Szeroką gamę rodzimych zawodników występujących na co dzień w niemieckich klubach miał wzbogacić o swoją obecność Przemysław Tytoń. Były bramkarz Elche i 13-krotny reprezentant Polski został ściągnięty do klubu z Mercedes-Benz Arena, aby załatać dziurę kadrową po Svenie Ulreichu, nowym nabytku Bayernu Monachium. Niestety dla 28-letniego zawodnika nieszczęścia chodzą parami, a w tym wypadku nawet w tercecie. Po pierwszych ligowych spotkaniach sytuację naszego bramkarza można określić jednym słowem – katastrofa. W dodatku potrójna.
Szeregi klubu z południowych Niemiec Przemysław Tytoń zasilał jako perspektywiczny zawodnik z wyrobioną już marką. Stosunkowo doświadczony, ale wcale niezaawansowany wiekowo. Ograny na piłkarskim zachodzie, w dodatku niedrogi – zaledwie milion euro – tyle „Die Roten” musieli wyłożyć na stół, aby go pozyskać. Na korzyść Polaka przemawiały również imponujące warunki fizyczne, a także nie najgorsze notowania w silnej Primera Division z ubiegłego sezonu. Mogłoby się wydawać, że urodzony w Zamościu piłkarz to idealny kandydat do zastąpienia w bramce Svena Ulreicha. Niestety sytuacja ma się zgoła odmiennie. Jak na razie nasz bramkarz nie zdaje sprawdzianu i najzwyczajniej w świecie zawodzi. Testuje wytrzymałość fanów lokalnej drużyny, a także martwi polskich kibiców z całego świata.

Do tej pory reprezentant Polski wystąpił w Bundeslidzie trzykrotnie, a biorąc pod uwagę również puchar Niemiec, rozegrał cztery spotkania między słupkami drużyny VfB Stuttgart. Bilans ligowych potyczek w wykonaniu Przemysława Tytonia jest więcej niż fatalny. Zasadne byłoby stwierdzenie, że w owym czasie 28-letni piłkarz nie rozegrał ani jednego spotkania, w którym nie popełniłby błędu. Prościej rzecz ujmując, nasz bramkarz nie zaliczył jak dotąd choćby jednego udanego występu, bo na takie miano nie zasługuje nawet zwycięskie starcie z III-ligowym, słabiutkim Kiel.
„Zwycięzców się nie sądzi, ale tylko tych, co ponoszą klęskę” – mawiają. Trudno się z tym zgodzić, gdyż można tutaj dostrzec pewną analogię. Po fali krytyki, jaka spadła na bramkarza, należy próbować znaleźć argumenty na jego obronę. W myśl powyższego cytatu o zwycięzcach najbardziej istotną kwestią jest wynik końcowy, z czym wcale nie można polemizować. Warto jednak zwrócić uwagę na kiepską dyspozycję całego zespołu z Mercedes-Benz Arena, a w szczególności na formę bloku obronnego. W gruncie rzeczy chodzi o to, że dopóki formacja defensywna prezentuje się poniżej oczekiwań, dopóty bramkarz, czyli ostatnia jej część, niejednokrotnie będzie znajdował się w opałach. Wobec tego, wprowadzając w życie przywołane przeze mnie przytoczenie, dziś możemy zadowolić się skromną wygraną z półamatorską drużyną, ale jutro nie zdobywajmy się na krytykę, bo przecież sami daliśmy na taki przebieg sytuacji przyzwolenie poprzez brak wyciągania wniosków.










