20 polskich piłkarzy, którzy zrobili karierę za granicą (cz. I)


Po dwóch dekadach XXI wieku czas na wybranie Polaków, którym wyszło za granicą

31 marca 2020 20 polskich piłkarzy, którzy zrobili karierę za granicą (cz. I)

Nie każdy polski zawodnik wyjeżdżający z rodzimej ligi w celu spełnienia swoich marzeń z dzieciństwa daje sobie radę w silniejszych ligach. Czasem jednak takie ryzyko się opłaca, a przykładów polskich piłkarzy, którzy nie tylko wywalczyli miejsce w składzie, lecz także stali się ważnymi postaciami tamtejszych klubów, jest całkiem pokaźna liczba.


Udostępnij na Udostępnij na

Opuszczenie polskiej ekstraklasy często wiąże się z podniesieniem sobie poprzeczki. Skutki mogą być takie, że w bardziej renomowanych rozgrywkach można na dłuższy czas wypaść w ogóle z obiegu, zliczając minuty spędzone na… ławce, a co gorsza na trybunach czy w gabinetach lekarskich. To oznacza, że niełatwo się przebić do silnych zagranicznych klubów, w których rywalizacja stoi na wyższym poziomie, mając na uwadze cały czas ligi z europejskiego topu.

Na całe szczęście nie każdy Polak wraca do ojczyzny z podkulonym ogonem i niespełnionymi marzeniami. Są tacy, którzy sobie całkiem nieźle radzą. Jedni lepiej, drudzy nieco gorzej, tak czy inaczej są ważnymi postaciami bądź też byli w ostatnich 20 latach. Poniższy ranking wymieni jedynie 20 zawodników, którzy zasługują na to, by ich w takie grono wpisać. Nie zmienia to jednak faktu, że ktoś mógłby być pominięty, za co wypada jedynie przeprosić.

Trudno zresztą być do końca obiektywnym w tego typu rankingach. Części jednak polskich piłkarzy to miejsce należy się jak psu zupa, bo już w trakcie swojej kariery spokojnie mogą być okrzyknięci nie tylko legendami zagranicznych klubów, lecz także reprezentacji. Co do kolejności, ta jest zupełnie przypadkowa. O tym niech decydują kibice, nie zaś ludzie piszący o piłce.

Artur Boruc

Były już reprezentant Polski oraz Legii Warszawa był z pewnością już wyróżniającą się postacią, zanim w ogóle zdecydował się na zagraniczne wojaże. Charakter, nieustępliwość oraz szacunek, jakim cieszył się wśród kibiców, zdradzały, że przed Borucem rysuje się piękna kariera. Dość szybko stał się numerem jeden w reprezentacji Polski, zastępując innego wielkiego polskiego piłkarza — Jerzego Dudka — i sam zresztą stał się wielki dla kibiców polskiej kadry narodowej po występach na mistrzostwach świata czy Europy.

Swoją postawą nie zawodził po wyjeździe najpierw do Szkocji, a dokładnie Celticu Glasgow, w którym został okrzyknięty „Królem Arturem”, co nawiązywało do słynnego króla Celtów. Boruc zapisał się złotymi zgłoskami, broniąc barw giganta z Glasgow, i do dziś wielu tamtejszych kibiców ze wzruszeniem wspomina dawne spotkania silniejszego niż dziś Celticu.

Urodzony w Siedlcach golkiper ze swoimi pierwszym zagranicznym klubem zdobył trzy mistrzostwa Szkocji, dołożył po jednym krajowym Pucharze oraz Pucharze Ligi Szkockiej. W tamtejszym klubie rozegrał blisko dwieście spotkań. Na uwagę również zasługuje fakt, że w swoim życiowym momencie nie zdecydował się na przenosiny do bardziej renomowanego klubu, choć w prasie aż huczało od coraz to ciekawszych plotek transferowych.

Co prawda jego czas w Glasgow dobiegł końca, jednak zrobił to już nieco później, gdy klub przechodził nieco gorszy okres. Następnie swoich sił spróbował we Włoszech, a dokładnie w Fiorentinie, i choć tam też sobie całkiem nieźle radził, to najlepsze lata zaliczył właśnie na Wyspach. Bronił w barwach Southampton, a obecnie jest zawodnikiem Bournemouth. I choć najlepsze lata ma za sobą, jest cenioną postacią za granicą i może być dumny z osiągnięć, jakich dokonał po wyjeździe z Polski.

Maciej Żurawski

Skoro poruszony został temat Celticu Glasgow, to warto również wspomnieć o słynnym polskim napastniku – Macieju Żurawskim. Podobnie jak reprezentacyjny, a później i klubowy kolega Artura Boruca popularny „Żuraw” nieźle zapowiadał się już w barwach polskiego klubu. Z Wisłą Kraków dokonywał takich wyników, że długo takich pod Wawelem mogą nie oglądać. Także i reprezentacji dał wiele, choć można zadawać pytanie, czy nie mógł więcej.

Wlicza się do zespołu, który dał awans na mundial po 16 latach niebytu Polaków na takich turniejach i choć na nim żadnego gola nie strzelił, to z pewnością był ważną postacią u każdego z selekcjonerów, którzy go powoływali. Swoją karierę piłkarską poprowadził niemal książkowo. Osiągnął wszystko na krajowym podwórku, by następnie robić postępy i spełniać marzenia gdzieś indziej.

Po zdobyciu pięciu mistrzostw Polski, dwóch Pucharów Polski, jednego Superpucharu Polski oraz dwóch tytułów króla strzelców mógł pomyśleć o czymś więcej. Wyznaczył sobie więc kierunek Wyspy, a konkretnie Celtic, by z nim wraz z Arturem Borucem dawać radość tamtejszym kibicom. Przez moment wielu ogłaszało Żurawskiego następcą słynnego Henrika Larssona i choć Polak rozegrał mniej spotkań od Szweda, to także zaliczył wiele ważnych trafień, łącznie 55 w samej lidze, rozegrał przy tym trzy sezony.

Dziś 43-letni były polski napastnik czarował również swoją grą na Cyprze w Omonii Nikozja, z którą zdobył mistrzostwo tego kraju, ale również greckiego AE Larissa. Spokojnie można tego byłego reprezentanta Polski dawać jako przykład dla młodszego pokolenia chcącego osiągnąć coś w piłce.

Grzegorz Rasiak

W swoich czasach jeden z głównych celów do wyśmiewania, spotkał się nawet z piosenką na swój temat. Wielu zarzucało mu brak techniki, szybkości, skuteczności i co najgorsze, brak sukcesów w reprezentacji. Jak się jednak spojrzy na karierę tego rosłego napastnika z bliska, to można wyjść pełnym podziwu. Skoro zatem był tak słaby, jakim prawem znalazł się w najsilniejszej lidze na świecie?!

Opowiadając o osiągnięciach Rasiaka, należy zacząć od Groclinu Dyskopolii Grodzisk Wielkopolski. Ten klub z niewielkiej miejscowości swego czasu stanowił o sile polskiej ligi, a w jego barwach prócz takich gwiazd, jak: Sebastian Mila, Tomasz Wieszczycki, Marcin Zając, brylował również właśnie Rasiak.

Wraz ze swoim Groclinem przechodził takie drużyny jak Hertha BSC Berlin czy Manchester City i choć akurat w Pucharze UEFA goli nie strzelał, to jego osobą zainteresowały się akurat kluby z Anglii. Ten na zapleczu Premier League rozegrał grubo ponad 100 spotkań, dokładając do tego 63 goli i 23 asyst. Będąc „drewnem” – nie urażając zawodnika – Rasiak zdołał także rozegrać kilkanaście spotkań w Premier League w barwach Tottenhamu Hotspur Londyn czy Boltonu.

I choć jak się okazało, rywalizacja z największymi gigantami angielskiej piłki była ponad siły polskiego napastnika, to pocieszeniem okazują się występy w uznanej Championschip. Tam swoją skutecznością cieszył kibiców Southamptonu, Watfordu czy Derby County.

Marcin Wasilewski

Na podbój angielskich boisk wyruszył również pewien obrońca – Marcin Wasilewski. Jednakże jego historia mogłaby nawet nadawać się na film, w którym byłoby o czym opowiadać. Popularny „Wasyl”, zanim wyruszył na podbój Zachodu, zdołał wcześniej pokazać się z dobrej strony na polskich boiskach, co skutkowało debiutem w reprezentacji Polski.

W tym czasie bronił barw kilku polskich klubów, takich jak: Amica Wronki, Lech Poznań czy Wisła Płock, w końcu jego osobą zainteresował się belgijski gigant z Brukseli – Anderlecht – i tam Wasilewski szybko stał się ważną postacią. Niestety 30 sierpnia 2009 roku Axel Witsel, młody wówczas zawodnik Standardu Liege, w brutalny sposób niemalże zakończył karierę Polaka, łamiąc mu nogę w trzech miejscach.

29-letni wtedy Wasilewski wykazał się jednak niezłomnym charakterem i do gry wrócił. Mało tego, zdołał sobie wywalczyć transfer do angielskiej Premier League i wraz z Leicester City zdobył pierwsze w historii tego klubu mistrzostwo Anglii. Na swoim koncie obecnie reprezentujący barwy Wisły Kraków zawodnik ma zdecydowanie więcej trofeów. Cztery Mistrzostwa Belgii, pięć Superpucharów Belgii oraz jeden puchar.

Akurat tak się składa, że 10 lat po fatalnie wyglądającej kontuzji Marcin Wasilewski wciąż gra w piłkę zawodowo na polskich boiskach. Boiskowy twardziel mający na swoim koncie 60 występów w kadrze narodowej udowodnił zresztą, że można wiele osiągnąć, wyjeżdżając z polskiej ligi nawet w wieku 27 lat! I choć spotkała go straszna kontuzja, nie załamał się, tylko wrócił do tego, co kocha.

Mateusz Klich

Słowa uznania należą także innemu pomocnikowi, który szybko wyjechał z kraju, będąc zewsząd okrzykniętym wielkim talentem. Mający wówczas 20 lat zawodnik Cracovii postanowił, że spróbuje swoich sił w Niemczech. Jego przypadek akurat różni się od pozostałych tym, że nie od razu mu wychodziło.

Klich, zanim w ogóle stał się ważną postacią w reprezentacji Polski czy ekipie Leeds United, często wylatywał z obiegu polskiego kibica, aż w końcu na moment wielu o nim nawet zapomniało. Podobnie było zresztą w przypadku VfL Wolfsburg, który stał się jego pierwszym przystankiem. A tam, szczerze mówiąc, nie za bardzo poznali się na jego umiejętnościach.

Młody polski talent zaginął gdzieś w rezerwach, by po dwóch latach pokazać się na wypożyczeniu w Holandii. Pomocną dłoń wyciągnął PEC Zwolle, a Polak chętnie z danej mu szansy skorzystał. Radził sobie całkiem dobrze, był zawodnikiem wyjściowego składu, ale to zaczęło się dopiero za drugim podejściem, gdy skończyła się saga przenosin z jednego klubu do drugiego i na odwrót.

I po kilku latach znowu zaczął się gorszy okres pomocnika. Mateusz Klich wykupiony został przez ten sam Wolfsburg, tylko po to, by w nim nie grać. Następnie przeniósł się do 1. FC Kaiserslautern. Zaliczył także występy w FC Utrecht czy FC Twente Eschede, jednak najlepszy okres rozpoczął się dopiero w Anglii. Klich odżył w Leeds, dzięki czemu wrócił do łask selekcjonerów. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wciąż ma przed sobą kilka dobrych lat kariery, a lata spędzone w Niemczech i Holandii wcale nie były tak zmarnowane, jakby się mogło wydawać.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze