W grze wciąż pozostają najwięksi: Lech, Legia, Raków, Piast… Biorąc pod uwagę to, że ponad połowa zespołów, które zakwalifikowały się do ćwierćfinału Pucharu Polski, gra w ekstraklasie, dla Puszczy i Arki losowanie było dość łaskawe. Fakt, zawsze można było trafić na drugoligową Chojniczankę. Jednak możliwość zmierzenia się z mniej więcej równym sobie i tak drastycznie zwiększa szanse na awans.
Z pewnością zarówno niepołomiczanie, jak i gdynianie odetchnęli z ulgą. Nagle wizja zagrania w półfinale Pucharu Polski okazała się niezwykle realna. Mało tego – przy odrobinie szczęścia obie ekipy mogłyby zagrać w finale! Najpierw trzeba jednak wygrać ćwierćfinał, dlatego nie wybiegając do przodu, skupmy się na tym właśnie starciu. A konkretnie na jednej jego stronie – Puszczy Niepołomice.
Bolączka tego roku
W 2021 rok Puszcza weszła dosyć dobrze. Wygrana z Lechią była bardzo efektowna, bardzo słabe zawody zagrał Michał Nalepa, którego błędy niepołomiczanie wykorzystali. Skupmy się jednak na czymś innym, czyli straconej przez Puszczę bramce. A nawet bramkach, bo do gola strzelonego przez Lechię dołożymy dwa strzelone przez piłkarzy Resovii Rzeszów w 18. kolejce Fortuna 1. Ligi. Wszystkie te gole mają ze sobą coś wspólnego.
Co takiego? Już tłumaczę. Każda bramka padła po stałym fragmencie gry. A jak to ze stałymi fragmentami bywa, szczególnie w naszej rodzimej lidze? Ano zazwyczaj nie są to zaawansowane taktycznie rozegrania, koronki po krótkim jego wykonaniu, idealne dośrodkowania na czubek nosa. Dużo częściej rywale zwyczajnie wykorzystują błędy w ustawieniu rywala, czasami zwykłe błędy indywidualne.
Przeanalizujmy szybko gola strzelonego przez Lechię. Rzut wolny z około 30 metrów, dogranie w pole karne. Najpierw w piłkę nie trafia Marcin Stefanik, później niefortunnie odbija ją Erik Cikos. Futbolówka wpada pod nogi Josepha Cisseya, który pakuje ją do siatki. Szweda nie upilnował Karol Knap, który w całej sytuacji zachował się beznadziejnie. Zawodnik Puszczy chciał chyba ściągnąć rywala do parteru i sprokurować rzut karny… Mimo to sam padł na ziemię, a (nie)kryty przez niego zawodnik strzelił gola.
Gole z tego spotkania można zobaczyć tutaj.
Trudna przeprawa w Rzeszowie
Takiego wyniku chyba nikt się nie spodziewał. Najsłabsza tej jesieni drużyna Resovii pokonała zespół z Niepołomic. Mecz musiał się odbyć na sztucznej murawie w Rzeszowie, co z pewnością nie pomagało i negatywnie wpłynęło na poziom widowiska. Zwróćmy jednak uwagę na bramki, które strzelali piłkarze Resovii.











