W drugim piątkowym meczu 2. ligi Wisła Puławy podejmowała na własnym obiekcie Radunię Stężyca. Starcie to było okazją do sprawdzenia formy byłych liderów w bezpośrednim pojedynku. Mimo udanego startu sezonu, w ostatnich tygodniach obie ekipy spisują się poniżej oczekiwań.
Radunia Stężyca do Puław udała się w minorowych nastrojach. W ostatnich tygodniach podopieczni Szymona Hartmana wygrali zaledwie raz, odpadając przy okazji z Pucharu Polski. To duży regres w stosunku do tego, jak Radunia rozpoczęła sezon. W pierwszych dziewięciu kolejkach była niepokonana, a potem było tylko gorzej.
Radunia rzadko przegrywa
Tylko dwa razy przegrali w obecnym sezonie piłkarze Raduni w ligowym starciu. Ich pogromcami – w dosłownym tego słowa znaczeniu – okazali się być zawodnicy Chojniczanki. W derbowym starciu stężynianie stracili aż pięć goli, strzelając tylko jednego. Ten mecz był początkiem kryzysu, który pojawił się w szeregach zespołu. Po tej przegranej drużyna Hartmana nie podniosła się, wręcz przeciwnie. Przegrała aż 1:4 z trzecioligową Cariną Gubin i odpadła z Pucharu Polski. Zażegnaniem (chwilowym) tego kryzysu był triumf nad Zagłębiem II Lubin, 3:0. Jednak w ostatnich dwóch kolejkach Radunia zdobyła tylko punkt przeciwko GKS-owi Jastrzębie (1:1).
Również przed tygodniem „Zielono-żółto-niebiescy” mogli zapunktować, lecz stracili gola w 89. minucie i to zespół Pogoni Siedlec wrócił z kompletem punktów do domu. Była to dopiero pierwsza domowa porażka Raduni w tym sezonie, a druga w ogóle. Słowo kryzys być może jest użyte na wyrost. Mówimy jednak o zespole, który pierwsze dwa miesiące nowego sezonu przeszedł niemal suchą stopą, co najwyżej remisując ligowe mecze.
Kryzys w Puławach
Podobny kryzys spotkał pierwszego z dłużej panujących liderów w tym sezonie. Wisła Puławy rozpoczęła sezon z wysokiego C, lecz potem podopieczni Michała Pirosa obniżyli loty, tracą bramki w ostatnich minutach, a dobre spotkania przeplatają z tragicznymi. Przed tygodniem puławianie przegrali aż 1:4 ze Skrą Częstochowa. Wynik ten zaskoczył głównie dlatego, że Skra rzadko strzela w jednym meczu więcej niż dwie bramki, a Wisła dała sobie strzelić aż cztery. Dlatego też w meczu z Radunią gospodarze chcieli zrehabilitować się przed własną publicznością za przegraną pod Jasną Górą.











