Piłkarze PSV pokonali na wyjeździe drużynę Heraclesa. Trzy punkty gościom zapewnił Dzsudzsak oraz w 90. minucie Berg.
Obie drużyny już od pierwszego gwiazdka sędziego ruszyły do ataku na bramkę rywali. Faworytem tego spotkania byli goście z Eindhoven i to właśnie ich sytuacje podbramkowe stwarzały większe zagrożenie dla bramkarza drużyny Heraclesa w pierwszej części spotkania. Gospodarze jednak nie chcieli łatwo sprzedać skóry i również gościli pod bramką Isakssona, niestety dla nich, żadna akcja nie chciała się zakończyć trafieniem.
PSV było bardzo zdeterminowane wygrać to spotkania. Już w 9. minucie po faulu na piłkarzu gości sędzia Liesveld ukarał Engelaara żółtym kartonikiem. Od tej pory zawodnik nie mógł sobie więcej pozwolić na tego typu zachowanie.
W 25. minucie spotkania padła bramka rozstrzygająca, jak się później okazało, losy pierwszych 45 minut meczu. Jeremain Lens otrzymał dobre podanie od kolegi z drużyny. Po przyjęciu piłki popędził prawą stroną boiska, mając za sobą obrońców, a obok kolegę Dzsudzsaka. Gospodarze protestowali, że Lens był na spalonym, ale sędzia tego nie odgwizdał i piłkarz PSV podał do Węgra, który skierował piłkę do pustej bramki.
Do końca pierwszej odsłony meczu kibice zgromadzeni na Polman Stadion nie zobaczyli już więcej bramek. Mogli za to „podziwiać”, jak obie drużyny konstruują kolejne niegroźne akcje pod bramką rywali.
Na drugą połowę drużyny wyszły mocno zmotywowane. Nadmiar koncentracji i ambicji udzielił się Fledderusowi, który po bardzo brzydkim faulu na piłkarzu drużyny przyjezdnej otrzymał drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną i musiał już na początku drugiej części opuścić boisko.
Choć piłkarze Petera Bosza grali od tej pory w osłabieniu, to w ich grze nie było widać, że brakuje któregoś zawodnika. Gracze gospodarzy zmobilizowali się jeszcze bardziej i walczyli jak równy z równym przeciwko PSV. W drugiej części spotkania powtórzyła się sytuacja z pierwszej połowy. Obie drużyny konstruowały składne akcje i miały dobre sytuacje na zdobycie bramki, jednak nie potrafiły pokonać bramkarza przeciwnika.
Nie było to wynikiem wybitnych dyspozycji Isakssona czy Pasveera. Bramkarze bronili to, co powinni byli wybronić, natomiast napastnicy marnowali swoje okazje, strzelając obok bramki, bądź ich akcje zatrzymywali obrońcy.
W końcówce spotkania wynik podwyższyli goście z Eindhoven. Pasveera pokonał Berg, który postawił kropkę nad i. Trzy punkty powędrowały zatem do Eindhoven. Po końcowym gwizdku kibice zgromadzeni na stadionie zaczęli gwizdać. Nic w tym dziwnego, ponieważ mecz stał na niskim poziome, a oni nie tego spodziewali się po grze swoich idoli.










