Premiership: Arsenal nokautuje na Goodison Park


W spotkaniu na Goodison Park padło siedem bramek, z których aż sześć było dziełem „Kanonierów”. Drużyna Davida Moyesa w niczym nie przypominała drużyny z poprzedniego sezonu. Tak wysokiej porażki drużyna z Merseyside nie poniosła na własnym obiekcie od bardzo dawna. Arsenal zaliczył świetny start i jasno pokazał, że chce liczyć się w walce o mistrzostwo.


Udostępnij na Udostępnij na

Ostatnie sobotnie spotkanie pierwszej kolejki Premiership zapowiadało się niezwykle ciekawie. Na Goodison Park do boju stanęły piąta w zeszłym sezonie ekipa Evertonu naprzeciw czwartego w poprzednich rozgrywkach Arsenalu. Wskazaniem faworyta meczu przed pierwszym gwizdkiem arbitra – Marka Halseya, było zadaniem z gatunku trudnych, jeśli nie niemożliwych, co czyniło rywalizację jeszcze bardziej emocjonującą.

Spotkanie odważniej rozpoczęli gospodarze, którzy śmiało kierowali swoje ataki w okolice pola karnego Arsenalu, ale od samego początku czujna była defensywa „Kanonierów”, która łapała na spalonym kolejno Marouane’a Fellainiego i Stevena Pienaara. Goście z Londynu postawili na sprawdzoną w poprzednich sezonach taktykę, czyli atak pozycyjny. Długie wymiany piłki w środku pola, co jakiś czas przynosiły podbramkowe sytuacje graczom Wengera, jednak żaden z napastników nie potrafił skierować futbolówki do bramki strzeżonej przez Tima Howarda. Po kwadransie gra zdecydowanie ugrzęzła w środku pola i obie jedenastki miały niemałe problemy z przedostaniem się w okolice pola karnego rywala. Jeśli nawet jednej z drużyn się to udało, to brakowało wykończenia akcji celnym uderzeniem.

Kiedy wydawało się, że do głosu zaczyna dochodzić Everton, akcję Arsenalu na prawym skrzydle rozpoczął Nicklas Bendtner. Duńczyk podał do kapitana „Kanonierów” Fabregasa, ten skierował piłkę w okolice dwudziestego metra do Denilsona, który bez zastanowienia kropnął w kierunku bramki Howarda i futbolówka wylądowała w samym okienku bramki. Amerykański golkiper był w tej sytuacji bez szans. Po niespełna pół godzinie gry na Goodison Park górą byli goście z zachodniego Londynu.

Niecałe dziesięć minut mógł być remis, ale strzał Fellainiego z linii bramkowej wybił William Gallas. W odpowiedzi dośrodkowanie Robina van Persie’go z rzutu wolnego, strzałem głową, na bramkę zamienił nowy nabytek „Kanonierów” – Thomas Vermaelen.

Dokładnie pięć minut później w bliźniaczej sytuacji, tyle że z drugiej strony boiska, najwyżej w polu karnym wyskoczył Gallas i było 3:0 dla gości. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i w wyśmienitych nastrojach do szatni schodzili podopieczni Arsene’a Wengera.

Drugą połowę od atomowego uderzenia zaczęli „Kanonierzy”. Niespełna trzy minuty po przerwie Cesc Fabregas wyprowadził londyńczyków na czterobramkowe prowadzenie, w sytuacji sam na sam z zimną krwią pokonując Howarda. Kolejny cios powalił na łopatki i tak załamanych po pierwszej połowie graczy „The Toffees”. Podopieczni Davida Moyesa próbowali podnieść się z kolan, ale przychodziło im to z dużym trudem.

Szkocki szkoleniowiec próbował jeszcze zmienić obraz gry, wprowadzając po kwadransie drugiej części spotkania trzech nowych graczy. Zmiany jednak na niewiele się zdały, Arsenal mając pewny wynik spokojnie kontrolował przebieg meczu. Na trybunach Goodison Park słychać było tylko kibiców gości, którzy gromkim „Ole!” nagradzali każde udane podanie swoich ulubieńców.

O bezradności graczy Evertonu niech świadczy 70. minuta, kiedy Fabregas przejął piłkę na połowie boiska, nieatatkowany przez nikogo przebiegł 30 metrów i uderzył celnie na bramkę Howarda. Przy stanie 5:0 na boiskach Premiership ponownie zameldował się Eduardo da Silva, powracający po koszmarnej kontuzji odniesionej w lutym 2008 roku w spotkaniu z Birmingham. W ostatnim kwadransie piłkarze Evertonu marzyli już tylko o tym, aby kompromitacja przed malejącą z minuty na minutę publicznością na trybunach, jak najszybciej dobiegła końca.

Dzieła zniszczenia na Goodison Park dopełnił wspomniany wcześniej Eduardo, dobijając strzał Arszawina. Mark Halsey nie zamierzał ulżyć gospodarzom i do regulaminowego czasu gry doliczył trzy minuty, podczas których honorowe trafienie dla „The Toffees” zaliczył Louis Saha. Nie zmieniło to jednak faktu, że Everton został zmiażdżony przez „Kanonierów” i musi zrobić wszystko, aby podobny blamaż już w tym sezonie się nie powtórzył.

Najnowsze