Wczoraj, dokładnie o godzinie 15:10, na swoim koncie na Twitterze Ibrahimović umieścił ciekawą grafikę. Jest na niej on sam w białej szacie, bije od niego niebiańska światłość i jakby tego było mało, siłuje się na rękę z samym diabłem. Pod spodem opis „zjednoczyłem to” („I UNITED it”) i link do oficjalnego konta Manchesteru United. W ten sposób Szwed ogłosił całemu światu, że wraca na Old Trafford.
„Ibrakadabra”
Zlatan od zawsze znany był z dużej pewności siebie, żeby nie powiedzieć, z zarozumialstwa i pychy. Już jako młody zawodnik powtarzał swoim kolegom, że będzie najlepszym piłkarzem na świecie, później, w trakcie seniorskiej kariery, często lubił podkreślać, że wszystko, co osiągają kluby, w których gra, zawdzięczają właśnie szwedzkiemu napastnikowi. Jakże to odmienne od standardowej postawy sportowców, którzy zawsze raczej skromnie zwracają uwagę na dużą rolę kolegów, trenera, otoczenia, kibiców czy rodziny. Zlatan mówił inaczej, otwarcie stwierdzał, że jest najlepszy. I miał ku temu powody, bowiem gdziekolwiek się nie pojawił, wszystko, czego dotykał, zamieniał w złoto. Każdy klub, do którego przechodził, zdobywał kolejne trofea. Łącznie ma na swoim koncie, zanim dołączył do „Czerwonych Diabłów” po raz pierwszy, 13 tytułów mistrza kraju (Holandii, Włoch, Hiszpanii, Francji, z czego dwa scudetto zdobyte z Juventusem anulowano po aferze Calciopoli), do tego Puchary Holandii i Francji (dwa), trzy Puchary Ligi Francuskiej, Superpuchar Holandii, trzy Superpuchary Włoch, Superpuchar Hiszpanii, trzy Superpuchary Francji, jeden Superpuchar Europy oraz klubowe mistrzostwo świata (oba ostatnie w barwach Barcelony). Uff, całkiem sporo, sami przyznacie.
Jedyne, czego brakuje Ibrahimoviciowi, to Liga Mistrzów oraz przynajmniej podium w plebiscycie France Football na najlepszego piłkarza globu. Dzięki swoim osiągnięciom i umiejętnościom strzelania bramek (często też nieprzeciętnej urody) zyskał przydomek „Ibrakadabra”. Działacze Manchesteru United, wciąż niemogącego się otrząsnąć po odejściu sir Alexa Fergusona, potrzebowali piłkarza, który ma w genach zdobywanie trofeów i pomoże zespołowi powrócić do najlepszych lat. Razem z przychodzącym na Old Trafford portugalskim trenerem, Jose Mourinho, kolejnym specem od wygrywania, z którym znali się ze współpracy w Interze Mediolan, wydawało się, że tylko kwestią czasu będzie, kiedy United zaczną z powrotem zapełniać gabloty swojego klubowego muzeum kolejnymi pucharami.
„Ibra” rusza na podbój Anglii
Byli oczywiście tacy, którzy nie wierzyli w Szweda. Mówiono o jego wieku, że to już za późno na podbój Premier League, że to nie Francja, tylko najsilniejsza liga świata i nawet takiemu zawodnikowi jak „Ibra” nie będzie tak łatwo strzelać bramki. Ale już w swoim oficjalnym debiucie w czerwonej koszulce Zlatan zdobywa trofeum i na dodatek strzela gola. 7 sierpnia 2016 r. United pokonują w meczu o Tarczę Wspólnoty ówczesnego mistrza Anglii, Leicester City, 2:1, a zwycięską bramkę strzela nie kto inny, jak właśnie Ibrahimović. Później bywało różnie z Manchesterem, zespół zgrywał się, uczył taktyki Mourinho, tracił dużo punktów w lidze, w Lidze Europy dobre występy przeplatał bezbarwnymi. Zlatan jednak strzelał i asystował, nieraz ratując drużynę z Old Trafford. Był niekwestionowanym liderem w szatni i na boisku. Często podkreślali to jego młodsi koledzy, mówili o roli, jaką odgrywa w tworzeniu atmosfery w zespole.










