Obecne rozgrywki rozpoczęły się dla Liverpoolu najgorzej, od momentu kiedy Juergen Klopp objął stery w zespole. Porażka z najsłabszym od lat Manchesterem United wznieciła tylko dyskusje na temat ewentualnego kryzysu klubu z Anfield Road.
Relacja Liverpoolu z kontuzjami
Największym problemem podczas ostatniego meczu była nieobecność wielu kluczowych zawodników, szczególnie tych z linii pomocy, w której zabrakło chociażby Thiago Alcantary, Curtisa Jonesa oraz Naby’ego Keity. Zwłaszcza zauważalne były nieobecność Hiszpana i jego kreatywności z piłką przy nodze. Urazy nie ominęły również, klasycznie w Liverpoolu, środkowej obrony, a co za tym idzie – Ibrahimy Konatego i Joela Matipa, czyli głównych partnerów Virgila Van Dijka.
Kontuzje w Liverpoolu są dość częstym zjawiskiem. Najgorzej było w sezonie 2020/2021, kiedy to z 27 zawodników aż 18 miało jakikolwiek uraz. Przyczyną takiego stanu rzeczy może być intensywny styl gry preferowany przez Juergena Kloppa.
Podobna sytuacja miała miejsce w Leeds United podczas poprzedniego sezonu. Wtedy, ze względu na intensywność gry charakterystyczną dla Marcela Bielsy, „Pawie” odnotowały wiele kontuzji oraz wysoko przegrywały z powodu zmęczenia. Doprowadziło to do zwolnienia Argentyńczyka – idola kibiców klubu z Elland Road oraz jednego z najbardziej charakterystycznych trenerów w obecnej dekadzie. Czy taki sam los spotka obecnego szkoleniowca „The Reds”?
Wąska kadra i skąpstwo właścicieli
Następny problem, który był mocno widoczny nawet przed spotkaniem z Manchesterem United, to rezerwowi, wśród których czterech było młodzieżowcami. Owszem, kontuzje odegrały przy tym swoją rolę, ale czy tylko one są temu winne? O wiele więcej można zarzucić FSG – grupie, która jest właścicielem Liverpoolu. Na jej czele stoi John W. Henry, Amerykanin, który w ostatnich latach (poza transferem Darwina Nuneza) nie lubi wydawać własnych pieniędzy.











