Pół roku temu przy okazji ostatniego pojedynku Realu Madryt i Barcelony poznaliśmy historię Paco i Putxiego, Kastylijczyka i Katalończyka, kibicujących drużynom rozgrywającym najsłynniejsze derby na świecie. Dzisiaj, kiedy maraton meczów spod znaku Gran Derbi zbliża się wielkimi krokami, poznajemy drugi akt tragedii, która urwała się tuż przed listopadowym meczem w Barcelonie…
Madryt, noc ze środy na czwartek, godzina 3:21 miejscowego czasu. Paco budzi się zlany zimnym potem. Wodzi niespokojnym wzrokiem po ścianach swojego pokoju, szczelnie wypełnionego plakatami piłkarzy Realu. Otwiera okno, bierze głębszy oddech i spogląda na ołtarzyk w kącie pokoju. Między biblioteczką wypełnioną monografiami o „Los Blancos” a specjalnym stelażem na białe koszulki stoi żeliwny posąg Alfredo Di Stefano otoczony świeczkami.
Messi cztery dni między ligowym a pucharowym Gran Derbi spędzi w formalinie, Villa w kącie (fot. marca.com)
– Don Alfredo, czy tak się rzeczywiście stanie…? – szepcze drżącym głosem Paco. Chwilę wcześniej przyśnił mu się bowiem koszmar. Zły sen o tym, że Real przez najbliższe dwanaście lat będzie przegrywał na Santiago Bernabeu z Barceloną, a najbliższe sobotnie El Clasico zakończy się pogromem 1:8. Don Alfredo nie odpowiada. Francisco ubiera się zatem w pośpiechu i jedzie wznieść modły o korzystny wynik do bóstwa wyższej instancji.
Jako że metro w tych godzinach nie kursuje, a Paco przeżył w dzieciństwie traumę związaną z jazdą autobusem nocnym, postanawia on wybrać się do zamierzonego celu pieszo. Spacer zresztą jest tym, czego potrzebuje jego roztrzęsiony organizm. Celowo zbacza więc z najlepszej trasy, by przejść przez ogromny Park Retiro, nacieszyć oczy zielenią i gwieździstym, bezchmurnym niebem.
Kiedy wynurza się z parku, jego cel jest już widoczny. Dookoła wyjątkowo nie ma żywej duszy, Paco cieszy się, że będzie mógł pobyć z boginią sam na sam. Im bardziej zbliża się jednak do posągu Kybele, jego niepokój wzrasta, a serce zaczyna boleć. Nagle zauważa ludzką postać wdrapującą się na monument.
– Hej, ty, nie jesteś Casillasem, nie możesz tam włazić! – krzyknął Paco, podążając do fontanny szybkim krokiem. Wtedy dostrzegł, że osobnik, do którego krzyczał, trzyma w ręku flagę Katalonii i próbuje ją zawiesić! Paco podniósł z ziemi pierwszy twardy i owalny przedmiot, który napotkał (zapewne był to, zostawiony przez kogoś celowo, kamień) i w przypływie złości cisnął nim w nieznajomego, który trafiony padł na bruk.
– Ja… chciałem zdjąć tę flagę, chyba przywiał ją północno-wschodni wiatr.
– To dla was typowe. Najpierw udajecie odważnych, a gdy widzicie, że jesteście słabsi, szybko się poddajecie. Tak samo będzie na boisku.
– Czekaj, czekaj… To ty jesteś tym pracownikiem rzeźni, który jechał jesienią na Gran Derbi? W Barcelonie wpajają nam, że Madryt to wieś, ale nie sądziłem, że jest aż tak mała, żeby ciebie spotkać…
– Niestety jedyną rzeźnię jaką znam, urządził Guardiola Madrytowi. To byłem ja, masz rację. Od razu poznałem twoje przepite od ciągłego świętowania spojrzenie, Putxi.
– Ha, skoro to ty, to jeszcze raz spróbuję zawiesić flagę. Pep i tym razem urządzi wam rzeźnię albo i krwawą łaźnię, miło będzie oglądać katalońską flagę powiewającą nad truchłami waszych zawodników.
– Wielkie słowa jak na człowieka, który udawał, że nie zna własnej flagi, gdy tylko ktoś zwrócił mu uwagę. O rzeźnię się nie martw. Mourinho to mądry człowiek, drugi raz nie da się wciągnąć w wymianę ciosów.
– Nie chciałem dostać nożem pod żebra, mówiłem ci, że wyglądasz jak rzeźnik, flaga się nie gniewa. Mourinho to buc, który umie nie przegrać tylko wtedy, kiedy stosuje cattenaccio.
– Rok temu w Mediolanie nie było cattenaccio, pamiętasz? Pewnie nie. A pamiętasz jakiego klubu kibice zasztyletowali swego czasu fana Realu? Pewnie nie. A o Mourinho się nie martw. Jeden pivot więcej i wasza maszynka przestanie być taka niebezpieczna.
– Rok temu w Mediolanie były błędy sędziego, zresztą gdyby nie one i na Camp Nou dalibyśmy Interowi radę. Nie martwię się o Mourinho. Jak Perez go wywali po siedmiu przegranych Gran Derbi w sezonie, to pewnie znajdzie fajną posadkę w Anglii. A co do pivotów, to może od razu zagrajcie pięcioma? Przecież Gago i Granero dadzą radę.
– Kontuzjowany Gago nie da rady. Nie każdy jest tak twardy jak Busquets, żeby stać na nogach nawet w obliczu apokalipsy. A co tam słychać u waszego kudłatego kapitana?
– Podobno Steven Spielberg kręci od początku tego roku remake „Tarzana”, a „Puyi” nie mógł przegapić okazji, by pojawić się na planie jako kaskader. Co prawda wraca na każdy trening, jednak śmiganie po lianach i bliskie kontakty z drzewami powodują, że jego kontuzja stale się odnawia. Ale poradzimy sobie i bez niego. Wszyscy mają getry zrobione z wełny z jego włosów. To nasz amulet.
– Mam nadzieję, że na środku obrony zagra inny amulet. Milito to prawdziwa perła w koronie Guardioli. Jego talent do tworzenia z niczego okazji bramkowych jest porównywalny tylko z umiejętnościami Xaviego. Jeśli Pepowi uda się kiedyś wytłumaczyć mu, na którą bramkę ma strzelać, będziecie mieli wielkie wzmocnienie. Na razie „Gabi” nieco się gubi. Szkoda. Real chce zdobywać bramki po zagraniach swoich piłkarzy, nie obrońców rywala.
– Spokojnie, Gabriel nastrzelał się już w Pucharze Króla, podobno władze Sewilli zastanawiają się nad nadaniem mu honorowego obywatelstwa, po tym jak stworzył większość sytuacji Betisowi. Swoje pokazał też zresztą w meczu z Almerią, ale wszystko wskazuje na to, że w spotkaniu z wami koło Pique zagra Sergi.
– Czyli pomoc bez gracza czysto defensywnego? Nie uważasz, że to spore ryzyko, zwłaszcza że Jose prawdopodobnie wystawi tam trivote?
– Uważam, że Masche już na tyle pojął, czego się od niego wymaga, że wystawienie go w środku pola nie będzie dużym ryzykiem. Zawsze można wspomóc go Keitą, wtedy Andres zagra na skrzydle, co ostatnio wychodzi mu świetnie.
– Wystawienie Javiera na środku będzie o tyle ryzykowne, że równoznaczne z walkowerem. Katalończyku, powinieneś wiedzieć, że zebrał on tyle kartek, iż konieczny jest mecz odpoczynku. Keita jak to Keita, niby czarny, a wcale nie defensywny.
– Chyba się mylisz, nikt nie jest taki głupi, żeby pauzować w Gran Derbi, żółte kartki zbiera się dwa mecze przed albo mecz po „El Clasico”. A jeśli faktycznie Javier nie zagra, to lepiej już zamiast Milito na środku wystawić Abidala. Nawet jakby jeszcze nie skończył chemioterapii i tak będzie lepszy od Milito. Zresztą, jakby biegał po boisku z półmetrowym, 15-kilogramowym guzem w niedawnej formie, i tak byłby dla was nie do przejścia.
– Pauzuje nie tylko on, ale też Granero, co dowodzi, że i u nas znalazł się pewien spryciarz…. A co do Abidala, to nie chcemy, żeby on był na boisku. Pewnie umrze i trzeba będzie jego zwłoki usuwać, to problematyczne. Niech zagra Busquets, będzie jak zawsze wesoło!
– Zresztą, nawet jakby w defensywie zagrał Fontas, i tak doprowadziłaby ona do płaczu waszych napastników.
– Nasi napastnicy nie płaczą. Gdy jest im smutno, zjadają kilogram marchwi i im się poprawia. Płakać to może sobie Fontas, po tym jak Ronaldo zrobi mu krzywdę.
– Ronaldo robi krzywdę bramkarzom, nie obrońcom. Gomesowi połamał nadgarstki, ale Valdes był niedawno na zabiegu wszczepienia tytanowych płytek w kończyny górne, by tylko mógł bronić strzały „Krystyny”.
– Wydaje mi się, że Valdesowi wszczepili nie tylko metalowe nadgarstki, ale też mózg. Zupełnie nie pamięta, jak trzy lata temu bił brawo Realowi, a później puszczał cztery gole.
– Mózg Victorowi nie jest potrzebny, widzi piłkę, to się na nią rzuca, kalkulacja jest w tym przypadku zbędna. A trzy lata to w piłce niemal epoka. W tym czasie Iker wyjmował futbolówkę z siatki po naszych strzałach pewnie jakieś trzydzieści razy!
– Szesnaście, byłeś blisko. Tak samo jak blisko będzie Messi strzelenia jakiegokolwiek gola. Maluch jest dobry, ale Lass zatroszczy się o to, żeby jego nogi były równo posiniaczone. O dyspozycji Villi nie będę nic pisał, nie lubię pastwić się nad kimś, kto leży i toczy z ust agonalną pianę.
– To i tak niezły wynik jak na pięć spotkań, nie sądzisz? Co do Lassa, to nawet on nie będzie w stanie dogonić Leo. Zobaczysz, „La Pulga” strzeli wam bramkę i to zapewne niejedną. A o jego siniaki się nie martw, zostanie zniesiony z boiska wprost na odnowę biologiczną albo wprost do formaliny, wyjmiemy go przed finałem CdR. Co do Villi to… jakąś tam rolę na boisku pewnie ma, grunt, że nieraz absorbuje obrońców rywala i robi miejsce innym, teraz do tego nadaje się najlepiej.
– Absorbuje obrońców? Chyba tylko wtedy, gdy zastanawiają się, gdzie ten Asturyjczyk się podział. Ale rozumiem Pepa, do wyboru ma „El Guaje” i Bojana. To smutny wybór. I nie mów, że Krkić jest kontuzjowany – jedyny uraz, jaki wchodzi w grę przy jego osobie, jest natury psychicznej.
– Lepiej wybierać między Villą i Bojanem niż między Benzemą i Adebayorem.Ten pierwszy, widząc wracającego do zdrowia Higuaina, pewnie niedługo przestanie przyjeżdżać na treningi, za to Adebayor to piłkarz, którego pogoniono nawet ze słabego Manchesteru. Taaak, z całą pewnością obydwaj są lepsi od naszego duetu…
– Nawet nie obydwaj. Każdy z osobna jest aktualnie lepszy od waszego duetu. Benzema nie boi się Higuaina, on po prostu zna swoje ograniczenia i wie, że „Pipicie” nie dorówna. Adebayor i tak robi więcej, niż przypuszczałem. Obaj strzelają – Bojan jedyne strzały próbuje oddawać do przeciwników w grze komputerowej. Zawsze przegrywa, bo zapomina naciskać spust.
– Jeśli przypuszczałeś, że Adebayor ukształtuje swoimi pośladkami ławkę rezerwowych albo swoimi celnymi strzałami spowoduje całkowite wyginięcie wszelkiego ptactwa latającego nad Bernabeu, to faktycznie, miałeś rację. Co do Benzemy, koleś gra dobrze pierwszy raz odkąd do was przyszedł. Bojan jest jeszcze młody i jak na tyle szans, ile dostaje, z jego skutecznością nie jest źle. Zresztą sporo czołowych klubów z innych lig chce go nam podkupić lub chociaż wypożyczyć.
– Chciało. Bojana, który nie do końca zdaje sobie sprawę, że ciągle jest piłkarzem, nikt nie będzie chciał. Ale dość o nim. On nie zagra. Co ciekawego powiesz mi o waszym generale, człowieku, od którego Ronaldo mógłby nauczyć się technik nakładania żelu?
– Cóż mogę o nim powiedzieć? Znów pewnie strzeli wam gola, a wasi pivoci, niezależnie ilu ich będzie, będą biegać wokół niego na nogach jak z waty. Może i Xavi ma gorszy sezon niż poprzednie, może się nawet powoli kończy, ale w meczu z wami pokaże to, co ma najlepszego, i jeszcze więcej. Ave żel, we włosach Xaviego oczywiście!
– Nie wznoś tu takich okrzyków! Lada chwila pojawią się hordy fanów portugalskiego gwiazdora. Pamiętaj, żeby w Madrycie nie ufać ludziom z dziewiątką na plecach, prawdopodobnie znają jednego gracza pierwszego składu. Chyba że na tych koszulkach nad numerkiem jest napis Morientes. Takim możesz ufać. Oni będą cię, jak przystało na madridistas, nienawidzić, ale nie zrobią ci krzywdy. O, będą zachowywać się dokładnie tak jak Xavi. Może coś pokrzyczą, pogestykulują, ale ostatecznie będzie bezinwazyjnie.
– Przypomnij mi, dlaczego my w ogóle rozmawiamy? Przecież nie potraficie z nami wygrać od pięciu spotkań, już większe problemy niż wy u siebie sprawia nam na Camp Nou Hercules Alicante. Proponuję poświęcić jedną ze ścian stadionu albo wybudować nieopodal nową, żeby służyła jako ściana płaczu, w sobotę zaleje was bowiem powódź azulgrana!
Wykrzykując ostatnie zdanie, Putxi ucałował flagę i pobiegł w stronę Santiago Bernabeu, by tam irytować spokojnych kibiców Realu swoim ostentacyjnym zachowaniem.
Paco odwrócił się, posłał całusa Kybele i szepnął:
– Do zobaczenia.
W roli Putxiego – Maciej Deja, w roli Paco – Piotr Dyga.