Nie każdy polski zawodnik wyjeżdżający z rodzimej ligi w celu spełnienia swoich marzeń z dzieciństwa daje sobie radę w silniejszych ligach. Czasem jednak takie ryzyko się opłaca, a przykładów polskich piłkarzy, którzy nie tylko wywalczyli miejsce w składzie, lecz także stali się ważnymi postaciami tamtejszych klubów, jest całkiem pokaźna liczba.
Opuszczenie polskiej ekstraklasy często wiąże się z podniesieniem sobie poprzeczki. Skutki mogą być takie, że w bardziej renomowanych rozgrywkach można na dłuższy czas wypaść w ogóle z obiegu, zliczając minuty spędzone na… ławce, a co gorsza na trybunach czy w gabinetach lekarskich. To oznacza, że niełatwo się przebić do silnych zagranicznych klubów, w których rywalizacja stoi na wyższym poziomie, mając na uwadze cały czas ligi z europejskiego topu.
Na całe szczęście nie każdy Polak wraca do ojczyzny z podkulonym ogonem i niespełnionymi marzeniami. Są tacy, którzy sobie całkiem nieźle radzą. Jedni lepiej, drudzy nieco gorzej, tak czy inaczej są ważnymi postaciami bądź też byli w ostatnich 20 latach. Poniższy ranking wymieni jedynie 20 zawodników, którzy zasługują na to, by ich w takie grono wpisać. Nie zmienia to jednak faktu, że ktoś mógłby być pominięty, za co wypada jedynie przeprosić.
Trudno zresztą być do końca obiektywnym w tego typu rankingach. Części jednak polskich piłkarzy to miejsce należy się jak psu zupa, bo już w trakcie swojej kariery spokojnie mogą być okrzyknięci nie tylko legendami zagranicznych klubów, lecz także reprezentacji. Co do kolejności, ta jest zupełnie przypadkowa. O tym niech decydują kibice, nie zaś ludzie piszący o piłce.
Artur Boruc
Były już reprezentant Polski oraz Legii Warszawa był z pewnością już wyróżniającą się postacią, zanim w ogóle zdecydował się na zagraniczne wojaże. Charakter, nieustępliwość oraz szacunek, jakim cieszył się wśród kibiców, zdradzały, że przed Borucem rysuje się piękna kariera. Dość szybko stał się numerem jeden w reprezentacji Polski, zastępując innego wielkiego polskiego piłkarza — Jerzego Dudka — i sam zresztą stał się wielki dla kibiców polskiej kadry narodowej po występach na mistrzostwach świata czy Europy.
Swoją postawą nie zawodził po wyjeździe najpierw do Szkocji, a dokładnie Celticu Glasgow, w którym został okrzyknięty „Królem Arturem”, co nawiązywało do słynnego króla Celtów. Boruc zapisał się złotymi zgłoskami, broniąc barw giganta z Glasgow, i do dziś wielu tamtejszych kibiców ze wzruszeniem wspomina dawne spotkania silniejszego niż dziś Celticu.
Urodzony w Siedlcach golkiper ze swoimi pierwszym zagranicznym klubem zdobył trzy mistrzostwa Szkocji, dołożył po jednym krajowym Pucharze oraz Pucharze Ligi Szkockiej. W tamtejszym klubie rozegrał blisko dwieście spotkań. Na uwagę również zasługuje fakt, że w swoim życiowym momencie nie zdecydował się na przenosiny do bardziej renomowanego klubu, choć w prasie aż huczało od coraz to ciekawszych plotek transferowych.











