Takich eliminacji jeszcze nie było. Nigdy w kwalifikacjach do mistrzostw świata czy Europy nie zdarzyło się, żeby najmocniejsze zespoły, łącznie z obrońcą tytułu, nie przebrnęły przez eliminacyjne sito. Nie tylko Egiptu, ale też Nigerii, RPA, Kamerunu, Algierii czy Togo zabraknie w Pucharze Narodów Afryki. Jak do tego doszło?
Początkowo wszystkie zespoły podzielono na jedenaście grup. Zapewniony awans mieli ich zwycięzcy, do tego doszło dwóch gospodarzy (Gwinea Równikowa i Gabon), a więc jeszcze trzy ekipy z najlepszym bilansem punktowym mogły dostąpić zaszczytu gry na turnieju finałowym. Losowanie grup odbyło się 21 lutego w Lubumbashi (Demokratyczna Republika Konga) i już wtedy poznaliśmy odpowiedź na jedno pytanie. Z grupy K automatycznie awans uzyskać miały dwie drużyny, gdyż była to jedyna grupa złożona z pięciu zespołów. Kto miał najmniej szczęścia? Pewnie Kamerun i Senegal, które trafiły do grupy E, oraz Egipt i RPA, rywalizujące ze sobą w grupie G. Ale przecież dwie drużyny z drugich miejsc też miały awansować do turnieju finałowego… Ale po kolei.
Grupa A

Mali, Republika Zielonego Przylądka, Zimbabwe i Liberia. Tu nie było większych wątpliwości. Mali było poza zasięgiem rywali. Jednak w dzień dobry Republika Zielonego Przylądka pokazała malijskim gwiazdom, że na wyspach też kopać potrafią. Zwycięstwo tego kraju okrzyknięto jako sensację, a Malijczycy zaczęli drżeć o awans. Dobrze to na nich wpłynęło, bo potem już szli jak burza i ostatecznie wygrali grupę, wyprzedzając rewelacje z zachodniej Afryki bilansem bramkowym. Było o krok od ogromnej sensacji.
Grupa B
Gwinea, Nigeria, Etiopia, Madagaskar. Tu wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Nigeryjczycy gładko poradzili sobie z Madagaskarem i Etiopią, jedyną poważną przeszkodą była ekipa Gwinei. W Conakry gospodarze pokonali „Superorłów” 1:0 po trafieniu Kevina Constanta. Później Gwinea straciła punkty z Madagaskarem, ale też Nigeryjczycy nie potrafili udowodnić swojej wyższości nad Etiopią. Decydował ostatni mecz w grupie. 8 października w Abudży długo utrzymywał się remis 0:0, który promował gości. W 73. minucie gwóźdź do trumny wbił Bangoura, jednak trumna nie zdołała utrzymać w środku Nigeryjczyków. Victor Obinna i Ikechukwu Uche odwrócili losy spotkania i wyprowadzili ekipę „Superorłów” na prowadzenie, które było równoznaczne z awansem. W doliczonym czasie gry nastąpiło jednak coś, co można porównać z trzęsieniem ziemi w najwyższej skali Richtera. Ibrahima Traore doprowadził do wyrównania, zmieniając w jednej chwili łzy radości w łzy rozpaczy.
Grupa C
, Mozambik, Komory. Tutaj faworyt był tylko jeden. Następcy Kalushy Bwalyi mieli łatwo poradzić sobie z rywalami. Zambijczycy rzeczywiście bez trudu wygrali z Mozambikiem i Komorami, lecz duże piętno na ich sukcesie zostawiła Libia. Otóż Libijczycy na własnym stadionie pokonali faworytów grupy 1:0 (zwycięską bramkę zdobył Sa’ad), a rewanż zakończył się bezbramkowym remisem. Te mecze zadecydowały o drugim miejscu w tabeli Libijczyków, co w ostatecznym rozrachunku zagwarantowało im awans do turnieju finałowego.











