Błędy są po to, by je wyeliminować. Jednakże aby to uczynić, trzeba je najpierw popełnić. Jednym się zdarza popełnić błędy na początkowym etapie kariery, a są też tacy, którzy tych błędów starają się unikać, ale i tak prędzej czy później ten jeden raz zdarzy im się popełnić tak zwanego babola. Najtrudniej mają oczywiście bramkarze, którzy pomylić się nie mogą. Wczoraj dołączył do nich Radosław Majecki.
Złośliwcy oczywiście od razu przypominali chociażby o jego błędzie z meczu z Wisłą Płock, kiedy wówczas źle interweniował po rzucie wolnym wykonywanym przez Dominika Furmana. I o ile krytyka za te dwa babole się należała, o tyle zdecydowanie poszła w złym kierunku. – I takie coś robi bramkarz Monaco? – dziwił się jeden z internautów. – A podobno to najlepszy bramkarz w lidze. Ciekawe… – wtórował mu inny użytkownik Twittera. Tego typu opinii można było wczoraj znaleźć od groma. Na szczęście pojawiały się również głosy poparcia, którego golkiper Legii z pewnością obecnie potrzebuje.
Krytyka to nie hejt. I vice versa
Nie da się ukryć, że wczorajsza interwencja – lub jej brak – po strzale Jimeneza była fatalna. Natomiast Majecki jest człowiekiem. Tak samo jak inni bramkarze, w tym ci najlepsi na świecie, popełnił błąd. Zrobił coś, czego pewnie na treningu nigdy nie uczynił, ale mimo wszystko taki jest futbol. Niestety. Stało się. Teraz niedoszły golkiper AS Monaco musi z tego wyciągnąć lekcję. I być może to nawet dobrze, że popełnił taki błąd na tym etapie kariery. Jakby nie patrzeć, owa lekcja będzie niezwykle trudna. Wszyscy doskonale pamiętamy błąd Artura Boruca i jak sam zainteresowany to odczuł.
Oczywiście – tamten błąd kosztował porażkę naszej reprezentacji. Błąd Majeckiego miał nieco mniejsze konsekwencje, choć trzeba przyznać, że nie wiadomo, jak wciąż młody golkiper zareaguje w następnym spotkaniu. I kto wie – być może Majecki oberwał od sympatyków gorzej niż Boruc. A to dlatego, że wówczas dostęp do mediów społecznościowych nie był tak duży jak dzisiaj. Dzisiaj każdy z nas może wyrazić opinię czy to na Facebooku, czy to na Twitterze, mając tak naprawdę gdzieś wszystkie konwenanse. W końcu w internecie wszyscy jesteśmy rzekomo anonimowi. A i pamiętajmy, że w Polsce jest 38 milionów ekspertów. Niemalże od wszystkiego. Od futbolu po siatkówkę czy – w najgorszym wypadku – politykę…
Dzisiaj wiele osób myli krytykę z tak zwanym hejtem lub, jak kto woli, mową nienawiści. Bardzo dobrym przykładem jest właśnie reakcja polskiego internetu na wczorajszy błąd . Idealne odzwierciedlenie tego, że nie odróżniamy hejtu od krytyki. I na odwrót. Pisanie, że taki błąd golkiperowi nie przystoi, jest jak najbardziej w porządku. Nie mamy nic przeciwko takim głosom. Jednakże szydercze wypisywanie „najlepszy bramkarz ligi” czy żarty z tego, że Monaco może już pozbyć się nowego „niedoszłego” nabytku, to zdecydowanie przegięcie. To już krytyką nie jest…











