Od lat w Anglii nieprzerwanie toczy się debata na temat rozgrywek pucharowych. Pucharu Anglii nikt nie ruszy, ale głosy za rezygnacją z Pucharu Ligi pojawiają się w każdej kampanii. Głównie ze strony tych najmocniejszych klubów. Wszystkie rozgrywki pucharowe w Anglii mają jednak także liczne grono zwolenników. Obecny sezon tylko dostarczył im niezbędnych argumentów. Jest emocjonująco i zaskakująco, a frekwencja plasuje się na najwyższym poziomie.
Pieniądz jest obecnie nierozerwalną częścią futbolu. Te największe można zdobyć, z powodzeniem rywalizując w Lidze Mistrzów. Dlatego celem niezliczonych klubów jest gra w najbardziej elitarnych klubowych rozgrywkach Europy. Sumy otrzymywane za zwycięstwa czy pokonanie kolejnych rund robią wrażenie. Tym bardziej że często rosną względem poprzednich edycji. To już nie tylko rywalizacja o trofeum i prym na Starym Kontynencie. To batalia o olbrzymie pieniądze. Tak wielkie, iż niektóre kluby, gdy zawodzą w lidze krajowej, stawiają wszystko na jedną kartę. Na sukces w Lidze Mistrzów. Gdzieś w tym wszystkim daleko w tle znajdują się krajowe rozgrywki pucharowe. Nierzadko traktowane przez najmocniejsze zespoły po macoszemu. Szczególnie w Anglii.
Nie od dzisiaj wiadomo, że w pierwszych rundach krajowych pucharów czołowe drużyny najczęściej wystawiają drugie garnitury. Tak by gwiazdy się nie zmachały, bo sezon przecież długi. Szansę otrzymują rezerwowi razem z najbardziej utalentowanymi młodymi graczami. Awans do kolejnej rundy jest sprawą drugorzędną. Uda się? Świetnie, rezerwowi zanotują więcej występów. Nie uda się? Bywa, celem przecież jest sukces w Premier League i europejskich pucharach.
Wystawianie drugiego garnituru kończy się dopiero w okolicy ćwierćfinału. Wtedy przedstawiciele każdego z zespołów czołowej szóstki (o ile dotrą do tego etapu) dochodzą do wniosku, że Puchar Anglii czy Puchar Ligi to w końcu trofea. Można wygrać i wstawić do gablotki. Kibice się ucieszą, a media napiszą kilka dobrych słów. I tak co roku. Podejście czołowych angielskich klubów się nie zmienia. To właśnie oni są przeciwnikami krajowych pucharów.
A po co te puchary?
O sensie rywalizacji w Pucharze Anglii żaden z przedstawicieli czołowych klubów głośno nie mówi. Strach podnieść rękę na te rozgrywki. Tym bardziej że Puchar Anglii to najstarszy turniej piłkarski na świecie. Dlatego dostaje się Pucharowi Ligi. Argumenty, że tylko zapycha terminarz, są wystrzeliwane z prędkością karabinu maszynowego. Trzeba grać w lidze i w Europie, a tu jeszcze dochodzi do tego „ten puchar”… Rozgrywki są drzazgą w oku czołowych klubów Premier League. Nawet jeśli wygrywają któryś z krajowych pucharów, to sukces jest marginalizowany. Liczy się wyłącznie angielska ekstraklasa i Liga Mistrzów. Tyle tylko, że jest to jedna strona medalu. Punkt widzenia zespołów spoza czołowej szóstki jest zgoła odmienny.
Dla pozostałych przedstawicieli Premier League krajowe puchary to szansa na sukces. Na zdobycie trofeum. Szczególnie że wywalczenie miejsca lidze gwarantującego grę w następnej edycji Ligi Mistrzów jest mało prawdopodobne. Dlatego to na krajowym podwórku szukają szansy na odkurzenie klubowej gabloty. W krajowych pucharach wystawiają optymalne jedenastki. Tak by wykorzystać szansę i wyeliminować drugi garnitur jednego z czołowych klubów, co nierzadko się udaje. Wtedy pojawia się realna szansa na sukces. To pokazały w tym sezonie zespoły Watfordu i Wolverhampton Wanderers.











