Przed nami 37., przedostatnia już, kolejka Primera Division. Wszystkie spotkania zostaną rozegrane w niedzielę o 21:00, jednak tylko kilka z nich wzbudza jeszcze większe emocje. Najciekawiej zapewne będzie na El Madrigal i na Mestalli. Na Camp Nou odbędzie się natomiast wielka fiesta z okazji zdobycia trzeciego z rzędu mistrzostwa.
Barcelona – Deportivo
Nowy – stary mistrz podejmie na Camp Nou broniące się przed spadkiem Deportivo. Dla Katalończyków to ostatni występ przed własną publicznością w tym sezonie, zatem wątpliwe jest, że będą łaskawi dla rywala, tak jak to miało miejsce w środę w Walencji. Trzy godziny trwała wczoraj ceremonia świętowania kolejnego tytułu mistrzowskiego, najpierw piłkarze odbyli przejazd autokarem po ulicach stolicy Katalonii, a później przy wypełnionym do ostatniego miejsca Camp Nou dokonano przedstawienia i podziękowania sztabowi szkoleniowemu i samym zawodnikom. W całej imprezie brakowało tylko jednego – samego pucharu. Barcelona otrzyma go w Maladze, zatem wiele wskazuje na to, że będziemy świadkami kolejnej manity w wykonaniu podopiecznych Guardioli. W styczniu na El Riazor było 0:4, a golami podzielili się Villa, Messi, Iniesta i Pedro. Gdyby nie remis w ostatnim spotkaniu w Walencji, Barcelona walczyłaby teraz o pobicie rekordu wszech czasów w ilości zdobytych punktów w sezonie – rok temu uzbierała ich 99 – w tym sezonie może skończyć się maksymalnie na „tylko” 98. Barcelona i tak musi być zadowolona, gdyż jak na razie wygrała 15 kolejnych meczów na własnym boisku.
Iker Muniain to obecnie największa gwiazda „Los Leones” (fot. athletic-club.com)
Aby zapewnić sobie pozostanie w Primera, Deportivo potrzebuje zwycięstwa w jednym z dwóch ostatnich spotkań. Będzie to i tak duże osiągnięcie, gdyż warto przypomnieć, że w połowie sezonu gracze z La Corunii plasowali się na ostatniej pozycji, ze stratą kilku punktów do bezpiecznego miejsca. Końcówka sezonu była jednak na tyle skuteczna, że są duże szanse, że mistrza Hiszpanii z roku 2000 zobaczymy także w przyszłym sezonie. Zwycięstwo na Camp Nou to oczywiście mission impossible, ale w ostatniej kolejce do La Corunii przyjedzie Valencia, kolejny raz kończąca sezon walką o nic.
Villarreal – Real Madryt
Drugie z serii czterech spotkań pt. „Ronaldo musi pobić rekord Zarry i Sancheza”. W ostatniej potyczce z Getafe cała drużyna grała pod Portugalczyka, czego efektem był hat-trick i pewne zwycięstwo. Ronaldo brakuje już tylko jednego trafienia do wyrównania rekordu 38 goli, jednak w spotkaniu z „Żółtą Łodzią Podwodną” o zdobycie choćby jednego gola tak łatwo nie będzie. Villarreal oddał walkę o najniższe miejsce na podium bez walki; pomimo fatalnej dyspozycji w ostatnich kolejkach czwarta pozycja i start w eliminacjach do Ligi Mistrzów jest już pewny, głównie za sprawą faktu, że grupa pościgowa również sobie tę walkę odpuściła. Dwa bezbramkowe remisy w ostatnich spotkaniach z Mallorką i Almerią chluby podopiecznym Garrido nie przynoszą, niewiele wskazuje na to, że będą zadowoleni także po meczu z „Los Blancos”.
Real próbuje natomiast skutecznie wydrzeć Barcelonie jedyny możliwy sukces, a jest nim trofeum Pichichi. Ba, robi to w imponującym stylu i szanse na pobicie rekordu wszech czasów są ogromne, potrzeba do tego dwóch trafień i to Ronaldo stanie się grającą legendą ligi hiszpańskiej. Ostatnie spotkanie z Getafe pokazało, że właśnie to osiągnięcie jest celem w końcówce sezonu, gdyż niemal każda sytuacja kończyła się strzałem aktualnego lidera klasyfikacji strzelców. Nawet kiedy podający był w dużo lepszej sytuacji, koledzy woleli odgrywać do Portugalczyka, tak jak przy drugim golu, kiedy to zamiast umieścić piłkę w pustej bramce, Oezil wolał odegrać do nadbiegającego Ronaldo, mimo iż ten miał trudniejszą drogę do umieszczenia piłki w siatce. W zeszłym sezonie dwumiesięczna przerwa w grze pozwoliła Messiemu na triumf w klasyfikacji Pichichi z 34 golami (Ronaldo był trzeci, gol za Higuainem, który zdobył 27 trafień), w tym roku jednak zdystansował w końcówce sezonu Argentyńczyków i zdobywając siedem goli w dwóch spotkaniach, jest o krok od pobicia rekordu. W styczniowym pojedynku na Santiago Bernabeu Portugalczyk zdobył hat-tricka, dając swojej drużynie zwycięstwo 4:2, a dodatkowo Real wygrał pięć ostatnich meczów wyjazdowych. Czy będzie kontynuował tę serię? Przekonamy się w niedzielę.
Valencia – Levante
Derby Walencji zawsze były wielkim wydarzeniem, jednak przez lata tylko kilkukrotnie udawało się starszemu zespołowi awansować do Primera, zatem rzadko kiedy miasto mogło cieszyć się derbami, ostatnio było to w sezonie 2007/2008. Valencia to zespół, który nie gra już praktycznie o nic – w dwóch spotkaniach musi zdobyć punkt, aby pozbyć choćby matematycznych szans ekipę Villarrealu na 3. miejsce w tabeli, jednak prawdopodobnie będzie mogła nawet przegrać, gdyż wątpliwe, aby „Żółta Łódź Podwodna” wygrała ze zmotywowanym Realem. Nie wiadomo, czy spotkanie na Mestalli nie będzie pożegnaniem Vicente z zespołem „Nietoperzy”, piłkarza, który od 11 lat gra dla Valencii, ale karierę rozpoczynał właśnie w Levante, skąd trafił do lokalnego rywala. Ostatni raz zagrał 26 marca z Mallorką, a w przekroju całego sezonu widać, że Unai Emery wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru już na niego stawiać.
Dla Levante mecz ten może okazać się idealną sytuacją na zapewnienie sobie utrzymania w Primera. Potrzeba do tego bardzo niewiele – jednego punktu w dwóch spotkaniach. Dla drużyny, która w środę zatrzymała Barcelonę, osiągnięcie takie wydaje się bardzo łatwe, zwłaszcza że w ostatniej kolejce podejmie Saragossę. Nawet jeśli jutro Levante przegra w derbach, remis w ostatnim spotkaniu będzie oznaczał utrzymanie. Levante zdecydowanie trzeba nazwać jedną z największych niespodzianek tego sezonu – ekipa z najmniejszym budżetem, z anonimowymi zawodnikami była wymieniana przed sezonem jako główny kandydat do spadku, tymczasem jednak w okolicach 30. kolejki ocierała się o… europejskie puchary. W styczniu derby rozstrzygnął gol Juana Maty, a dodatkowo Levante nigdy jeszcze nie wygrało w lidze na Mestalli. Czy Valencia podaruje utrzymanie sąsiadowi? Okaże się już jutro.
Athletic – Malaga
Końcówka sezonu przyniosła nam ogromne niespodzianki, które sprawiły głównie wszystkie ekipy walczące o Ligę Europejską. Athletic przegrał z Espanyolem i Deportivo, Sevilla dostała lekcję od Realu Madryt i Osasuny, a Atletico przegrało mecze z Malagą i Racingiem. Zamiast wykorzystać szansę na piątą lokatę, wszystkie trzy ekipy solidarnie przegrały dwa mecze i walka o europejskie puchary znowu nabrała rumieńców, gdyż niebezpiecznie blisko tej trójki znalazł się Espanyol. Baskom do pewnej gry w pucharach potrzeba czterech punktów przeciwko Maladze i Racingowi. Nikt chyba nie bierze pod uwagę kolejnej porażki, zwłaszcza że do zwycięstwa poprowadzi ich Javier Martinez, który podpisał w tym tygodniu nowy, 5-letni kontrakt.
Maladze łatwo o korzystny wynik na pewno nie będzie, gdyż w kadrze meczowej zabraknie najlepszego strzelca, Rondona. Godnie go zastąpić spróbuje na pewno Julio Baptista, który złapał życiową formę, zdobywając w 10 ligowych spotkaniach aż 9 bramek! Wynik ten jest tym bardziej imponujący, gdyż zanim trafił w zimowym okienku transferowym do Malagi, w pierwszej części sezonu w 8 spotkaniach w barwach AS Roma nie trafił ani razu. Malaga jednak zapewniła już sobie pozostanie w Primera dzięki zwycięstwu w środę z Gijon, a w końcówce sezonu imponuje formą, gdyż zanotowała komplet zwycięstw w pięciu ostatnich spotkaniach. Czy będzie miała dość motywacji, żeby pokrzyżować plany Baskom?
Sevilla – Real Sociedad
Pisząc zapowiedź tego spotkania, można powtórzyć prawie wszystko, co przy opisie meczu powyżej. Sevilla walczy o Ligę Europejską i musi wygrać to spotkanie, aby nie dać się wyprzedzić. W ostatniej kolejce podejmie mający jeszcze nadzieje Espanyol i wszystko się wtedy może wydarzyć. Kibice z Andaluzji pamiętają jeszcze zapewne finał rozgrywek z ubiegłego roku, kiedy to golem w ostatniej akcji spotkania Sevilla wyprzedziła Mallorkę i wywalczyła start w eliminacjach Ligi Mistrzów.
Real Sociedad jest jednym z czterech zespołów, które mają 44 punkty i brakuje im bardzo niewiele, aby zapewnić sobie pewną grę w przyszłym sezonie w Primera Division. Stosunkowo bezpieczną pozycję zawdzięczają przede wszystkim dobrą grą na własnym boisku, gdyż statystyka wyjazdów prezentuje się tragicznie – na 18 spotkań, aż 14 razy przegrywali, dlatego też ciężko szukać w nich faworyta tego spotkania. W rundzie jesiennej lepsza była Sevilla, która wygrała 3:2.
Atletico – Hercules
Źle się dzieje w Madrycie. Pewne odejście Quique Floresa wprowadziło duży niepokój w drużynie, co niekorzystnie odbiło się na wynikach – dwie przegrane z rzędu to rzadki wyczyn „Los Rojiblancos”. Gdyby nie Sergio Aguero, ciężko byłoby graczom ze stolicy choćby marzyć o grze w europejskich pucharach. To na niego przede wszystkim liczą kibice, to na nim opiera się klucz do sukcesu, gdyż katastrofalną formę prezentuje Diego Forlan, którego po ostatnim meczu otwarcie skrytykował trener. Słaba forma ucieszyła jednak potencjalne kluby zainteresowane napastnikiem, gdyż obniżyła mocno cenę za Urugwajczyka.
Hercules Alicante to jedno z największych rozczarowań tego sezonu. Sprowadzono wielkie nazwiska (Trezeguet, Drenthe, Valdez), które miały zapewnić utrzymanie w Primera Division. Po imponującym początku (m.in. ogranie Barcelony na Camp Nou), później było już tylko gorzej i w ubiegłej kolejce gracze z Alicante stracili nawet matematyczne szanse na pozostanie. Zespół prawdopodobnie rozpadnie się po tym sezonie, gdyż wątpliwe, aby wielkie gwiazdy chciały grać w Segunda Division, już teraz mówi się o powrocie Trezegueta do Seria A. Czy pożegnają się godnie? Pierwsza część odpowiedzi już w niedzielę.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Przed nami 37., przedostatnia już, kolejka Primera Division. Wszystkie spotkania zostaną rozegrane w niedzielę o 21:00, jednak tylko kilka z nich wzbudza jeszcze większe emocje. Najciekawiej zapewne będzie na El Madrigal i na Mestalli. Na Camp Nou odbędzie się natomiast wielka fiesta z okazji zdobycia trzeciego z rzędu mistrzostwa.
Barcelona – Deportivo
Nowy – stary mistrz podejmie na Camp Nou broniące się przed spadkiem Deportivo. Dla Katalończyków to ostatni występ przed własną publicznością w tym sezonie, zatem wątpliwe jest, że będą łaskawi dla rywala, tak jak to miało miejsce w środę w Walencji. Trzy godziny trwała wczoraj ceremonia świętowania kolejnego tytułu mistrzowskiego, najpierw piłkarze odbyli przejazd autokarem po ulicach stolicy Katalonii, a później przy wypełnionym do ostatniego miejsca Camp Nou dokonano przedstawienia i podziękowania sztabowi szkoleniowemu i samym zawodnikom. W całej imprezie brakowało tylko jednego – samego pucharu. Barcelona otrzyma go w Maladze, zatem wiele wskazuje na to, że będziemy świadkami kolejnej manity w wykonaniu podopiecznych Guardioli. W styczniu na El Riazor było 0:4, a golami podzielili się Villa, Messi, Iniesta i Pedro. Gdyby nie remis w ostatnim spotkaniu w Walencji, Barcelona walczyłaby teraz o pobicie rekordu wszech czasów w ilości zdobytych punktów w sezonie – rok temu uzbierała ich 99 – w tym sezonie może skończyć się maksymalnie na „tylko” 98. Barcelona i tak musi być zadowolona, gdyż jak na razie wygrała 15 kolejnych meczów na własnym boisku.
Iker Muniain to obecnie największa gwiazda „Los Leones” (fot. athletic-club.com)
Aby zapewnić sobie pozostanie w Primera, Deportivo potrzebuje zwycięstwa w jednym z dwóch ostatnich spotkań. Będzie to i tak duże osiągnięcie, gdyż warto przypomnieć, że w połowie sezonu gracze z La Corunii plasowali się na ostatniej pozycji, ze stratą kilku punktów do bezpiecznego miejsca. Końcówka sezonu była jednak na tyle skuteczna, że są duże szanse, że mistrza Hiszpanii z roku 2000 zobaczymy także w przyszłym sezonie. Zwycięstwo na Camp Nou to oczywiście mission impossible, ale w ostatniej kolejce do La Corunii przyjedzie Valencia, kolejny raz kończąca sezon walką o nic.
Villarreal – Real Madryt
Drugie z serii czterech spotkań pt. „Ronaldo musi pobić rekord Zarry i Sancheza”. W ostatniej potyczce z Getafe cała drużyna grała pod Portugalczyka, czego efektem był hat-trick i pewne zwycięstwo. Ronaldo brakuje już tylko jednego trafienia do wyrównania rekordu 38 goli, jednak w spotkaniu z „Żółtą Łodzią Podwodną” o zdobycie choćby jednego gola tak łatwo nie będzie. Villarreal oddał walkę o najniższe miejsce na podium bez walki; pomimo fatalnej dyspozycji w ostatnich kolejkach czwarta pozycja i start w eliminacjach do Ligi Mistrzów jest już pewny, głównie za sprawą faktu, że grupa pościgowa również sobie tę walkę odpuściła. Dwa bezbramkowe remisy w ostatnich spotkaniach z Mallorką i Almerią chluby podopiecznym Garrido nie przynoszą, niewiele wskazuje na to, że będą zadowoleni także po meczu z „Los Blancos”.
Real próbuje natomiast skutecznie wydrzeć Barcelonie jedyny możliwy sukces, a jest nim trofeum Pichichi. Ba, robi to w imponującym stylu i szanse na pobicie rekordu wszech czasów są ogromne, potrzeba do tego dwóch trafień i to Ronaldo stanie się grającą legendą ligi hiszpańskiej. Ostatnie spotkanie z Getafe pokazało, że właśnie to osiągnięcie jest celem w końcówce sezonu, gdyż niemal każda sytuacja kończyła się strzałem aktualnego lidera klasyfikacji strzelców. Nawet kiedy podający był w dużo lepszej sytuacji, koledzy woleli odgrywać do Portugalczyka, tak jak przy drugim golu, kiedy to zamiast umieścić piłkę w pustej bramce, Oezil wolał odegrać do nadbiegającego Ronaldo, mimo iż ten miał trudniejszą drogę do umieszczenia piłki w siatce. W zeszłym sezonie dwumiesięczna przerwa w grze pozwoliła Messiemu na triumf w klasyfikacji Pichichi z 34 golami (Ronaldo był trzeci, gol za Higuainem, który zdobył 27 trafień), w tym roku jednak zdystansował w końcówce sezonu Argentyńczyków i zdobywając siedem goli w dwóch spotkaniach, jest o krok od pobicia rekordu. W styczniowym pojedynku na Santiago Bernabeu Portugalczyk zdobył hat-tricka, dając swojej drużynie zwycięstwo 4:2, a dodatkowo Real wygrał pięć ostatnich meczów wyjazdowych. Czy będzie kontynuował tę serię? Przekonamy się w niedzielę.
Valencia – Levante
Derby Walencji zawsze były wielkim wydarzeniem, jednak przez lata tylko kilkukrotnie udawało się starszemu zespołowi awansować do Primera, zatem rzadko kiedy miasto mogło cieszyć się derbami, ostatnio było to w sezonie 2007/2008. Valencia to zespół, który nie gra już praktycznie o nic – w dwóch spotkaniach musi zdobyć punkt, aby pozbyć choćby matematycznych szans ekipę Villarrealu na 3. miejsce w tabeli, jednak prawdopodobnie będzie mogła nawet przegrać, gdyż wątpliwe, aby „Żółta Łódź Podwodna” wygrała ze zmotywowanym Realem. Nie wiadomo, czy spotkanie na Mestalli nie będzie pożegnaniem Vicente z zespołem „Nietoperzy”, piłkarza, który od 11 lat gra dla Valencii, ale karierę rozpoczynał właśnie w Levante, skąd trafił do lokalnego rywala. Ostatni raz zagrał 26 marca z Mallorką, a w przekroju całego sezonu widać, że Unai Emery wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru już na niego stawiać.
Dla Levante mecz ten może okazać się idealną sytuacją na zapewnienie sobie utrzymania w Primera. Potrzeba do tego bardzo niewiele – jednego punktu w dwóch spotkaniach. Dla drużyny, która w środę zatrzymała Barcelonę, osiągnięcie takie wydaje się bardzo łatwe, zwłaszcza że w ostatniej kolejce podejmie Saragossę. Nawet jeśli jutro Levante przegra w derbach, remis w ostatnim spotkaniu będzie oznaczał utrzymanie. Levante zdecydowanie trzeba nazwać jedną z największych niespodzianek tego sezonu – ekipa z najmniejszym budżetem, z anonimowymi zawodnikami była wymieniana przed sezonem jako główny kandydat do spadku, tymczasem jednak w okolicach 30. kolejki ocierała się o… europejskie puchary. W styczniu derby rozstrzygnął gol Juana Maty, a dodatkowo Levante nigdy jeszcze nie wygrało w lidze na Mestalli. Czy Valencia podaruje utrzymanie sąsiadowi? Okaże się już jutro.
Athletic – Malaga
Końcówka sezonu przyniosła nam ogromne niespodzianki, które sprawiły głównie wszystkie ekipy walczące o Ligę Europejską. Athletic przegrał z Espanyolem i Deportivo, Sevilla dostała lekcję od Realu Madryt i Osasuny, a Atletico przegrało mecze z Malagą i Racingiem. Zamiast wykorzystać szansę na piątą lokatę, wszystkie trzy ekipy solidarnie przegrały dwa mecze i walka o europejskie puchary znowu nabrała rumieńców, gdyż niebezpiecznie blisko tej trójki znalazł się Espanyol. Baskom do pewnej gry w pucharach potrzeba czterech punktów przeciwko Maladze i Racingowi. Nikt chyba nie bierze pod uwagę kolejnej porażki, zwłaszcza że do zwycięstwa poprowadzi ich Javier Martinez, który podpisał w tym tygodniu nowy, 5-letni kontrakt.
Maladze łatwo o korzystny wynik na pewno nie będzie, gdyż w kadrze meczowej zabraknie najlepszego strzelca, Rondona. Godnie go zastąpić spróbuje na pewno Julio Baptista, który złapał życiową formę, zdobywając w 10 ligowych spotkaniach aż 9 bramek! Wynik ten jest tym bardziej imponujący, gdyż zanim trafił w zimowym okienku transferowym do Malagi, w pierwszej części sezonu w 8 spotkaniach w barwach AS Roma nie trafił ani razu. Malaga jednak zapewniła już sobie pozostanie w Primera dzięki zwycięstwu w środę z Gijon, a w końcówce sezonu imponuje formą, gdyż zanotowała komplet zwycięstw w pięciu ostatnich spotkaniach. Czy będzie miała dość motywacji, żeby pokrzyżować plany Baskom?
Sevilla – Real Sociedad
Pisząc zapowiedź tego spotkania, można powtórzyć prawie wszystko, co przy opisie meczu powyżej. Sevilla walczy o Ligę Europejską i musi wygrać to spotkanie, aby nie dać się wyprzedzić. W ostatniej kolejce podejmie mający jeszcze nadzieje Espanyol i wszystko się wtedy może wydarzyć. Kibice z Andaluzji pamiętają jeszcze zapewne finał rozgrywek z ubiegłego roku, kiedy to golem w ostatniej akcji spotkania Sevilla wyprzedziła Mallorkę i wywalczyła start w eliminacjach Ligi Mistrzów.
Real Sociedad jest jednym z czterech zespołów, które mają 44 punkty i brakuje im bardzo niewiele, aby zapewnić sobie pewną grę w przyszłym sezonie w Primera Division. Stosunkowo bezpieczną pozycję zawdzięczają przede wszystkim dobrą grą na własnym boisku, gdyż statystyka wyjazdów prezentuje się tragicznie – na 18 spotkań, aż 14 razy przegrywali, dlatego też ciężko szukać w nich faworyta tego spotkania. W rundzie jesiennej lepsza była Sevilla, która wygrała 3:2.
Atletico – Hercules
Źle się dzieje w Madrycie. Pewne odejście Quique Floresa wprowadziło duży niepokój w drużynie, co niekorzystnie odbiło się na wynikach – dwie przegrane z rzędu to rzadki wyczyn „Los Rojiblancos”. Gdyby nie Sergio Aguero, ciężko byłoby graczom ze stolicy choćby marzyć o grze w europejskich pucharach. To na niego przede wszystkim liczą kibice, to na nim opiera się klucz do sukcesu, gdyż katastrofalną formę prezentuje Diego Forlan, którego po ostatnim meczu otwarcie skrytykował trener. Słaba forma ucieszyła jednak potencjalne kluby zainteresowane napastnikiem, gdyż obniżyła mocno cenę za Urugwajczyka.
Hercules Alicante to jedno z największych rozczarowań tego sezonu. Sprowadzono wielkie nazwiska (Trezeguet, Drenthe, Valdez), które miały zapewnić utrzymanie w Primera Division. Po imponującym początku (m.in. ogranie Barcelony na Camp Nou), później było już tylko gorzej i w ubiegłej kolejce gracze z Alicante stracili nawet matematyczne szanse na pozostanie. Zespół prawdopodobnie rozpadnie się po tym sezonie, gdyż wątpliwe, aby wielkie gwiazdy chciały grać w Segunda Division, już teraz mówi się o powrocie Trezegueta do Seria A. Czy pożegnają się godnie? Pierwsza część odpowiedzi już w niedzielę.