Już jutro o 22:00 piłkarski świat znowu wstrzyma oddech. Nieco ponad miesiąc po ligowym starciu Realu Madryt z Barceloną na Estadio Santiago Bernabeu obydwie ekipy znowu zmierzą się ze sobą w stolicy Hiszpanii. Tym razem jednak w ramach ćwierćfinału Pucharu Króla. Jaki będzie pierwszy z wielu klasyków w 2012 roku?
Pasjonujący? A jakże. Nie może być inaczej, bo nawet gdyby drużyny Mourinho i Guardioli spotykały się ze sobą towarzysko, to i tak kibice piłkarscy odłożyliby wszystko na bok i zasiedli przed telewizorami, ściskając kciuki za swoich ulubieńców. A to przecież 1/4 finału Pucharu Króla. 1/4 finału rozgrywek, w których w kwietniu zeszłego roku „Królewscy” pokonali „Dumę Katalonii” w finale. Los chciał, że w tegorocznej edycji dwie najbardziej utytułowane drużyny na Półwyspie Iberyjskim zmierzą się ze sobą już w ćwierćfinale. Szukając dobrych stron takiego losowania, zawsze możemy powiedzieć, że dwa klasyki są lepsze od jednego. Jose Mourinho i Pep Guardiola próbują studzić emocje, obydwaj powtarzają jak mantrę, że najważniejsze są rozgrywki ligowe. Trzeba przyznać, że ich zabiegi zdają egzamin, bo przed jutrzejszym meczem nie czuje się takiej atmosfery wyczekiwania i podgrzewania atmosfery jak chociażby przed miesiącem. Nie zmienia to jednak faktu, że jutro będzie gorąco, bardzo gorąco.

Zacięty? Zdecydowanie. Styczniowy maraton daje się już trochę we znaki i po nowym roku ani Real, ani Barcelona nie prezentują się z najlepszej strony. Obydwie ekipy męczyły się w ostatnich tygodniach, ale można też powiedzieć, że w jakiś sposób mogły oszczędzać siły na pierwszy, najważniejszy dwumecz tego sezonu. Obydwaj trenerzy wystawią jutro swoje praktycznie najsilniejsze jedenastki. Obydwaj trenerzy chcą bowiem awansować do kolejnej rundy, a prowadzone przez nich kluby są w stanie się pokonać. Ligowe zwycięstwo „Barcy” na Bernabeu bardzo dotknęło „Los Blancos”, którzy przed meczem wmawiali sobie chyba, że jak nie teraz, to nigdy. Na ich szczęście bardzo szybko będą mogli odkupić swoje winy u kibiców, którzy drugiej porażki na własnym stadionie w tak krótkim odstępie czasu chyba nie przeżyją. Madrytczycy na pewno wyciągnęli wnioski z pamiętnego 1:3. Szybko strzelony gol uśpił ich czujność. Stracona bramka przed przerwą spowodowała, że zapomnieli o defensywie, za co Katalończycy zganili ich z pełną premedytacją. Jedno jest jednak pewne – jutro Victor Valdes nie poda w pierwszej minucie piłki wprost pod nogi Di Marii.
Po pierwsze, Valdesa w ogóle na murawie nie obejrzymy. Po drugie, Angel Di Maria też wydaje się nie być w pełni przygotowany do tego meczu. A więc może bliżej przyjrzyjmy się składom. Jose Mourinho na dzisiejszej konferencji prasowej mówił: – . Dodał jednak, że zamierza wyjść tym, co ma najlepsze, więc nietrudno się domyślić, jak będzie wyglądał skład, przynajmniej w znacznej jego części. W bramce na pewno ujrzymy Ikera Casillasa. Przed nim pewne miejsce mają Sergio Ramos, Marcelo i Pepe. Ten ostatni niby zmagał się z jakąś kontuzją, ale okazało się, że Portugalczyk czuje się świetnie i jest gotów do gry. Pierwsza zagadka pojawia się przy obsadzeniu prawej obrony. Za kartki pauzuje Alvaro Arbeloa, którego zastąpić może kilku zawodników. Pierwszym z nich jest Coentrao, który zagrał na tej pozycji w grudniowym El Clasico. Wypadł blado. Druga opcja to Lassana Diarra – dużo pewniejsza od Portugalczyka, ale wtedy Francuza zabraknie w środku pola, a trzeba pamiętać, że kontuzjowany jest Sami Khedira. Trzecia opcja, opcja odważnych dziennikarzy hiszpańskich, to Daniel Carvajal. Mimo całego szacunku do wychowanka Realu nie ma on większych szans na grę, ale Jose Mourinho kadrę na mecz ogłosi dopiero jutro, dlatego mimo wszystko trzeba czekać. A więc na razie zagadką w ustawieniu „Królewskich” wydają się dwie formacje – prawa obrona i środek pomocy. Za atak odpowiedzialni będą Cristiano Ronaldo, Mesut Oezil, Karim Benzema i… No właśnie, tutaj jest sporo zabawy. Di Maria nie jest w pełni zdrowy, więc naturalnym posunięciem byłoby wystawienie Callejona, który znajduje się w dobrej formie, ale jest przecież Gonzalo Higuain. Pytanie tylko, czy Mourinho jest aż tak odważny, by wypuścić w bój dwóch nominalnych napastników?










