Trzy mecze bez zwycięstwa to zdecydowanie zbyt długa seria. W środową noc Real Madryt powalczy o przerwanie fatalnej passy, ale aby to zrobić, będzie musiał pokonać Barcelonę. Czas na rewanżowe spotkanie o Superpuchar Hiszpanii!
Zeszłotygodniowy mecz nie zawiódł, choć możemy mieć lekki niedosyt po pierwszej połowie. Barcelona dominowała, Real zaś skutecznie się bronił. Po przerwie oglądaliśmy pięć bramek, a oprócz tego wszystko, co w futbolu najlepsze – piękne akcje, efektowne trafienia i fatalne błędy, a w zasadzie jeden – ten, który pozwala wierzyć fanom „Królewskich”, że zdobycie tytułu jest jeszcze możliwe. Victor Valdes nie po raz pierwszy przyprawił kibiców „Barcy” o wrzenie. Ostatni błąd może go jednak sporo kosztować. Mimo że w Hiszpanii panuje przekonanie, że superpuchar nie jest trofeum najważniejszym, to środowy mecz jest niezwykle ważny. Pojedynki Realu Madryt z Barceloną zawsze wzbudzają olbrzymie emocje – nawet gdyby obydwie ekipy rywalizowałyby ze sobą towarzysko.

Przed rewanżowym starciem w lepszej sytuacji jest Barcelona. Katalończycy wygrali przed własną publicznością 3:2, a na Estadio Santiago Bernabeu idzie im ostatnimi czasy naprawdę dobrze. Ostatni raz, kiedy Real wygrał na swoim stadionie z „Dumą Katalonii”, przydarzył się w 2007 roku. To wtedy doszło do słynnego szpaleru, po którym „Los Blancos” rozbili swojego rywala 4:1, przypieczętowując tytuł mistrzowski. Powtórki raczej nie należy się spodziewać. Barcelona jest w o wiele lepszej formie niż jej rywal. Sam Jose Mourinho zachodzi w głowę, co stało się z jego podopiecznymi.
– Zastanawiam się, czy postawa, jaką zaprezentowaliśmy przeciwko Getafe, jest sporadyczna czy wynika z jakiegoś problemu natury psychologicznej – mówił na konferencji prasowej portugalski trener. Mourinho krytykował zaangażowanie swoich zawodników w meczu na Coliseum Alfonso Perez. Dziwić to nie powinno, bo gdy patrzyło się na truchtających Oezila i Ronaldo, aż nie chciało się wierzyć, że to ci sami zawodnicy co w poprzednim sezonie. – Jeśli rywale będą mieli piłkę, będziemy z całych sił się bronić. Jeśli my będziemy mieli piłkę, będziemy z całych sił atakować – to już słowa Mourinho odnośnie do pojedynku z Barceloną. Portugalczyk uważa, że nie musi niczego zmieniać, i głęboko wierzy w to, że porażka z Getafe była tylko wypadkiem przy pracy. „Mou” jest zdania, że jego zespół, pomimo nie najlepszej gry, zasłużył na zwycięstwo nad Valencią, a także umniejsza powagę porażki z Barceloną w pierwszym meczu o superpuchar. Mourinho twardo obstaje przy tym, że dla niego to trofeum jest kompletnie nieistotne.
– Sytuacja, w której znalazł się Real, sprawia, że będzie on jeszcze bardziej niebezpieczny – powiedział z kolei Tito Vilanova na przedmeczowej konferencji prasowej. – mówił dalej trener „Barcy”. Faktycznie, trudno wyobrazić sobie, aby środowy mecz miałby zakończyć się bezbramkowym remisem. Obydwie drużyny będą grały do przodu i po raz kolejny możemy obejrzeć kilka goli. Zarówno Real, jak i Barcelona nie zamierzają zmieniać swojej filozofii. Mourinho powołał na to spotkanie praktycznie wszystkich swoich zawodników, nawet Lukę Modricia. Poza kadrą znalazł się jedynie Ricardo Carvalho, choć może do niego dołączyć Fabio Coentrao. W środę rano zbiera się komisja ligowa, która orzeknie, czy Portugalczyk odpokutuje za nazwanie sędziego w meczu z Getafe „sku******em” już w pojedynku o superpuchar. „Barca” również nie ma powodów do zmartwień. W kadrze znalazł się nawet Carles Puyol, który w meczu z Osasuną złamał kość policzkową. Kontuzjowanymi zawodnikami pierwszej drużyny są tylko Abidal, Muniesa i Cuenca, ale do ich absencji Tito Vilanova zdążył już się przyzwyczaić.










