Pierwszy akt dwuczęściowej sztuki nazywanej Superpucharem Hiszpanii nie przyniósł rozstrzygnięcia. Na Santiago Bernabeu po szybkim i ciekawym meczu Real Madryt zremisował z Barceloną 2:2. Gran Derbi numer jeden w sezonie 2011/2012 nie zawiodło – rewanż już w środę na Camp Nou.

Początek sezonu na Półwyspie Iberyjskim już dawno nie zapowiadał się tak efektownie. W dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii naprzeciw siebie stanąć miały zespoły Realu Madryt i FC Barcelona, i po dokładnie 103 dniach przerwy kibice znów mogli liczyć na emocje związane z El Clasico. Ostatni raz kibice w Hiszpanii takim atomowym początkiem sezonu zostali uraczeni w 1997 roku. Wtedy, tak jak i w trzech pozostałych przypadkach, kiedy Real grał o superpuchar z „Barcą”, górą byli „Królewscy”. Ale to „Duma Katalonii” jest liderem pod względem liczby triumfów w pucharze – dotychczas po to trofeum sięgała dziewięciokrotnie. Klub ze stolicy wygrał superpuchar o jeden raz mniej, i właśnie ta chęć wyrównania wyniku Barcelony mogła wskazywać „Królewskich” jako nieznacznych faworytów, zwłaszcza pierwszego meczu na Santiago Bernabeu. Za podopiecznymi Jose Mourinho przemawiała też fenomenalna forma w okresie przygotowawczym – siedem spotkań, tyleż zwycięstw i bilans bramkowy 27:5. Argumentem Barcelony miał być oczywiście Lionel Messi, który ma niewątpliwie patent na strzelanie bramek Realowi – Argentyńczyk już dziesięciokrotnie umieszczał piłkę w siatce bramki „Królewskich”. A jak to wyglądało na boisku?
Zgodnie z przewidywaniami pierwsi do ataku ruszyli gospodarze, ale pierwszą groźną sytuację stworzyli dopiero po dziesięciu minutach. Z lewego skrzydła piłkę w pole karne dośrodkował Cristiano Ronaldo, a kąśliwy strzał Karima Benzemy wspaniałą robinsonadą obronił Victor Valdes. Chwilę później golkiper „Blaugrany” musiał już jednak skapitulować. Znów w głównej roli wystąpił Benzema, który w narożniku pola karnego ograł swojego rodaka Abidala i dograł piłkę do Oezila, któremu nie pozostało nic innego, jak dopełnić dzieła i wyprowadzić „Królewskich” na prowadzenie.
Szybko stracona bramka wyraźnie zdeprymowała Barcelonę, która w niczym nie przypominała maszyny do wygrywania z zeszłego sezonu. Niewidoczny był zwłaszcza ten, który na Santiago Bernabeu miał błyszczeć, czyli Lionel Messi. Argentyńczyk był dobrze odcinany od podań i nie miał szansy rozpędzić się z piłką i stworzyć zagrożenia pod bramką Ikera Casillasa. Ale co nie udało się Messiemu, doskonale zrealizował drugi supersnajper „Blaugrany” – David Villa. Reprezentant Hiszpanii w 35. minucie technicznym strzałem sprzed pola karnego wyrównał wynik spotkania. Casillas był w tej sytuacji bez szans – uderzenie Villi było perfekcyjne i piłka zatrzepotała w okienku bramki gospodarzy. Chwilę później na prowadzeniu była już „Barca”. Tym razem bohaterem katalońskich kibiców został niewidoczny wcześniej Messi. Argentyńczyk okazał się sprytniejszy od trzech obrońców Realu i w sytuacji sam na sam z Casillasem nie dał golkiperowi Realu żadnych szans.











