Podczas gdy w światowym futbolu dochodzi do kolejnych malwersacji, łapówek czy szeroko pojętych przekrętów, w Świbiu grupa pasjonatów bawi się piłką na poziomie zabrzańskiej B-klasy. I choć jest to poziom absolutnie amatorski, to twitterowe konto tej drużyny śledzi ponad 5000 osób. W czym tkwi sekret tej popularności? Czy Naprzód Świbie jest najbardziej rozpoznawalnym klubem z B-klasy w Polsce? Czy są osoby, którym nie podoba się działalność kilkunastu zakochanych w piłce mężczyzn? O tym wszystkim, a także o wielu innych rzeczach, porozmawialiśmy z Piotrem Chodkiewiczem, który zarządza profilem świbian.
Jak to się wszystko zaczęło? Obudził się pan pewnego dnia i niczym Martin Luther powiedział: „Mam marzenie, aby klub z B-klasy posiadał swoje konto na Twitterze”?
Od pewnego czasu miałem swoje prywatne konto i zauważyłem, że kilka klubów z niższych lig zaczyna prowadzić profile na Twitterze. Pomyślałem, że my też moglibyśmy spróbować, zwłaszcza że działaliśmy już od pewnego czasu na Facebooku. Wystartowaliśmy więc w lutym ubiegłego roku. Zacząłem zamieszczać tam jakieś oficjalne informacje, które nie cieszyły się zbyt dużą popularnością i nie generowały okazałych zasięgów. Wszystko zmieniło się w maju za sprawą jednego wpisu.
Jakiego wpisu?
Dotyczył on meczu Jagiellonii z Legią, kiedy kibice przyjezdnych nie zostali wpuszczeni na stadion. Wtedy ja napisałem, że w Świbiu fani mogą przychodzić zawsze, wnosić wszystkie flagi, na jakie mają ochotę, a nawet napić się piwa. Ten wpis zyskał bardzo dużą popularność, której się nie spodziewałem.
Czyli zmiana strategii z oficjalnej w rozrywkową przyniosła skutek?
Nie było w tym żadnego planu, nie tworzyłem strategii rozwoju naszych mediów społecznościowych. Dodałem tego tweeta pod wpływem chwili i zauważyłem, że został on dobrze odebrany. Wtedy postanowiłem, że nasz profil powinien mieć charakter rozrywkowy, luźny.
Jest pan odpowiedzialny wyłącznie za media społecznościowe w Świbiu?
Nie, pełnię bardzo wiele funkcji w klubie. Począwszy od prezesa, przez gościa od mediów społecznościowych, na bramkarzu kończąc. Obecnie zmagam się z kontuzją, więc ta ostatnia rola odeszła nieco na drugi plan, ale mam nadzieję, że wkrótce wrócę na murawę.
Skupmy się na mediach społecznościowych. Czy pan prowadzi Twittera w pojedynkę czy jest ktoś, kto panu w tym pomaga?
Hasło mam tylko ja (śmiech). Nie są to natomiast tylko moje pomysły. Czerpię z tego, co chłopaki mówią w szatni, na treningach albo podczas naszych wieczornych spotkań. Jest to praca zbiorowa, chociaż większość to moje przemyślenia.
Te przemyślenia bardzo często dotyczą najwyższej klasy rozgrywkowej. W sposób zabawny komentuje pan wydarzenia w ekstraklasie.
B-klasowych klubów są tysiące. Gdyby każdy umieszczał wpis, że dzisiaj wygraliśmy z Pogonią Ziemięcice, a bramki strzelił ten i ten, to kogo by to interesowało? Jesteśmy amatorską drużyną i nasza działalność w mediach społecznościowych nie musi trzymać się żadnych oficjalnych ram. W polskiej piłce jest wiele rzeczy do poprawy, więc w prześmiewczy sposób staram się to komentować. Być może uda mi się trafić do kilku osób, które zauważą te same problemy, co ja.











