Już od 10 stycznia na łamach serwisu iGol.pl dostępny będzie obszerny dział poświęcony turniejowi na Czarnym Lądzie, Pucharowi Narodów Afryki 2010. Do tego jednak jeszcze daleko, toteż na samym wstępie warto skrupulatnie przybliżyć przebieg eliminacji do tych właśnie rozgrywek. Główną ciekawostką jest z pewnością to, że rozgrywając jedne kwalifikacje, reprezentacje z Afryki mogły zyskać przepustki do mistrzostw kontynentu, lecz przede wszystkim do przyszłorocznego mundialu w RPA.
Do walki o udział w tych dwóch najbardziej prestiżowych turniejów reprezentacyjnych – z perspektywy drużyn narodowych w Afryce – przystąpiło 20 zespołów. Następnie zostały one podzielone na grupy od A do E, zatem w każdej mieliśmy po cztery odpowiednio wylosowane drużyny narodowe. Awans do MŚ 2010, w których to gospodarzem będzie Republika Południowej Afryki zyskiwali tylko zwycięscy swoich grup, zaś w styczniu na boiskach organizatora PNA 2010 – Angoli – zobaczymy po trzy najlepsze ekipy z każdego zestawienia. Na tym to właśnie należy obecnie się skupić.
Grupa A

W gronie drużyn grających w grupie A łatwo można było wytypować zdecydowanego faworyta, nie tylko do gry w PNA, lecz także do udziału w mundialu. Kamerun, bo o nim mowa, za rywali miał Gabon, Togo oraz, wydawało się najgroźniejszego konkurenta, Maroko. Inaugurująca kolejka jednak przyniosła zgoła zaskakujące rozstrzygnięcia. Główni pretendenci bowiem ulegli w swoich konfrontacjach, kolejno Kamerun na wyjeździe reprezentacji Togo, gdzie jedynego gola w meczu zdobył Emanuel Adebayor, Marokańczycy zaś przed własną publicznością skompromitowali się, ulegając 1:2 ekipie Gabonu. O tym, że zespół Mounira El Hamdaouiego może być największym po reprezentacji Samuela Eto’o pretendentem do zwycięstwa w grupie, były gracz Barcelony i spółka przekonali się w starciu obu ekip w drugiej serii spotkań. Maroko miało za co się rehabilitować, Kamerun również nie chciał zostać dłużny. To wszystko spowodowało, że mecz zakończył się bezbramkowym remisem, nikogo zresztą niezadowalającym. Przebudzenie faworyta nastąpiło w trzeciej kolejce. Niestety przebudzenie tylko jednego z nich, Kamerunu. Drużyna prowadzona przez Paula Le Guena odniosła premierowe zwycięstwo i z nieco uniesioną już głową mogła podchodzić do rewanżów. Maroko znowu zawiodło i zremisowało z Togo 0:0. Sensacyjnym liderem po pierwszej fazie spotkań była dobrze grająca drużyna Gabonu. W szeregach tej ekipy błyszczał Roguy Meye, zdobywca dwóch goli. Seria meczów rewanżowych to już pokaz Samuela Eto’o i jego kolegów. Kameruńczycy zainkasowali komplet punktów, wygrywając ostatecznie rywalizację w grupie A. W bardzo dobrych nastrojach byli również kibice w Gabonie. Ich reprezentacja zaliczyła co prawda jeszcze dwie porażki, ale zwycięstwo nad słabiutkim w tych eliminacjach Marokiem pozwoliło o jeden punkt wyprzedzić zespół Togo i wraz z drużyną Emanuela Adebayora świętować awans do turnieju w Angoli. Maroko zaliczyło natomiast klęskę, o której wszyscy w tym kraju na pewno woleliby zapomnieć.












