwszej naprawdę dokładnie rozegranej akcji przez miejscowych do siatki z najbliższej odległości trafił Griezmann. Radość Realu Sociedad nie trwała długo, bo 120 sekund później Sami Khedira po rozegraniu piłki z Oezilem znowu wyprowadził Real na prowadzenie.











