Raków Częstochowa przegrał wyjazdowy mecz z Zagłębiem Lubin i pożegnał się z marzeniami o mistrzostwie kraju w sezonie 2021/2022. Jeszcze dwie kolejki temu wydawało się, że liderujący zespół Marka Papszuna nie wypuści wielkiej szansy, ale jednak tak się nie stało.
Trzy zwycięstwa w trzech ostatnich spotkaniach zagwarantowałyby drużynie spod Jasnej Góry tryplet włącznie z Superpucharem Polski za bieżącą kampanię. Za dobrze jednak (przynajmniej na razie) nie mogło być. Ekipa „Czerwono-niebieskich” nie wytrzymała tempa wyścigu, najpierw lekkomyślnie tracąc u siebie punkty z Cracovią, a potem definitywnie przekreślając swoje szanse z zagłębiakami.
Nie zachowali chłodnych głów
Raków Częstochowa po wygranym Pucharze Polski na PGE Narodowym z głównym rywalem również do tytułu – Lechem Poznań – miał wskoczyć na autostradę także do sukcesu ligowego, lecz zadziałało to wprost przeciwnie. Przy intensywności walki o mistrzostwo w tym sezonie należało w pełni zachować koncentrację i utrzymać skupienie na ostatnich „małych finałach”, a jak się okazało, częstochowianie skiepścili sprawę na własne życzenie w banalny sposób.
Pewnym symbolem przegranej końcówki sezonu po stronie Rakowa może być stały fragment gry zespołu Marka Papszuna podczas meczu z Cracovią, przy prowadzeniu 1:0, gdy na ewentualną kontrę rywali przygotowany w tyłach był jedynie Wiktor Długosz, który w defensywie i kilku innych elementach jest jednak ograniczony.
Spory zawód może czuć Deian Sorescu. Rumun wskutek kontuzji nie pojawił się na boisku ani w domowym, zremisowanym starciu, ani przy wyjeździe na Dolny Śląsk. Trudno twierdzić, że jego brak mógł się okazać kluczowy, ale plaga kontuzji po części w formacji defensywnej sprawiła, że zespół zdestabilizował się na najważniejszy moment.
Papszun nie zapanował nad sytuacją
Pomimo tylko jednego punkciku z „Pasami” można było przypuszczać, że ewentualna wygrana da sporo nadziei na multiligę. Lubinianie, nadal zagrożeni degradacją, byliby bowiem groźnym zespołem dla Lecha Poznań, a Lechia Gdańsk, pewna europejskich pucharów, byłaby przy Limanowskiego do pokonania.
Ten kluczowy pojedynek u „Miedziowych” został jednak przegrany zarówno taktycznie, jak i mentalnie. Bo to zwłaszcza w drugiej połowie „Medaliki” dochodziły do kilku idealnych sytuacji, i w powietrzu, i po murawie, ale nic nie mogło znaleźć się w sieci.











