Nigdy się nie poddawaj, walcz o swoje, możesz być tylko kim zechcesz, kiedy wyrzucą cię drzwiami, to wróć oknem. Takie i inne hasła z pewnością doskonale zna Rafinha, który mógłby napisać książkę o tym, jak to jest podnosić się po ciężkich kontuzjach i z pozytywnym nastawieniem patrzeć w przyszłość. Mimo licznych przeciwności losu on znajduje w sobie siłę, by codziennie stawiać czoła nowym wyzwaniom.Odpowiednia psychika to nieoceniony skarb dla profesjonalnych sportowców. Bez tego ciężko jest odnieść sukces i wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Rafinha jest osobą, od której można się w tym aspekcie wiele nauczyć. Pod względem podejścia do wykonywanego zawodu nie można mu nic zarzucić. Należy brać przykład i docenić jego zaangażowanie.
Produkt La Masii
Brazylijczyk od wielu lat związany jest ze stolicą Katalonii. Zaczynał od treningów w akademii, w której przeszedł przez wszystkie szczeble i wywalczył sobie możliwość gry w pierwszym zespole. Nie była to łatwa droga, ponieważ zaszczytu awansu do „jedynki” dostępują nieliczni zawodnicy. Szczególnie w czasach, gdy wydawanie dużych kwot na transfery nie jest niczym niezwykłym, możemy potraktować to jako spore osiągnięcie.
Absolwent piłkarskiej akademii Barcelony może pochwalić się cechami, których na ogół próżno szukać u piłkarzy sprowadzanych za wielomilionowe kwoty. Przywiązanie do klubu i barw, nieustępliwość, wpojona filozofia myślenia zgodna z oczekiwaniami kibiców oraz odpowiednie zachowanie na boisku i poza nim. Rafinha jest żywym dowodem dla młodszych kolegów, że przy odpowiedniej determinacji są w stanie spełnić swoje marzenia.
Wypychany z klubu wraca z podwójną siłą
Brazylijczyk nie ma łatwego życia w Barcelonie. Przebicie się do składu i udowodnienie swojej wartości w jego przypadku to sprawa skomplikowana. I nigdy nie wiadomo czy zakończona. Jego potencjalne odejście jest rozważane chyba w każdym okienku transferowym, a przyszłość często stanowi wielką tajemnicę nawet dla samego zainteresowanego. Gdyby miałoby to zależeć tylko od niego, najprawdopodobniej zostałby na całe życie w Blaugranie. Rzeczywistość jednak jest trochę inna i Rafinha musi mierzyć się z głosami, że w klubie jest niepotrzebny, a przez wielu skreślony.
Pierwsza rozłąka z macierzystym klubem miała miejsce w 2013 roku. Wypożyczenie do Celty Vigo było dość naturalnym krokiem. 20-letni wówczas Brazylijczyk potrzebował ogrania w La Lidze, a Barcelona nie mogła mu tego zapewnić. Na ratunek przyszła Celta, która wzięła go na rok pod swoje skrzydła i pozwoliła na rozwój.
Następne lata to niekończąca się dyskusja o tym, czy Brazylijczyk powinien w Katalonii zostać, czy może jednak lepiej jeśli odejdzie. Zawodnik był łączony z wieloma klubami, ale Barcelony nie opuszczał aż do stycznia 2018 roku, kiedy to ponownie udał się na wypożyczenie. Tym razem obrał kurs na Mediolan i to właśnie w Interze chciał pokazać pełnie swoich możliwości. Niestety, kolejny raz w karierze Rafinha musiał zmierzyć się ze swoimi największymi problemami, czyli kontuzjami.











