Niesamowite emocje towarzyszyły niedzielnym spotkaniom 10. kolejki Primera Division. W ciągu kilku godzin aż trzykrotnie zmieniał się lider rozgrywek – najpierw było to Villarreal, później Barcelona, ale na koniec dnia liderem po raz kolejny został Real Madryt, który pokonał w derbowym pojedynku Atletico 2:0.
Atletico nie potrafi wygrać na Santiago Bernabeu od 1999 roku, ale przed meczem jego gracze zapowiadali, że to właśnie dziś uda się przełamać tę niekorzystną passę. Patrząc jednak na ostatnie wyniki ekipy „Rojiblancos” – porażki z Villarreal i Sevillą, remis ze słabą Almerią – można było takie deklaracje traktować nie do końca poważnie, a biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy gracze w ekipie Realu byli zdolni do gry, faworyt mógł być tylko jeden.

Pierwsze minuty meczu upewniły kibiców, że będzie to ciekawe widowisko – już po dwóch pierwszych akcjach na tablicy wyników mógł pojawić się bramkowy remis, ale najpierw strzał głową Pepe obronił De Gea, a chwilę później Simao musiał uznać wyższość brazylijskiego obrońcy. W 7. minucie Real zdobył pierwszą bramkę, ale sędzia słusznie jej nie uznał – Khedira był na pozycji spalonej.
W 12. minucie trybuny jednak eksplodowały. W zamieszaniu przed polem karnym gości najlepiej zachował się Angel Di Maria, który odegrał piłkę do wybiegającego na czystą pozycję Ricardo Carvalho, a ten, niczym rasowy snajper, pewnie pokonał De Geę płaskim strzałem w krótki róg. Dwie minuty później mógł podwyższyć Higuain, ale w sytuacji sam na sam lepszy okazał się bramkarz „Atleti”.
W 19. minucie było już jednak 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z bocznej strony boiska Mesuta Oezila na interwencję nie zdecydował się De Gea i piłka, nie dotknięta przez nikogo, wpadła nieoczekiwanie do siatki. Ogromny błąd popełnił w tej sytuacji De Gea, który stał się kolejną, po Iraizozie i Codinie, ofiarą niedzielnego fatum, ciążącego na bramkarzach.
W 29. minucie sędzia powinien był podyktować rzut karny dla Atletico. Piłkę w polu karnym po zagraniu Simao dotknął Xabi Alonso, ale gwizdek sędziego milczał. Akcja przenosiła się z jednego pola karnego do drugiego, a świetnymi interwencjami popisywał się zwłaszcza Iker Casillas, który najpierw w 29., a później w 35. minucie uchronił swój zespół od straty gola.
W pierwszej połowie wynik nie do końca oddawał rzeczywisty przebieg wydarzeń. Mecz był wyrównany, obie strony miały bramkowe sytuacje, ale to Real miał lepszą skuteczność i do przerwy prowadził dwiema bramkami.
Drugą część spotkania lepiej zaczęli goście, ale strzał Diego Forlana w 60. minucie trafił tylko w słupek. Gdyby uderzył minimalnie obok, Iker Casillas nie miałby szans na skuteczną interwencję. Dwie minuty później Filipe uratował swój zespół i w ostatniej chwili wybił groźne dośrodkowanie Mesuta Oezila. Obie ekipy nastawiły się na ostrą walkę, czego efektem było kilka żółtych kartek w drugiej połowie. Bardzo aktywny w zespole gości był przede wszystkim Kun Aguero, ale brakowało mu wsparcia w osobie drugiego napastnika, Forlana, który zanotował kolejny występ bez zdobytego gola. Po drugiej stronie boiska najlepsi byli ci sami zawodnicy co zawsze, oddający strzały z każdej pozycji Ronaldo, świetnie rozgrywający Oezil, genialny w destrukcji Khedira i uzupełniająca się para stoperów – Pepe i Carvalho, który schodząc z boiska w 82. minucie, otrzymał ogłuszający aplauz od publiczności.











