Druga runda rozgrywek piłkarskich w Szkocji zaczyna wchodzić w końcową fazę. W sobotę rozegrano niemal wszystkie spotkania 16. kolejki Scottish Premier Leauge. Najwięcej radości swoim fanom sprawili mistrzowie kraju, którzy umocnili się na prowadzeniu, upokarzając swoich przeciwników.
Wydawało się, że tym razem to „The Gers” będą mieli trudniejsze zadania do wykonania niż rozgrywający swój mecz dopiero w niedzielę Celtic. Podopiecznym Waltera Smitha przyszło zmierzyć się z nienajsłabszym Motherwellem. Forma prezentowana w ostatnim czasie przez czempionów właśnie w nich kazała upatrywać głównego faworyta do odniesienia zwycięstwa w tej potyczce. Zawodnicy Marka McGhee od dłuższego czasu znajdują się w kiepskiej formie. Po raz ostatni wygrali 31 października. Ich słabszą dyspozycję chcieli wykorzystać Rangersi. Nikt nie spodziewał się aż tak ostrego strzelania.
Lepiej w mecz rozgrywany na mogącym pomieścić ponad 50 tysięcy kibiców Ibrox Park weszli gospodarze. Potyczka tak zaczęła się dla nich wręcz idealnie. Potrzebowali zaledwie 300 sekund, by wyjść na prowadzenie. Jako pierwszy piłkę w siatce umieścił Kenny Miller. Gol ten wyraźnie dodał skrzydeł miejscowym, którzy co chwilę organizowali kolejny atak na bramkę Johna Ruddy’ego. Golkiper przyjezdnych, wraz ze swoimi kolegami z linii obrony, radził sobie jednak ze znakomitymi napastnikami mistrzów Szkocji, Millerem i Krisem Boydem. Zawodnikom Marka McGhee rzadko udawało się przedostać w pole karne Allana McGregora. Kiedy jednak już im się to udało, golkiper „The Gers” bez większego trudu sobie poradził. Mijały kolejne minuty, przewaga Rangersów stawała się coraz wyraźniejsze. Gracze Waltera Smitha niepodzielnie panowali na boisku. Nie udawało im się jednak ponownie umieścić futbolówki w siatce. Gdyby miejscowi mieli lepiej ustawione celowniki, mecz rozstrzygnąłby się już przed przerwą.
Według jednego z polskich porzekadeł co się odwlecze, to nie uciecze. To powiedzenie dobitnie sprawdziło się w przypadku sobotniego starcia. Już na początku drugiej połowy stało się jasne, kto zakończy tę potyczkę z kompletem punktów. Wystarczyło osiem minut, by na 2:0, zdobywając swoją trzynastą bramkę w sezonie, podwyższył Boyd. Nie minęło 300 sekund, a Ruddy po raz trzeci sięgnął po piłkę do siatki, a jego katem okazał się być po raz drugim w sobotnim starciu Miller.
Wysokie prowadzenie nieco uśpiło uwagę Rangersów. Ich chwilowe zlekceważenie przeciwników doprowadziła do tego, że 67. minucie po strzele Shauna Hutchinsona skapitulował McGregor. Mistrzowie Szkocji zrobili wszystko, co mogli, by ich rywalom nie uszło to na sucho. Ostatni kwadrans okazał się zabójczy dla ekipy z Motherwell. Wtedy to na 4:1 podwyższył Kyle Lafferty. Gol ten jedynie rozochocił gospodarzy na kolejne udane strzały. „The Gers” praktycznie nie schodzili z połowy rywali. Kolejne trafienia dla czempionów były tylko kwestią czasu. Gdy do końca meczu brakowało 360 sekund, na listę strzelców wpisał się reprezentant Stanów Zjednoczonych, DaMarcus Beasley, a podopiecznych Marka McGhee dobił, zaliczając drugie trafienie w tej konfrontacji, Lafferty.










