Mimo transferu do katarskiego Al-Sadd Raul Gonzalez pozostaje madridistą. Były reprezentant Hiszpanii w rozmowie z dziennikarzem „Marki” analizował sytuacje w Realu Madryt.
Podobnie jak w stolicy Hiszpanii, tak i w Katarze Raul Gonzalez jest już legendą. „El Siete” w dalszym ciągu biega po boisku z numerem siedem na plecach i cały czas popisuje się znakomitymi bramkami. Nie zapomina jednak o klubie, który dał mu wszystko. Raul wspomina o wartościach, jakie zaszczepiono mu podczas kilkunastu lat gry w Madrycie.

– Miałem wystarczająco dużo szczęścia, aby dzielić szatnię z wieloma wspaniałymi piłkarzami, którzy byli dla mnie jak ojcowie, przez cały czas się mną opiekowali. Mowa o Hierro, Sanchisie, Buyo, Redondo, Alkorcie… W Realu Madryt nie ma znaczenia słowo towarzyski, tam zawsze chodzi o zwycięstwo, ale wszystko prezentuje się w dobrym świetle, z respektem wobec rywala. Bardzo ważne są podstawowe wartości – wyznała legenda hiszpańskiego futbolu.
– To wartości, które od zawsze nam wpajano. Zaczęło się to już za czasów Di Stefano i jego kolegów z fantastycznych ekip z lat 50. i 60. Wartości, które sprawiają, że podziwiasz i szanujesz swoich przeciwników za każdym razem, gdy przywdziewasz koszulkę Realu Madryt. To właśnie z tego powodu ten klub jest tak wielki. Zawsze są stawiane wobec niego olbrzymie wymagania. Jeśli udajesz się na okres przygotowawczy do Chin, musisz pozostawić po sobie dobre wrażenie, ponieważ jest to dobre zarówno dla klubu, jak i dla piłkarzy.











