Raków Częstochowa awansuje dalej po rzutach karnych! Niesamowite sceny w Lublinie. To Motor przez praktycznie całe spotkanie był drużyną lepszą, jednak nie udało mu się wygrać. Tarik Karić oraz Lamine Diaby-Fadiga bohaterami „Medalików”!
Jednym z pierwszych spotkań 1/16 finału Pucharu Polski było starcie pomiędzy ekstraklasowymi ekipami. Do Lublina, który zaczął sobie radzić coraz to lepiej i wyszedł ze strefy spadkowej, przyjechał Raków. „Medaliki” początek tego sezonu nie mogą zaliczyć do udanego. W PKO BP Ekstraklasie aktualnie zajmują ostatnią lokatę. Także bardzo szybko odpadły z europejskich pucharów, a do tego zwolniły już dwóch trenerów.
Zamknięta pierwsza połowa
Pierwsze minuty tego starcia nie należały do najlepszych. Obie drużyny badały siebie nawzajem i nie potrafiły stworzyć sobie klarownych sytuacji. Przez długi czas tej pierwszej połowy to spotkanie było zamknięte, a obie drużyny grały bardzo ostrożnie. Lepszą drużyną jednak był Motor Lublin, który potrafił nawiązać zalążki dobrej ofensywnej akcji. Jak m.in. w 37. minucie. Uderzenie w polu karnym oddał Rony Lopes, jednak końcowo jego strzał został wyblokowany. Dosłownie po tej akcji „Motorowcy” otrzymali rzut rożny, który mógł dla nich zakończyć się bardzo szczęśliwie.
Po dośrodkowaniu w pole karne futbolówka podczas interwencji zawodników Rakowa spadła na przedpole. Tam ustawiony był Fabio Ronaldo, którego nieudany strzał zamienił się w bardzo dobre podanie. Piłka trafiła do Karola Czubaka, który jednak z ostrego kąta nie zdołał pokonać Kacpra Trelowskiego. W 39. minucie Raków miał swój jedyny moment. Patryk Makuch, a więc bohater ostatniego starcia obu drużyn, znalazł się w sytuacji sam na sam i udało mu się umieścić piłkę w siatce. Napastnik jednak znajdował się na pozycji spalonej, przez co arbiter Paweł Raczkowski musiał anulować bramkę.
Ogólnie pierwsze 45 minut nie porwały. Lepszą drużyną był Motor, który jednak nie stwarzał sobie klarownych sytuacji. Aczkolwiek końcówka pierwszej połowy mogła dać nam trochę więcej nadziei na ciekawszą, drugą odsłonę tej rywalizacji.
Motor Lublin zaliczył wejście smoka
Tak też się i stało. Motor Lublin kapitalnie wszedł w drugą odsłonę tego spotkania. W 47. minucie we własnym polu karnym futbolówkę pod nogami miał Kacper Trelowski. Golkiper za pierwszym razem nawinął pressującego go Karola Czubaka, jednak napastnik szybko wstał i wrócił do pressingu. Bramkarz Rakowa Częstochowa poczuł się zbyt pewnie z piłką przy nodze i za długo ją holował. Wykorzystał to Czubak, który wskoczył przed golkipera i odebrał mu piłkę, a Trelowski go sfaulował. Arbiter Paweł Raczkowski wskazał na wapno.
Do jedenastki podszedł tym razem nie sam poszkodowany, a Mbaye Jacques Ndiaye, który pewnie wykorzystał rzut karny, uderzając w prawą stronę. Kacper Trelowski nie wyczuł intencji strzelającego. Było 1:0.
W 55. minucie Motor Lublin mógł pójść za ciosem. Dośrodkowanie w pole karne z lewego narożnika boiska posłał Fabio Ronaldo. Spadło ono na głowę Bartosza Bereszyńskiego, jednak zatrzymało się na słupku. Następnie w 65. minucie „Motorowcy” ponownie posłali dośrodkowanie w pole, po którym nastąpiło lekkie zmieszanie. Do futbolówki dopadł Tin Plavotić, uderzył z lewej nogi, jednak minimalnie niecelnie. „Rycerze Koziego Grodu” nie zwalniali tempa. W 71. minucie podopieczni Mariusza Misiury ponownie mieli rzut rożny z lewego narożnika boiska. Znowu piłkę w pole karne posłał Fabio Ronaldo na bliższy słupek. Zgrał ją wprost do Karola Czubaka Yacine Bourhane, jednak napastnik Motoru Lublin z najbliżej odległości trafił piłką głową w słupek.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić
Wszystko wskazywało na to, że Motor Lublin dopnie swego i awansuje dalej. Raków Częstochowa był przy futbolówce w końcówce, jednak nie stwarzał sobie dobrych sytuacji. To „Rycerze Koziego Grodu” wychodzili z lepszymi kontrami i wydawało się, że prędzej czy później zamkną to spotkanie. Aczkolwiek w 92. minucie nastąpił zwrot akcji. Daleko od własnego pola karnego rywala faulował Bartosz Bereszyński. 59-krotny reprezentant Polski najwyraźniej zapomniał, że ma już na swoim koncie żółtą kartkę i został ukarany nią ponownie. Z tego powodu defensor musiał opuścić boisko.
Dwie minuty potem piłkę na przedpolu z prawej strony boiska otrzymał Lamine Diaby-Fadiga. Zawodnik uderzył bardzo dobrze z lewej nogi i mimo muśnięcia tej futbolówki przez Mihaia Popę ona wpadła do bramki. Aby rozstrzygnąć, kto awansuje dalej, potrzebowaliśmy dogrywki.
Dogrywka po stronie Rakowa Częstochowa
W dogrywce tak jak się można było spodziewać stroną dominującą był Raków Częstochowa, który grając w przewadze rzucił się niczym drapieżne zwierzę na Motor Lublin. W 94. minucie z sytuacyjnej piłki uderzył bardzo dobrze Lamine Diaby-Fadiga, jednak futbolówka niestety dla „Medalików” wylądowała nad poprzeczką. Właśnie to strzelec bramki na wagę dogrywki był bardzo aktywny w dodatkowych 30 minutach.
W 103. minucie zszedł do środka Jakub Jendryka i oddał dobre uderzenie lewą nogą, które jednak po rykoszecie wybronił Mihai Popa. Gorąco również zrobiło się po dośrodkowaniu Racovitana z głębi pola. Aczkolwiek obrońcy Rakowa przeszkodzili sobie nawzajem. W dogrywce bramek już nie ujrzeliśmy, a więc potrzebowaliśmy rzutów karnych!
Raków Częstochowa wygrywa po rzutach karnych!
W 91. minucie doszło do dosyć sensacyjnej zmiany. Z ławki rezerwowych wszedł Tarik Karić za Kacpra Trelowskiego i to on okazał się bohaterem. Wybronił dwa rzuty karne i uratował „Medalików”!
Czytaj także:











