W niedzielnym meczu 11. kolejki Primera Division Sporting Gijon przegrał z Realem Madryt 0:1. Zwycięstwo podopiecznym Jose Mourinho nie przyszło łatwo, a gola na wagę zwycięstwa zdobył w 82. minucie Gonzalo Higuain. Pozwoliło to „Królewskim” ponownie objąć prowadzenie w tabeli.
Faworytem spotkania był oczywiście zespół „Królewskich”, który chciał przedłużyć najlepszy start w historii (26 punktów w 10 meczach, pięć wygranych spotkań z rzędu), a statystyki bardzo za tym przemawiały – po raz ostatni przegrał na El Molinol w sezonie 1994/1995, a w ostatnich pięciu meczach na stadionie w Gijon nie stracił nawet gola. Grę swoich podopiecznych z wysokości trybun oglądał Jose Mourinho, który został ukarany przez hiszpańską federację za kłótnie z arbitrem w środowym meczu w Pucharze Króla zakazem prowadzenia drużyny w dwóch najbliższych meczach ze Sportingiem i Athletikiem. Federacja była na tyle łaskawa, że pozwoliła Portugalczykowi wrócić na ławkę na Gran Derbi.

Początek spotkania zdecydowanie należał do gości, którzy najlepszą sytuację stworzyli w 10. minucie, ale strzał Higuaina trafił tylko w słupek. W następnych pięciu minutach podopieczni Mourinho byli dwukrotnie obsługiwani świetnymi prostopadłymi podaniami od Xabiego Alonso, ale sędzia dwukrotnie odgwizdywał pozycję spaloną. W 22. minucie świetną sytuację mógł mieć Diego Castro, ale ofiarna interwencja Pepe zapobiegła stracie gola przez przyjezdnych. W 28. minucie obrońcy jednak zaspali, Iker Casillas musiał się popisać swoimi umiejętnościami i obronił strzał Diego Castro z prawej strony pola karnego. Z upływem kolejnych minut zaznaczała się jednak coraz wyraźniejsza przewaga Realu, który jednak nie potrafił stworzyć sobie klarownej sytuacji, a dużą zasługę miał w tym grający w defensywie jak kolektyw zespół gospodarzy, który mimo iż nie tworzył sobie dużej liczby akcji ofensywnych, to w defensywie prezentował się bardzo solidnie. Do przerwy obie ekipy nie stworzyły już sobie bramkowych sytuacji i obie jedenastki schodziły do szatni, bezbramkowo remisując.
Początek drugiej części spotkania przyniósł podobny obraz, co w pierwszej połowie – od samego początku atakowali gracze w białych koszulkach, ale rywale ambitnie przeszkadzali im w przeprowadzeniu bramkowych akcji. W 50. minucie bardzo blisko szczęścia był Angel Di Maria, ale jego strzał z linii pola karnego w świetnym stylu obronił Juan Pablo. Gospodarze sytuacji do strzelenia gola szukali w stałych fragmentach gry – w 52. minucie rzut wolny sprytnie chciał rozegrać Botia, ale żaden z obrońców nie podskoczył i piłka odbiła się od nóg Sergio Ramosa.
W 53. minucie najpierw sprytne odegranie Di Marii do Higuaina zatrzymali obrońcy, a chwilę później strzałem głową gola w końcu zdobył Higuain, ale w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej i sędzia Javier Turienzo Alvarez słusznie gola nie uznał. Odpowiedź Sportingu była jednak natychmiastowa – prawym skrzydłem pomknął Sangoy, ale jego strzał z ostrego kąta minął nie tylko Casillasa, ale też i dalszy słupek jego bramki. Jose Mourinho, widząc nieskuteczność swoich napastników, nakazał w tym momencie rozgrzewkę Benzemie, który wszedł na boisko dziesięć minut później w miejsce Angela Di Marii.











