Po bardzo ciekawym spotkaniu Espanyol Barcelona przegrał 0:1 z Realem Madryt, mimo iż już od drugiej minuty grał z przewagą jednego gracza po wyrzuceniu Ikera Casillasa. Bohaterem spotkania okazał się strzelec jedynego gola, Marcelo, jednak należy pochwalić całą linię defensywną gości, która rozegrała kapitalne spotkanie. Dzięki tej wygranej „Królewscy” odrobili częściowo stratę do liderującej Barcelony, która wynosi teraz pięć punktów.

Real Madryt przystąpił do tego spotkania w bardzo komfortowej sytuacji, gdyż wczoraj punkty straciła Barcelona i ewentualne zwycięstwo pozwoliłoby odrobić w końcu punkty do lidera i zmniejszyć stratę do pięciu punktów. Jego rywalem był Espanyol Barcelona, czyli drużyna, z którą „Los Blancos” mają wspólnego wroga. Od wielu sezonów jednak obie te ekipy nie przystępowały do spotkania, będąc tak blisko w tabeli, patrząc oczywiście na pozycję, nie na dorobek punktowy. Katalończycy walczą w tym sezonie z powodzeniem o europejskie puchary, jednak faworytem tego „meczu przyjaźni” mimo wszystko na papierze byli podopieczni Jose Mourinho.
Mecz rozpoczął się od prawdziwego szoku, gdyż już w 2. minucie z boiska wyleciał Iker Casillas, który po dalekim wyjściu z bramki nie trafił w piłkę, uprzedzony w sytuacji sam na sam przez Callejona, i ratował się faulem przed polem karnym. W upadku Callejona więcej było teatru niż prawdziwego bólu, sędzia jednak nie miał wątpliwości i wyrzucił kapitana „Los Merengues” z boiska – nie była to jednak oczywista decyzja, gdyż Callejon i tak nie zdołałby dopaść do piłki, gdyż szybsi od niego byli Carvalho i Pepe. Arbiter jednak pozostał konsekwentny i podtrzymał swoją decyzję – cóż to był za początek meczu! Od tego momentu spotkanie nabrało niesłychanego tempa, które trwało przez całą resztę pojedynku. Kosztem wprowadzonego Adana z boiska musiał zejść Di Maria, a już w 4. minucie nowy bramkarz popisał się pierwszą udaną interwencją, wybijając piłkę po rzucie wolnym po faulu Casillasa. Strata swojego kapitana wpłynęła bardzo mobilizująco na grę gości, gdyż to oni byli bardzo blisko strzelenia gola najpierw w 9. minucie, kiedy strzał Khediry z dużymi problemami na rzut rożny odbił Kameni, potem w 12. minucie, kiedy to po świetnym wejściu Marcelo w pole karne jego strzał odbił się tylko od poprzeczki. Tempo tego spotkania było niesamowite, gra przenosiła się spod jednej bramki pod drugą i wcale nie było widać, że jedna drużyna gra w osłabieniu.













