Już w przyszłym tygodniu najlepsze kluby Starego Kontynentu powrócą na europejską arenę, aby przystąpić do pucharowej rywalizacji w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Z tej okazji spróbujemy ocenić, która z angielskich ekip ma największe możliwości skutecznego reprezentowania Premier League w europejskiej rywalizacji.
Nie da się ukryć, że tak dobrze z angielskimi zespołami nie było od dłuższego czasu. W ostatnich trzech sezonach jedynie Manchester City próbował bronić honoru Premier League, choć ostatecznie i tak nieznacznie uległ w półfinale Realowi Madryt, a miało to miejsce w rozgrywkach 2015/2016. Dziś, na starcie fazy pucharowej, znalazło się miejsce dla wszystkich pięciu przedstawicieli angielskiej piłki. Ostatni raz komplet ekip występujących na co dzień w najbardziej medialnej krajowej lidze znalazł się na etapie 1/8 finału przed czterema laty, a jedna z nich – Chelsea – przebiła się ostatecznie do półfinału. Jak będzie teraz? Biorąc pod uwagę bieżącą sytuację i dyspozycję, przyjrzymy się, która z nich startuje z najlepszej pozycji w wyścigu europejskich potentatów.
Mała rozgrzewka przed ćwierćfinałem
Podopiecznych Pepa Guardioli śmiało można już umiejscowić w gronie ćwierćfinalistów. Mistrzowie Szwajcarii z całą pewnością należeli do tych drużyn, z którymi inni giganci – na czele z Barceloną i Paris-Saint Germain – chcieliby się zmierzyć. Nie oszukujmy się. Jeśli już na etapie ćwierćfinału lub półfinału los nie skojarzy ze sobą „The Citizens” z wicemistrzami Hiszpanii czy też mistrzami Francji, drużynę z Etihad Stadium trzeba będzie traktować jako jednego z głównych kandydatów do końcowego triumfu. Ich niezwykle komfortowe położenie w rozgrywkach ligowych pozwala całkowicie skupić się na nadrzędnym celu, jakim oczywiście jest Liga Mistrzów. Oczko w głowie katarskich szejków, całego środowiska związanego z tą częścią Manchesteru, któremu podporządkowany został cały proces budowy perfekcyjnej piłkarskiej maszyny.
W takiej sytuacji – oczywiście przy całym szacunku dla Basel, któremu należą się brawa za awans z grupy, gdyż to Benfica jawiła się raczej jako kandydat do zajęcia pozycji numer dwa – dwumecz ze Szwajcarami powinien być traktowany z przymrużeniem oka. Małym przetarciem przed ćwierćfinałem, rozpoczynającym prawdziwą grę dla Manchesteru City w elitarnych rozgrywkach. Zresztą o liderze Premier League napisano już w ostatnim czasie wszystko. Nie da się ukryć, że to drużyna z największymi możliwościami spośród angielskich ekip.
Minimalizm Mourinho a Sevilli życie po Berizzo
Manchester United za sprawą ubiegłorocznego triumfu w Lidze Europy powrócił po rocznej przerwie do najbardziej pożądanych europejskich rozgrywek. I jak pokazała faza grupowa, powrót ten należy uznać za udany. Sympatycy „Czerwonych Diabłów” mogą oczywiście psioczyć na metody stosowane w pracy przez Jose Mourinho i powściągliwość w grze ich ulubieńców. Czy słusznie? Trudno powiedzieć. Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie to oni, z pięciopunktową przewagą nad trzecim zespołem w tabeli, rozdają karty w wyścigu o wicemistrzostwo Anglii. A i w rywalizacji 1/8 finału Ligi Mistrzów znajdują się w doskonałej pozycji wyjściowej.










