Jagiellonia Białystok udowadnia w obecnym sezonie, że europejskie puchary wcale nie muszą być ciężarem. Białostoczanie wygrali z Wisłą Kraków 1:0, dzięki czemu awansowali na czwarte miejsce w tabeli ekstraklasy.
Jagiellonia przystępowała do niedzielnego spotkania po jednym z najbardziej spektakularnych meczów w historii klubu. Ireneusz Mamrot już podczas pomeczowej konferencji z portugalskim rywalem zapowiedział, że nie obędzie się bez zmian na pojedynek z Wisłą. Co prawda spodziewaliśmy się większej roszady, jednak z drugiej strony nie można powiedzieć, że białostocki zespół wystawił galowy skład. W porównaniu do ostatniego spotkania od pierwszej minuty wyszli Lukas Klemenz, Martin Pospisil, Karol Świderski oraz Roman Bezjak.
W Wiśle nie było gwałtownych zmian, a piłkarze Macieja Stolarczyka mieli zdecydowanie większy komfort przygotowań do dzisiejszego meczu. Ostatnie spotkanie piłkarze krakowskiego zespołu rozegrali w piątek, więc mieli znacznie więcej czasu na regenerację oraz treningi przed rywalizacją z Jagiellonią. „Biała Gwiazda” mogła więc upatrywać w tym elemencie przewagi nad swoim rywalem i liczyć na to, że pierwszy wyjazdowy mecz nowego sezonu zakończy z kompletem punktów.
Romanczuk kontra Basha
Jednym z kluczowych pojedynków na murawie stadionu przy ul. Słonecznej była rywalizacja dwóch środkowych pomocników – Tarasa Romanczuka oraz Vullneta Bashy. Obaj są najpewniejszymi zawodnikami swoich zespołów, od których rozpoczyna się ustalanie pierwszego składu. Mając tych piłkarzy na boisku, drużyna może czuć się znacznie pewniej w swoich poczynaniach.
Tak było również dziś. Od pierwszej minuty widać było zaangażowanie i wkład Tarasa oraz Vullneta w grę Jagiellonii oraz Wisły. Obaj rządzili w środkowej części boiska, rozpoczynając ataki swojej drużyny. Przez większą część spotkania najgroźniejszym zawodnikiem w polu karnym Michała Buchalika był właśnie Romanczuk, który dwukrotnie był o mały włos od pokonania bramkarza Wisły Kraków.
Solidniejsza Jagiellonia
Niewiele pozytywnego możemy powiedzieć o pierwszej połowie tego meczu. Żaden z zawodników nie zdołał wpisać się na listę strzelców, brakowało klarownych sytuacji, dynamicznych akcji oraz przede wszystkim emocji. Początek wydawał się interesujący, oba zespoły odważnie podchodziły w pole karne przeciwnika, było wiele otwierających podań. Wisła w pierwszych minutach nie pozwalała Jagiellonii na swobodne rozgrywanie, podeszła wyjątkowo wysoko, lecz nie wpłynęło to na zmianę rezultatu.










