Wraz z ogłoszeniem kadry Polski na mecze towarzyskie z Mołdawią i Norwegią rozpędu nabrał konflikt między selekcjonerem Franciszkiem Smudą i Józefem Wojciechowskim, właścicielem Polonii Warszawa.
Spotkanie z Mołdawią zaplanowano na 6 lutego. Ono też jest przyczynkiem tegoż sporu. Otóż pan Wojciechowski nie ma zamiaru zwalniać swoich zawodników na ten mecz, organizowany poza oficjalnym kalendarzem FIFA. Warto dodać, że chodzi o trzech istotnych graczy – Tomasza Jodłowca, Adriana Mierzejewskiego i Macieja Sadloka. Argumentacja prezesa „Czarnych Koszul” jest następująca: – Jest nowy trener, zespół musi się zgrać. Rozmawiałem ze Smudą pięć dni temu i stwierdził, że nie ma problemu. Ale problem jest.
Smuda bowiem nie chce słyszeć o taryfie ulgowej. – Dlaczego mam ich zwalniać? Przecież przy Konwiktorskiej co chwilę mają nowego trenera. Jak tak ma być, to lepiej niech w ogóle nie przyjeżdżają – odpowiada na zaczepki selekcjoner.
Obaj panowie wydają się mieć jednakże klapki na oczach. Pan Wojciechowski powinien zdawać sobie sprawę, jak ważne są występy podopiecznych w reprezentacji – zdobywają oni bezcenne międzynarodowe doświadczenie, ogranie procentujące potem w ligowych występach. Abstrahując od aspektów promocyjnych, które z pewnością niezwykle korzystnie wpływają na „rynkową wartość” zawodników. Jeżeli Polonii zależy na budowie silnego zespołu, to właśnie występy w kadrze trzech podstawowych graczy mogą się walnie do tego przyczynić.
Natomiast co do pana Smudy – czy aby na pewno Polskę stać na rezygnację z takich graczy? W końcu mistrzostwa zbliżają się nieubłaganie, a gra naszej reprezentacji wymaga jeszcze wiele pracy. Interes drużyny narodowej powinien być stawiany ponad to, gdyż to przecież nie piłkarze odmawiają przyjazdu na zgrupowanie, a zabrania im tego prezes. Nie ma zatem powodu, aby ich skreślać.
Jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach najbardziej poszkodowani są zawodnicy, dla których gra w klubie z pewnością jest nie mniej ważna od gry w reprezentacji – wszak jedno z drugim nierozerwalnie się wiąże. Omawiany spór może sprawić, że stanie się dokładnie odwrotnie – gra w klubie będzie występy z orłem na piersi blokować. Piłkarze, chcąc zachować lojalność wobec obu swoich „szefów”, znaleźli się pomiędzy młotem a kowadłem. Nie zapominajmy, że bez piłkarzy piłki nożnej nie byłoby w ogóle.
Kompromis jest trudną sztuką. Wszyscy uczymy się dochodzenia do niego przez całe życie, ale w tej sytuacji jego osiągnięcie jest konieczne i korzystne dla wszystkich zainteresowanych. I to jak najszybciej.
PS Polonia Warszawa aspiruje do gry w europejskich pucharach, czego serdecznie jej życzymy. Jeszcze goręcej winszujemy jej dotarcia do wiosennego etapu rozgrywek, czyli pójścia tegorocznymi śladami Lecha. Prezes Wojciechowski powinien mieć na uwadze, że poprawne relacje z selekcjonerem mogą się wtedy przydać…
Autor: Polski Związek Piłkarzy/ http://pzp.info.pl
J.Wojciechowski to zwyczajny oszołom,który nie
liczy się z nikim i niczym!!!
Wojciechowski ma absolutną rację. Smuda obiecał
Wojciechowskiemu, że pomoła jego graczy tylko na
drugi mecz. Najlepiej ujął to Jan Tomaszewski:
"Franek ma swoje zdanie, z którym się sam nie
zgadza".
Mecz z Mołdawią nie jest w terminie FIFA i żaden
zachodni klub nie puściłby na taki mecz swojego
zawodnika.
I jeszcze jedno. Piłkarz to zawód jak każdy inny.
Więc jeśli Wojciechowski zabrania im jechać na
pierwszy mecz to tak ma być!! Bo z jakiej racji
pracownik może nie wypełnić polecenia szefa,
który płaci mu duże pieniądze??!!