Przebudzenie mistrza


Krakowska Wisła dźwiga się z dołka. Na inaugurację Ekstraklasy podopieczni Macieja Skorży pokonali 2:0 Ruch Chorzów - zagrali pewnie, choć bez rewelacji.


Udostępnij na Udostępnij na

Sobotnie spotkanie miało dla Białej Gwiazdy znacznie kluczowe – po odpadnięciu z Ligi Mistrzów i porażce w Superpucharze Polski pozytywny impuls i odrobina wiary były graczom spod Wawelu niezbędne. Pomóc miał przede wszystkim pełny stadion w Sosnowcu, o co przed meczem gorąco apelował Maciej Skorża. Ilościowo fani tym razem jednak zawiedli, a na Kresową zawitało jedynie ok. 1,5 tysiąca osób.

Koncert jubilata

Już w pierwszych sekundach widzowie przeżyli lekki szok – po akcji niezwykle aktywnego tego dnia Andrzeja Niedzielana w dogodnej sytuacji znalazł się Łukasz Janoszka, piłkę z linii bramkowej (pod barkiem przepuścił ją Mariusz Pawełek) zdołał jednak wybić Arkadiusz Głowacki. Kolejny akt koszmaru? Nic z tych rzeczy. Agresywnie grający z początku Ruch szybko zepchnięty został do defensywy, a oczekiwaną przewagę optyczną osiągnęli gospodarze.

Wynik spotkania już w 7. minucie mógł otworzyć Paweł Brożek, w ostatniej chwili spod nóg piłkę wygarnął mu jednak Krzysztof Pilarz. Niespełna 120 sekund później na strzał z 30. metrów zdecydował się Patryk Małecki – uderzył kąśliwie, niezwykle celnie. Golkiper Niebieskich z ogromnym trudem zdołał jednak przerzucić futbolówkę nad poprzeczką. Popularny „Mały” okazał się w ogóle jednym z najlepszych aktorów sobotniej potyczki: odbierał, podawał, strzelał – był dosłownie wszędzie. I to dokładnie w dniu 21. urodzin.

Dobra gra w meczach ligowych to nasza jedyna szansa, na zmazanie plamy z Ligi Mistrzów – przyznał po meczu młodziutki jubilat. Starania Małeckiego docenili kibice, przy zejściu z murawy żegnając go gorącymi oklaskami i gromkim „Sto lat”. Mieli zresztą ku temu godne powody, bo filigranowy napastnik popisał się wcześniej dwoma asystami – najpierw wrzucił piłkę wprost na głowę Arkadiusz Głowackiego, a kilka chwil później, po świetnej zespołowej akcji, wyłożył futbolówkę Wojciechowi Łobodzińskiemu.

Pełna kontrola

Dwie bramki zdobyte w krótkim okresie czasu dały Wiśle niezbędną pewność siebie i pozwoliły na uspokojenie gry. Gracze spod Wawelu do końca pierwszej połowy kontrolowali przebieg spotkania, a jedyną odpowiedzią Ruchu na ułożoną grę Wiślaków były strzały Tomasza Brzyskiego z rzutów wolnych i długie piłki kierowane do szybkiego Niedzielana, którego jednak w sobotę bezbłędne krył Marcelo – Wisła to klasowy zespół, nie dali nam dzisiaj pograć – przyznał po meczu były napastnik Wisły. – Myślę jednak, że przy odrobinie szczęścia mogliśmy zremisować.

Najlepszej okazji do strzelenia gola popularny „Wtorek” doczekał się tuż po przerwie. Mariusz Pawełek zbyt długo zbierał się do wybicia piłki – z rąk wygarnął mu ją wprowadzony na boisko Artur Sobiech, a do pustej bramki futbolówkę skierował Niedzielan. Hubert Siejewicz, po konsultacji z sędzią asystentem, gola jednak nie uznał. – Gdyby wtedy padła bramka, mecz wyglądałby zupełnie inaczej – ocenił na gorąco niedoszły asystent. – Faul był ewidentny, arbiter podjął słuszną decyzję – uciął dyskusje „Wtorek”.

Początek drugiej części gry – podobnie, jak miało to miejsce w pierwszej połowie – należał do Ruchu, który narzucił Wiśle wysoki, agresywny pressing. Po kilkunastu minutach gospodarze znów odzyskali jednak inicjatywę i już do końca w pełni kontrolowali boiskowe wydarzenia. Z dobrej strony pokazał się niezwykle tego dnia waleczny Łobodziński, kilkoma efektownymi zagraniami zaskoczył debiutujący w lidze Pablo Alvarez. Nieporadnością w ataku raził z kolei Brożek, któremu wciąż daleko do formy z poprzedniego sezonu.

Bez fajerwerków

Mistrzowie Polski nie zachwycili efektowną grą, skupiając się na odniesieniu zwycięstwa minimalnym nakładem sił. Ruch początkowo chciał, nie bardzo jednak mógł. Po przerwie przestało się mu nawet chcieć. – Nie zgadzam się, walczyliśmy do końca – próbował tłumaczyć Sobiech. Nie był jednak zbyt przekonujący. W samej końcówce wynik meczu ustalić mógł Kirm, po kontrze przeprowadzonej przez Ćwielonga, z 14. metra przeniósł jednak piłkę wysoko nad poprzeczką.

Gra, zwłaszcza w I połowie, przebiegała pod nasze dyktando – ocenił na pomeczowej konferencji prasowej Skorża. – Po przerwie nie było już tak dobrze, obydwa zespoły gasły z upływem czasu. Mamy teraz kilka dni na regenerację i w kolejnym meczu także zamierzamy powalczyć o komplet punktów – podsumował. Głośno poparcie dla szkoleniowca wyrazili kibice, kilkukrotnie w czasie spotkania skandując nazwisko szkoleniowca Białej Gwiazdy.

Wygrała drużyna lepsza – nie miał wątpliwości Waldemar Fornalik. – To agresywna gra Wisły sprawiła, że graliśmy tak, a nie inaczej. Mieliśmy konstruować akcje w inny sposób, ale wyszło, jak wyszło – dodał. Wisła jest na fali wznoszącej i z meczu na mecz powinna prezentować się coraz lepiej. O grze Ruchu trudno z kolei wyrazić się pozytywnie. Na koniec raz jeszcze warto wspomnieć o kibicach, którzy o godzinie 17:00 odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego” ku czci 65. rocznicy Powstania Warszawskiego.

Z Sosnowca

Najnowsze