Wyjazd na Cypr nikomu przed meczem nie jawił się jako coś dobrego. Nie mówiono o tym, że trzeba zagrać na obcym terenie, ale w jakich warunkach. Do tego z cypryjskimi drużynami na Cyprze szło nam dość słabo. Jednak Lech mimo tych wszystkich przeciwności pokonał Apollon i śmiało maszeruje w kierunku 4. rundy eliminacji.
Apollon Limasoll nie zapowiadał się przed meczem na drużynę lepszą od Lecha. Cypryjski zespół posiadał swoje atuty, jest obecnie najlepszą drużyną na Cyprze oraz rozgrywał spotkanie na swoim stadionie. Lech z drugiej strony w europejskich rozgrywkach prezentował się dotychczas bardzo dobrze. Dwa mecze, obydwa zakończone zwycięstwem 3:0 i o ile pierwsze było formalnością, to w drugim obawialiśmy się jego porażki.
Atmosfera w Polsce jak zawsze w ostatnim czasie była mieszana. Wierni i zagorzali kibice jasno twierdzili, że Lech ten mecz musi wygrać bez problemów. Inni mówili, że nie ma szans, by drużyna z Poznania zdobyła choćby bramkę na Cyprze. Prawda leżała gdzieś pośrodku. Lech przed spotkaniem z Apollonem zdecydowanie nie mógł czuć się bez szans. Trzeba było po prostu na to spotkanie wyjść i zagrać jak do tej pory. Każde inne rozwiązanie i brak koncentracji zdecydowanie odbierały drużynie z Poznania jakiekolwiek szanse.
Lech wystąpił w składzie identycznym z tym przeciwko Hammarby. Apollon w porównaniu do spotkania z OFI Kreta wyglądał inaczej z powodu licznych kontuzji. Zabrakło Pedro, Yuste oraz Matei.
Lech był Dobry, Zły i Brzydki
Dobry, Zły i Brzydki to tytuł jednego z wielu kultowych filmów z Clintem Eastwoodem. Taka właśnie w pierwszej połowie była drużyna trenera Żurawia. Reprezentowała sobą każde z tych trzech oblicz. Nie było równej gry, nie było też koncentracji przez 45 minut. Jakub Moder wyglądał tak, jakby go momentami w tym meczu nie było. Tymoteusz Puchacz dużo próbował, ale popełniał też wiele błędów, które szczęśliwie kończyły się dla niego bez straty gola.
Dobry Lech był 20 minut po pierwszej groźnej akcji Apollonu. Potrafił wymienić kilka podań, przesunąć grę na połowę rywali i grać swoje. Wyglądał tak jak przez większość tego sezonu. Starał się kontrolować wydarzenia boiskowe poprzez posiadanie piłki. W tym czasie kilka razy dośrodkował w pole karne Puchacz, dobrze pokazywał się do gry Tiba, a swoje dorzucił też Ishak, ale gol nie padł.









