Real zremisował w ostatnim meczu tego sezonu La Liga. Malaga, dzięki umiejętnej obronie, woli walki, odrobinie szczęścia i golowi Alexisa w meczu Valencii, utrzymała się w tabeli.
Przed meczem sytuacja była jasna. Real musiał wygrać i czekać na porażkę „Barcy” na Camp Nou. Malaga był w podobnej sytuacji, ale nasłuchała wieści z kilku boisk – sytuacja w strefie spadkowej była bowiem nader skomplikowana.

Do Malagi przyleciała cała szeroka kadra Realu, razem z kontuzjowanym od ponad roku Rubenem de la Redem i pauzującym od kilku miesięcy Pepe. Oczywiście obaj zasiedli na trybunach, podobnie Raul i Arbeloa. Miejsca, nawet na ławce rezerwowych, nie znalazł Kaka. Brazylijczykowi odnowiła się kontuzja. Do podstawowego składu wskoczył Rafa Van der Vaart oraz, pod nieobecność Gutiego, Granero. Na środku obrony zagrał Garay, a Ramos wrócił na prawą stronę defensywy. Reszta składu bez zmian.
Mecz rozpoczął się od ataków gospodarzy. Swoją okazję miał Caicedo, jednak przestrzelił w sytuacji, którą powinien bezwzględnie wykorzystać. Jak pokazały powtórki, piłkarz był na spalonym, czego nie dostrzegł sędzia liniowy. Kilka minut później, kolejny atak Malagi zakończył się sukcesem. Za poprzednią akcję zrehabilitował się Caicedo, podając piętką do wbiegającego w pole karne Dudy. Casillas nie miał za dużo do powiedzenia. Sensacja? Kibice Realu przywykli do takich sytuacji. Ich ulubieńcy często wychodzili rozkojarzeni i musieli potem gonić wynik.
„Królewscy” nie mieli jednak w tym meczu łatwego zadania. Maladze wynik 1:0 w zupełności wystarczał, dlatego zawodnicy przeszli do obrony. Powiedzieć, że Real miał w pierwszej połowie przewagę, to jak nie powiedzieć nic. Przez długie fragmenty meczu wydawało się, że na boisku jest tylko jedna drużyna. Piłka na połowę „Los Blancos” wędrowała nader rzadko. Casillas się nudził, więc sporadyczne kontakty z futbolówką wykorzystywał do prezentacji zagrań głową czy wybiegnięć z piłką przy nodze na kilkanaście metrów do linii pola karnego. Wracając pod bramkę Gustavo Munuy, trzeba przyznać, że w Realu szwankowało rozegranie. Oczywiście przyjezdni mieli kilka doskonałych okazji, ale – jak to najczęściej bywa – po przebłyskach piłkarskiego geniuszu licznie zgromadzonych na placu gry „cracków”. Jednak ani przewrotka Van der Vaarta, ani jego strzał z rzutu wolnego, ani atomowe kopnięcia Ronaldo, ani dryblingi Marcelo nie skutkowały zmianą wyniku. Z ciekawostek należy wymienić akcję Higuaina. „El Pipita” z gracją minął kilku rywali, co przywiodło na myśl wyczyny Diego Maradony. Akcja skończyła się zdecydowanym atakiem na nogi Argentyńczyka. Gdy piłkarze Realu walczyli ze zmasowaną obroną gospodarzy, reszta kadry nie próżnowała. Gutiemu udało się zdobyć żółtą kartkę, nie wychodząc na murawę. De la Red i Arbeloa słuchali kolektywnie muzyki, korzystając z jednego odtwarzacza, nie zaprzątając sobie głowy tym, co dzieje się na boisku. Tym martwili się Perez, Raul i Kaka, u których było widać wątpliwości, co do końcowego wyniku.











