Historia zdaje się ponownie zataczać koło. Po udanym dołączeniu Jana Bednarka do FC Porto, jest szansa na kolejny polski duet obrońców w zagranicznym klubie. W oczekiwaniu na zielone światło Arsenalu na transfer Jakuba Kiwiora, wróćmy pamięcią do ostatniego takiego przypadku. Jak się okazuje należy cofnąć się aż do początków XXI wieku i wielkiego FC Schalke 04. Blisko 20 lat temu mogliśmy oglądać duet polskich piłkarzy jako kluczowych architektów gry, poważnego zagranicznego klubu.
Jedne ze swoich największych sukcesów, klub z Gelsenkirchen świecił kiedy mur obronny w defensywie stanowiła para Tomasz Hajto i Tomasz Wałdoch. Dwóch doświadczonych graczy na gruncie niemieckiej Bundesligi. Gracze, którzy rozegrali średnio ponad 100 spotkań w barwach Shalke, stanowili podstawę polskiej reprezentacji u progu XXI wieku. Obaj zapisali się na stronach klubowych jako legendy FC Shalke 04.
Zabrze kopalnią talentów
Zawodnicy swoje kariery w poważnym futbolu rozpoczynali od występów w Górniku Zabrze. Wałdoch, nieco starszy, swój pobyt w Zabrzu rozpoczął od sezonu 1988/1989. W wieku 20 lat dołączył do jednego z największych polskich klubów. Już wówczas charakteryzował się twardą grą, nieustępliwą. Mimo, że podczas jego obecności w klubie, Górnik nie walczył o mistrzostwo, Wałdoch był prawdziwym liderem defensywy. Po dobrych sześciu sezonach w Zabrzu i debiucie w reprezentacji Polski w 1991 roku pod wodzą trenera Streilaua, dołączył do drużyny Stuttgarter Kickers. Tomasz Hajto dołączył do drużyny Górnika Zabrze z Hutnika Kraków. Wchodził do drużyny w 1993 roku, kiedy Wałdoch stanowił już pewny element składu. Hajto prezentował twardą grę i wysokie umiejętności gry głową. Zdolności przywódcze to był znak charakterystyczny młodego Polaka. W koszulce Górnika rozegrał ponad 150 spotkań, po których odszedł w 1997 roku do MSV Duisburg.
Budowanie niemieckiej marki
Duży skok w swojej karierze zaliczył Tomasz Hajto. Realia polskiej Ekstraklasy do jakich był przyzwyczajony, zamienił na drużynę występującą od razu w pierwszej Bundeslidze. MSV Duisburg, w tamtym czasie, zespół środka tabeli Bundesligi, okazał się jednak dobrą katapultą do lepszego zespołu. Finał Pucharu Niemiec w 1998 z Bayernem Monachium, ostatecznie przegrany 1:2 był pierwszym poważnym spotkaniem Polaka w wyjściowej jedenastce. Jak na obrońcę zaliczając osiem trafień i blisko 80 spotkań w swojej karierze w Duisburgu, gdzie dał poznać się potencjalnym pracodawcom z niemieckiej elity. Lider defensywy, ale też całego zespołu, stał się łatwym kąskiem dla trenerów innych zespołów. Ostatecznie to FC Shalke 04 skusiło się na polskiego stopera. W roku 2000, kiedy klub z Duisburga zaliczył spadek do 2.ligii, klub z Zagłębia Ruhry wyciągnął Hajto za 750 tys. euro.










