Znacie to uczucie, gdy widzisz na imprezie atrakcyjną blondynkę, nieustannie komplementowaną przez kolegów i gdy w końcu zdecydujesz się zagadać, okazuje się, że jedyne, o czym z nią możesz porozmawiać, to jej nowe tipsy? No to mniej więcej ta sytuacja obrazuje rozczarowanie, jakie w tym momencie mają prawo przeżywać belgijscy kibice.
Fellaini, Lukaku, De Bruyne, Carrasco, Witsel, Nainggolan, Courtois. Drużyna klubowa z takimi nazwiskami w składzie byłaby corocznym faworytem do zwycięstwa w Lidze Mistrzów i zmonopolizowania europejskiego futbolu na lata. Jednak gra „Czerwonych Diabłów” z Beneluksu nijak się ma do czasów świetności Manchesteru United, a sama kadra wydaje się stanowić bardziej zbiorowisko wybitnych jednostek niż funkcjonujący zespół.
A przecież nic w pierwszych minutach nie zapowiadało, że ocena poczynań Belgów będzie musiała wyglądać tak stanowczo i niekorzystnie. Dominacja od pierwszych minut, szybko strzelona bramka i…
No właśnie, wypadałoby zapytać, co się potem właściwie stało z defensywą podopiecznych Marca Wilmotsa. Najprościej byłoby stwierdzić, że na lewej stronie obrony otworzono autostradę do przeprowadzania niebezpiecznych akcji, a w roli niegroźnego policjanta z drogówki wystąpił Jordan Lukaku. Młodszy brat napastnika Evertonu kompletnie nie był w stanie sobie poradzić z szybkimi kontrami Brytyjczyków i udowodnił, że (w przeciwieństwie do wczoraj) nie każdy nastolatek może skutecznie rywalizować z piłkarzami europejskiego formatu. W pierwszej połowie boczny defensor zaliczył zero odbiorów i wygranych pojedynków główkowych. Jedno przejęcie bezpańskiej piłki i tyle samo wybić nie ratuje jego statystyk z tamtej części spotkania. A, zapomniałbym, dodatkowo pokazał, jak nie należy kryć przy rzucie rożnym.
https://twitter.com/GIFsFootie/status/748963152948330497
Jordan Lukaku w ogóle nie wystąpiłby w dzisiejszym meczu, gdyby nie plaga kontuzji w belgijskim zespole. Kontuzja Vertonghena i zawieszenie Vermaelena obnażyły jednak wszystkie słabości tego kolosa na glinianych nogach, który regularnie wymieniany był jako główny faworyt do tytułu mistrza Europy. Słabo funkcjonująca para stoperów Denayer – Alderweireld także nie podołała w tym spotkaniu, bezlitosny Internet miesiącami będzie wspominał chwilę, gdy bezrobotny napastnik z Championship nawinął trzech obrońców na raz jednym ruchem nogi.
https://twitter.com/Euro16goalz/status/748973441294954502
Hurra i do przodu!
Z pozoru radosny i ofensywny futbol grany przez podopiecznych Marca Wilmotsa okazał się słabą receptą na atuty walijskiej reprezentacji. Belgowie dopiero w końcówce meczu naprawdę przeważyli w statystyce posiadania piłki, przez długi czas przegrywając w tym aspekcie, co było przed pierwszym gwizdkiem nie do pomyślenia. Gwoździem do trumny dla piłkarzy z ojczyzny Poirota był brak określonej strategii ataku. Albo mieliśmy bombardowanie, z którego Walijczycy jakimś cudem uchodzili (trzy „setki” zmarnowane na przestrzeni kilku sekund!), albo rozgrywanie w kółeczku na wysokości trzydziestego metra od bramki Hennesseya. Z taką grą Belgowie nie poradziliby sobie w półfinale z przeciętnymi Portugalczykami. Tym chętniej w gronie najlepszych czterech europejskich drużyn przywitamy ekipę Walii mającą pomysł na siebie i chęć jego realizacji. Bo przecież nazwiska nie grają.
Moim zdaniem Walia z taką grą zasługuje na finał. Swoją drogą czy możemy mówić o meczu o złotą piłkę?
Ciekawy punkt widzenia, ale według mnie to nie jest mecz o Złotą Piłkę. Ronaldo zwyczajnie nie zasługuje w tym momencie na branie pod uwagę w kontekście tej nagrody. Co innego Bale :)