668 dni bez gry. 11 operacji. Mało brakowało do amputacji stopy. Z nieba do piekła… do nieba z powrotem! Fantastyczna gra potwierdzona dwiema bramkami z Realem Madryt. Pierwsza to fantastyczny techniczny strzał, co ważne: tą samą stopą, której mógł nie mieć. Druga strzelona głową, co dla zawodnika o wzroście 1,65 cm jest wyczynem. Proszę Państwa, przed Państwem Santiago Cazorla Gonzalez!
„Kładłem się na stół operacyjny tak, jakbym szedł do łóżka. Sądziłem, że nigdy nie wrócę”
10 września 2013 roku, towarzyski mecz Hiszpania – Chile. Kontuzja kostki i ponad miesiąc pauzy. Zawodnik nie był jednak tego świadomy, myślał, że ból minie. Sam wspomina na łamach hiszpańskiej „Marki”: – W pierwszych połowach dawałem radę, nie bolało aż tak bardzo. Jednak podczas przerwy mój organizm wychładzał się, a to nie działało na mnie dobrze. Czasami tak bolało, że płakałem.
Zawodnik był zmuszony do operacji, dotyczyła ona jednak więzadeł w kolanie. Stracił kolejne pół roku na bolesnej rehabilitacji. Ból w kostce nie ustępował, a nawet się nasilał. Angielscy lekarze nie potrafili mu pomóc. Ból nasilał się do tego stopnia, że lekarze życzyli mu tego, aby mógł spacerować z synem po ogrodzie, nie wspominając o grze w piłkę. Cazorla, wiedząc, że w Anglii nikt nie może mu pomóc, wrócił do Hiszpanii i poddał się prywatnej rehabilitacji. Tu nastąpiło najgorsze. Lekarz zauważył gangrenę w stopie i 8 cm ubytku ścięgna pięty.
Przez ową infekcję groziła mu nawet amputacja stopy. Niezbędne były kuracja antybiotykami oraz przeszczep skóry.
– Ból zostanie ze mną na zawsze. Ale najtrudniejsze nie były kolejne operacje czy rehabilitacja, lecz to, że nie mogłem być z rodziną. Kończyłem zajęcia i wracałem do pustego hotelowego pokoju. Kiedy widziałem się z dziećmi, prosiły: „Nie jedź, zostań w domu!”. Ale syn mówił również: „Tato, chcę zobaczyć, jak grasz w piłkę”. To sprawiało, że choć miałem wątpliwości, zwyciężyła chęć powrotu do futbolu na najwyższym poziomie – wspominał Santi.
Rehabilitacja nie była łatwa ani pozbawiona bólu. Santi pracował z lekarzem od 10 do 21. Hiszpan pokazał, że w jego małym ciele jest ogromny charakter. Nieoceniona jednak było w tym wsparcie rodziny i jego koledzy z reprezentacji, David Villa, Andres Iniesta czy David Silva. Podtrzymywali na duchu kolegę poprzez codzienne wiadomości.
Powrót do gry
– Przyszedł do mnie Arsene Wenger i powiedział, że dadzą mi jeszcze jeden rok kontraktu. Docenili mnie, chcieli, żebym skupił się na sobie. Przeszedł operacje, wyzdrowiał i wracał do nich – wspominał zawodnik. Santi jednak nie zagrzał za długo miejsca w drużynie z Londynu. Usłyszał, że może poszukać słabszej ligi, gdzie jeszcze zagra w piłkę. Chciał, aby jego dzieci widziały, jak gra. Wielu wróżyło mu ligi azjatyckie czy MLS, gdzie dobrze zarobi. Wybrał jednak Villarreal, klub, z którym jest silniej związany.











