Obecny sezon Premier League, w którym wielu ekspertów widzi co najmniej pięciu poważnych kandydatów do mistrzostwa (Manchester City i United, Chelsea, Arsenal oraz Liverpool), rozgrzewa wszystkich fanów już po zaledwie sześciu rozegranych kolejkach. Ja jednak (i myślę, że nie tylko ja) pod koniec kampanii w najwyższej lidze piłkarskiej w Anglii skupiam się na walce o utrzymanie w angielskim futbolowym raju.
Przed startem rozgrywek 2014/2015 miałem dwóch, moim zdaniem pewnych, kandydatów do spadku – Burnley, w którego składzie trudno dostrzec piłkarzy, o których przeciętny kibic ligi angielskiej może powiedzieć: „to będzie gwiazda” lub „on jeszcze się odrodzi”. Kibice z Polski kojarzyć mogą jedynie Lukasa Jutkiewicza, napastnika z polskimi korzeniami, który jeszcze przed erą Roberta Lewandowskiego był przymierzany do kadry narodowej. Tym drugim typem na spadek, który widziałem przed otwarciem sezonu, była drużyna Queens Park Rangers. Może niektórzy z czytelników pomyślą, że upadłem na głowę, że ekipa z takim składem powinna być co najmniej w środku tabeli, ja jednak uważam, że drużyna z Loftus Road budowana jest w niewłaściwy sposób.
Przejęcie klubu
Drużyna z zachodniego Londynu nigdy nie była potentatem na angielskim rynku piłkarskim. Jedynym poważnym trofeum na półce QPR jest Puchar Ligi Angielskiej zdobyty w roku 1967. W tamtych czasach Celtic Glasgow wygrywał w Pucharze Mistrzów, Harry Redknapp miał 20 lat, a żadnego z obecnych piłkarzy drużyny Rangersów nie było jeszcze na świecie. Kartę historii chciał, i chyba nadal chce, odwrócić Tony Fernandes, malezyjski właściciel Queens Park Rangers, który posiada również własną sieć lotniczą Air Asia, jest też szefem zespołu Formuły 1 Caterham. Można powiedzieć – człowiek sukcesu, jednak jego osobistą plamą na honorze jest właśnie drużyna z Londynu. Od 2011 roku, po tym jak przejął klub od panów Briatore i Ecclestone’a (również związanych z F1), ma dużo pracy do wykonania. Niestety jak wielu właścicieli Malezyjczyk chce osiągnąć sukces drogą na skróty.
Trudny początek, szczęśliwy koniec
Fernandes przejął klub, gdy ten właśnie awansował do Premier League, więc poniekąd miał dość dobrą sytuację do wprowadzenia zmian, które z ekipy walczącej o utrzymanie miały stworzyć średniaka, który pewnie utrzyma się w lidze. Trenerem QPR był wtedy Neil Warnock, który mógł dobierać sobie takich piłkarzy, jakich chciał (oczywiście w finansowych ryzach). Miał silną pozycję, dopiero co wprowadził drużynę do Premier League, więc nowy właściciel w pełni mu zaufał. Jak się okazało, angielski menedżer nie podołał wyzwaniu stawianemu przez władze klubu oraz kibiców i w styczniu 2012 roku pożegnał się z pracą, ustępując miejsca Markowi Hughesowi. Walijczykowi udało się wyciągnąć drużynę z ostatniego miejsca w tabeli. QPR utrzymało się po thrillerze w Manchesterze, gdzie porażka w ostatnich sekundach w meczu z City dała ekipie gospodarzy mistrzostwo Anglii, a Rangersom utrzymanie i kolejny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Widmo spadku zaglądało jednak głęboko w oczy.











