Raków Częstochowa przegrał wyjazdowy mecz z włoską Atalantą 0:2 w pierwszej serii gier fazy grupowej Ligi Europy. W przeciwieństwie do starcia Legii Warszawa z Aston Villą nie udało się sprawić niespodzianki, ale pierwszy poważny test i przedstawienie się szerszej europejskiej publiczności nie poszło tak źle.
Podopieczni trenera Dawida Szwargi nie rozegrali ani słabego, ani nadzwyczaj dobrego spotkania. Wydaje się, że „Czerwono-niebiescy” byli w swoich działaniach tak często skuteczni, jak i nieskuteczni. Mistrzowie Polski mają nad czym pracować przed kolejnymi bojami. To z perspektywy sztabu dobra wiadomość, ale biorąc pod uwagę gęsty cykl treningowy – nie do końca.
Ten sam sposób, jednak niewiele gorsze wykonanie
Zgodnie z przewidywaniami po obu stronach zobaczyliśmy drużyny bazujące w sporej mierze na intensywności działań w ataku i obronie. Na wyższym tempie funkcjonowali gospodarze, co nikogo specjalnie nie zaskoczyło. I chociaż przez długi czas przyjezdni dwoili się i troili, aby nie pozwolić rywalom na złapanie swojego rytmu, to różnice zaczęły się uwidaczniać w drugiej części meczu.
Plan „Medalików” na ten pojedynek skomplikowała kontuzja następnego lidera, z kadry na ostatnią chwilę wypadł bowiem Fran Tudor. Absencja Chorwata oznaczała nie tylko mniejszą jakość na wahadle, lecz także ubytki w grze zespołu w każdej innej formacji. 27-latek, główny bohater eliminacji w wykonaniu częstochowian, wywiera na partnerów duży wpływ, czego niestety nie potrafił uzupełnić po nim Deian Sorescu.
Rumun potwierdził swoim występem, że przy wyrównanych i dynamicznych spotkaniach brakuje mu po prostu pewności i odwagi. Boczny pomocnik nie brał odpowiedzialności w ofensywie, a w fazie defensywnej brakowało mu koncentracji, przez którą raz ekipa Rakowa była bliska utraty niedopuszczalnej bramki po dośrodkowaniu, które minęło całą „szesnastkę”. Wyjść z twarzą pozwoliła mu zmiana pomysłu taktycznego i wymiana pozycji ze Srdjanem Plavsiciem. Inaczej najprawdopodobniej zakończyłby swój udział w meczu już po pierwszych 45 minutach. Te gorzkie słowa tyczą się to tylko jego, bo znaleźlibyśmy jeszcze dwóch/trzech graczy, którym momentami udzielał się paraliż związany ze stawką.











