Już w czwartek druga runda eliminacji do Ligi Europy. Od tej właśnie fazy do gry przystąpi tegoroczny wicemistrz Polski – Legia Warszawa. Dla piłkarzy ze stolicy spotkanie z rumuńskim FC Botoszany będzie okazją do zmazania plamy po falstarcie, jaki zaliczyli w meczu o Superpuchar Polski z Lechem Poznań.
Udział piłkarzy Legii w Lidze Europy to dla kibiców z Warszawy marna nagroda pocieszenia. Fani na pewno liczyli, że ich zespół po raz kolejny będzie miał okazję zawalczyć o udział w elitarnej Lidze Mistrzów. O ile w ubiegłym roku nie popisali się działacze (błędy formalne i walkower z Celtikiem), to tym razem na wysokości zadania nie stanęli piłkarze, przegrywając walkę o mistrzostwo kraju. Pierwszym rywalem legionistów w walce o fazę grupową LE będzie ósmy zespół poprzedniego sezonu ligi rumuńskiej – FC Botoszany. Awans do kolejnej rundy eliminacji to obowiązek piłkarzy Legii.
Po dość niemrawym początku okresu transferowego w końcu się nieco ruszyło, jeżeli chodzi o wzmocnienia składu warszawskiego klubu. Do zakontraktowanych już wcześniej Nemanji Nikolicia i Pablo Dyego dołączył obrońca reprezentacji Polski – Michał Pazdan – oraz urodzony w Szwajcarii Serb – Aleksandar Prijović. W mediach cały czas pojawiają się kolejne nazwiska w kontekście transferów do klubu – jeżeli Legia chce nawiązać do ubiegłorocznych sukcesów w europejskich pucharach, kolejne wzmocnienia są nieodzowne.
Szkoleniowiec
fot.: Grzegorz Rutkowski (iGol)
Brak mistrzostwa dla Legii w ubiegłym sezonie to początek końca Henninga Berga w Warszawie. Władze klubu, mając na względzie długofalowy rozwój klubu, o pożegnaniu się z Norwegiem na razie nie myślą. Głosy domagające się głowy Berga szczególnie wzmogły się po porażce Legii w meczu o Superpuchar. Przegrana z Lechem była dla warszawiaków bolesna. Trudno się jednak spodziewać, żeby zaważyła o losie trenera. Prawdziwym sprawdzianem dla Berga będą mecze w europejskich pucharach – jeżeli uda mu się powtórzyć ubiegłoroczny sukces, zamknie usta krytykom. Jeśli zawiedzie, będzie to dla niego ostateczny koniec.
Bramkarze
Dusan Kuciak w zimowym okienku transferowym zyskał godnego siebie konkurenta. Wielu kibiców dziwiło się temu transferowi, jednak Arkadiusz Malarz udowodnił, że sprowadzenie go na Łazienkowską nie było złym pomysłem. Słowak, który jesienią (szczególnie w meczach ligowych) wyraźnie obniżył loty, czując na plecach oddech doświadczonego golkipera, w rundzie wiosennej prezentował się już dużo lepiej. Zaraz po zakończeniu sezonu spekulowano, że Kuciak może opuścić Legię (mówiło się o zainteresowaniu: Bursasporu, Aston Villi, a nawet Podbeskidzia Bielsko-Biała). Ostatecznie Słowak najprawdopodobniej zostanie w Legii na kolejny sezon. Przy zachowaniu obecnego stanu posiadania wydaje się, że pozycja bramkarza w Legii jest dobrze obsadzona.
Po zakończeniu ubiegłego sezonu postanowiono pożegnać się dwójką stoperów – po ośmiu latach w Legii do APOEL-u Nikozja odszedł Inaki Astiz, Dossa Junior będzie teraz grał w Konyasporze. W ich miejsce z Jagielloni Białystok sprowadzono Michała Pazdana. Prowadzone też były rozmowy z Niko Datkoviciem, ale po pozyskaniu reprezentanta Polski temat upadł. Zastanawia fakt odpuszczenia chorwackiego obrońcy, ponieważ wygląda na to, że po odejściu dwójki stoperów w Legii pojawi się tylko jeden nowy zawodnik na tę pozycję. Jeżeli chodzi o środek obrony, Berg ma do dyspozycji trzech graczy na niezłym poziomie: Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan i Igor Lewczuk. Ten pierwszy to obrońca na miarę Legii w obecnym momencie. Może piłkarz nie grzeszy zwrotnością, ale to nadal jeden z najlepszych ŚO w Polsce. Wprawdzie norweski trener w meczu o Superpuchar Polski próbował Pazdana na pozycji defensywnego pomocnika, jednak w dłuższej perspektywie należy spodziewać się, że stworzy parę środkowych obrońców wraz z Rzeźniczakiem.
Lewy obrońca to pozycja, która wciąż wymaga wzmocnienia. Wprawdzie kiedy kontuzjowany był Tomasz Brzyski, nie najgorzej na nowej dla siebie pozycji radził sobie Guilherme, jednak nie jest to rozwiązanie optymalne. Warto też pamiętać, że Brzyski to już nie młodzieżowiec, więc transfer nowego LO jest jak najbardziej oczekiwany.
Prawa obrona to druga po bramce pozycja, która jest obsadzona w sposób optymalny. Jesienią doszło nawet do sytuacji, że do reprezentacji nie był powoływany grający od pięciu meczów w wyjściowym składzie Bartosz Bereszyński, a siedzący w tym czasie na ławce Łukasz Broź. Były kapitan Widzewa, który jesienią prezentował chyba najwyższy w swojej dotychczasowej karierze poziom, na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Rywalizacja i na tej pozycji zapowiada się ciekawie.
Środek pola
Po odejściu Miroslava Radovicia największą gwiazdą Legii miał być Ondrej Duda. Przy takim założeniu możemy dziś stwierdzić, że Słowak nie sprostał oczekiwaniom. Wiosną forma 20-latka w niczym nie przypominała jego jesiennych popisów w Lidze Europy. Nie brał na siebie ciężaru gry, a w wielu meczach był kompletnie niewidoczny. Wydawało się, że Duda jedną nogą jest już w Interze, ale ostatecznie do transferu nie doszło. Jeżeli Słowak zostanie w Warszawie (wciąż mówi się o zainteresowaniu innych klubów), trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile będzie on Legii przydatny. Wprawdzie brał udział w przygotowaniach do nowego sezonu, był razem z drużyną na zgrupowaniu w Austrii, ale trenował tam jedynie indywidualnie, a myślami był już zapewne w Mediolanie. Można się spodziewać, że przynajmniej na początku rundy jego miejsce w składzie zajmie Michał Masłowski.
Tomasz Jodłowiec wiosny nie zaliczy do udanych, ale w Legii wciąż pozostanie kluczowym graczem – jak na naszą ligę to zawodnik-maszyna. Pozycję w pierwszym składzie (oraz opaskę kapitana) może stracić drugi defensywny pomocnik – Ivica Vrdoljak. Słaba dyspozycja Chorwata w rundzie finałowej może sprawić, że w jego miejsce na dłużej do składu wskoczy Dominik Furman.
Skrzydłowi i napastnicy
Michał Kucharczyk to niewątpliwie odkrycie Berga. Odkrył Kucharczyka na nowo – zawodnik w Legii jest już od dawna, ale jeszcze nigdy nie był w drużynie postacią wiodącą, jak to jest teraz u Norwega. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że był najrówniej grającym piłkarzem Legii poprzedniego sezonu. Pomimo jego wyraźnych braków „Kuchy” ma jeszcze Legii sporo do zaoferowania – nadrabia zaangażowaniem w grę.
Na pozycji prawoskrzydłowego najczęściej znowu będziemy widzieć Michała Żyro. Chociaż piłkarz wielokrotnie był już łączony z zagranicznymi klubami, wydaje się, że ostatecznie nadal będzie zawodnikiem Legii. Żyro wielokrotnie udowadniał, że umiejętności ma nieprzeciętne. Jednak momenty świetnych występów przeplata długimi minutami gry bezbarwnej albo wręcz słabej. Tej słabej gry w minionym sezonie było aż nadto. Z tego powodu pozycja Żyry w układance Berga jest dużo słabsza niż w pierwszej połowie sezonu 2014/2015. O miejsce w podstawowej jedenastce będzie musiał rywalizować z Guilherme.
Postawa napastników w przyszłym sezonie to wielka niewiadoma, ponieważ na tę pozycję sprowadzono dwóch nowych zawodników. Oczekiwania względem obojga są bardzo duże – Nemanja Nikolić na Węgrzech zdobywał gole na potęgę. Skauci Legii przekonani są też, że Aleksandar Prijović szybko spłaci wydane na niego 500 tys. euro. Dobrą wiadomością jest, że w związku z zakontraktowaniem wspomnianych zawodników Marka Saganowskiego w składzie Legii będziemy teraz widywać od święta. 36-letni już „Sagan” czasu nie oszuka. W minionym sezonie rozegrał 31 meczów w lidze i strzelił w nich zaledwie dwie bramki. Szczególnie rozczarowała jego postawa w końcowej fazie sezonu, kiedy to na nim spoczął obowiązek zdobywania bramek. Saganowski niestety nie podołał, nie stwarzał większego zagrożenia pod bramką rywali, a kiedy już stawał przed okazją do strzelenia bramki, zaliczał koszmarne pudła.
Podsumowanie
Wiele mówiło się o rewolucji, która ma za sobą przynieść zmianę stylu gry Legii. Do rewolucji w składzie ostatecznie nie doszło (przyszło czterech nowych piłkarzy, odeszło pięciu), nie widać też, żeby legioniści grali w piłkę w inny sposób. Mecz z Lechem pokazał, że to wciąż ta sama Legia bez pomysłu na grę. Punktem zwrotnym w postawie warszawskiej drużyny w minionym sezonie była decyzja o pożegnaniu się z liderem zespołu – Miroslavem Radoviciem. To głównie na nim opierał się pomysł na grę Legii. Od momentu odejścia Serba Legia nie odniosła żadnego spektakularnego zwycięstwa. Najważniejsze mecze przegrała (czy to z Ajaksem, czy decydujące o MP starcie z Lechem). Nawet kiedy wygrywała, to po takiej grze, że oczy krwawiły. Jeżeli w Warszawie myślą o podboju Europy, niezbędne są zmiany – jednym z rozwiązań może być sprowadzenie klasowego piłkarza-lidera, który będzie decydował o obliczu gry Legii. Jeżeli okaże się to niemożliwe, należy zmienić taktykę – system, który świetnie funkcjonował z Radoviciem, w układzie z Masłowskim nie ma szans na powodzenie. Trzeci wariant: #BergOut.
Obowiązkiem Legii jest zakwalifikowanie do IV rundy eliminacji do Ligi Europy. Rumuni z FC Botoszany to debiutanci w europejskich rozgrywkach. Ich obecna forma również przemawia na korzyść Legii (w niedzielę zremisowali 0:0 z CSU Krajowa po beznadziejnej grze). W IV rundzie eliminacyjnej legioniści także będą rozstawieni. Pomimo to nadal mogą trafić na zespoły takie jak West Ham United czy Rosenborg (ich pogromca sprzed trzech lat). Patrząc jednak na formę piłkarzy, nawet w przypadku wylosowania dużo słabszego rywala awans do fazy grupowej LE może być marzeniem ściętej głowy.
Pierwszy mecz z FC Botoszany odbędzie się w Warszawie 16 lipca (czwartek) o godz. 21:00. Ceny biletów: 15-70 zł. Transmisja w TVP2 i na Sport.tvp.pl.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Już w czwartek druga runda eliminacji do Ligi Europy. Od tej właśnie fazy do gry przystąpi tegoroczny wicemistrz Polski – Legia Warszawa. Dla piłkarzy ze stolicy spotkanie z rumuńskim FC Botoszany będzie okazją do zmazania plamy po falstarcie, jaki zaliczyli w meczu o Superpuchar Polski z Lechem Poznań.
Udział piłkarzy Legii w Lidze Europy to dla kibiców z Warszawy marna nagroda pocieszenia. Fani na pewno liczyli, że ich zespół po raz kolejny będzie miał okazję zawalczyć o udział w elitarnej Lidze Mistrzów. O ile w ubiegłym roku nie popisali się działacze (błędy formalne i walkower z Celtikiem), to tym razem na wysokości zadania nie stanęli piłkarze, przegrywając walkę o mistrzostwo kraju. Pierwszym rywalem legionistów w walce o fazę grupową LE będzie ósmy zespół poprzedniego sezonu ligi rumuńskiej – FC Botoszany. Awans do kolejnej rundy eliminacji to obowiązek piłkarzy Legii.
Po dość niemrawym początku okresu transferowego w końcu się nieco ruszyło, jeżeli chodzi o wzmocnienia składu warszawskiego klubu. Do zakontraktowanych już wcześniej Nemanji Nikolicia i Pablo Dyego dołączył obrońca reprezentacji Polski – Michał Pazdan – oraz urodzony w Szwajcarii Serb – Aleksandar Prijović. W mediach cały czas pojawiają się kolejne nazwiska w kontekście transferów do klubu – jeżeli Legia chce nawiązać do ubiegłorocznych sukcesów w europejskich pucharach, kolejne wzmocnienia są nieodzowne.
Szkoleniowiec
fot.: Grzegorz Rutkowski (iGol)
Brak mistrzostwa dla Legii w ubiegłym sezonie to początek końca Henninga Berga w Warszawie. Władze klubu, mając na względzie długofalowy rozwój klubu, o pożegnaniu się z Norwegiem na razie nie myślą. Głosy domagające się głowy Berga szczególnie wzmogły się po porażce Legii w meczu o Superpuchar. Przegrana z Lechem była dla warszawiaków bolesna. Trudno się jednak spodziewać, żeby zaważyła o losie trenera. Prawdziwym sprawdzianem dla Berga będą mecze w europejskich pucharach – jeżeli uda mu się powtórzyć ubiegłoroczny sukces, zamknie usta krytykom. Jeśli zawiedzie, będzie to dla niego ostateczny koniec.
Bramkarze
Dusan Kuciak w zimowym okienku transferowym zyskał godnego siebie konkurenta. Wielu kibiców dziwiło się temu transferowi, jednak Arkadiusz Malarz udowodnił, że sprowadzenie go na Łazienkowską nie było złym pomysłem. Słowak, który jesienią (szczególnie w meczach ligowych) wyraźnie obniżył loty, czując na plecach oddech doświadczonego golkipera, w rundzie wiosennej prezentował się już dużo lepiej. Zaraz po zakończeniu sezonu spekulowano, że Kuciak może opuścić Legię (mówiło się o zainteresowaniu: Bursasporu, Aston Villi, a nawet Podbeskidzia Bielsko-Biała). Ostatecznie Słowak najprawdopodobniej zostanie w Legii na kolejny sezon. Przy zachowaniu obecnego stanu posiadania wydaje się, że pozycja bramkarza w Legii jest dobrze obsadzona.
Obrońcy
Po zakończeniu ubiegłego sezonu postanowiono pożegnać się dwójką stoperów – po ośmiu latach w Legii do APOEL-u Nikozja odszedł Inaki Astiz, Dossa Junior będzie teraz grał w Konyasporze. W ich miejsce z Jagielloni Białystok sprowadzono Michała Pazdana. Prowadzone też były rozmowy z Niko Datkoviciem, ale po pozyskaniu reprezentanta Polski temat upadł. Zastanawia fakt odpuszczenia chorwackiego obrońcy, ponieważ wygląda na to, że po odejściu dwójki stoperów w Legii pojawi się tylko jeden nowy zawodnik na tę pozycję. Jeżeli chodzi o środek obrony, Berg ma do dyspozycji trzech graczy na niezłym poziomie: Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan i Igor Lewczuk. Ten pierwszy to obrońca na miarę Legii w obecnym momencie. Może piłkarz nie grzeszy zwrotnością, ale to nadal jeden z najlepszych ŚO w Polsce. Wprawdzie norweski trener w meczu o Superpuchar Polski próbował Pazdana na pozycji defensywnego pomocnika, jednak w dłuższej perspektywie należy spodziewać się, że stworzy parę środkowych obrońców wraz z Rzeźniczakiem.
Lewy obrońca to pozycja, która wciąż wymaga wzmocnienia. Wprawdzie kiedy kontuzjowany był Tomasz Brzyski, nie najgorzej na nowej dla siebie pozycji radził sobie Guilherme, jednak nie jest to rozwiązanie optymalne. Warto też pamiętać, że Brzyski to już nie młodzieżowiec, więc transfer nowego LO jest jak najbardziej oczekiwany.
Prawa obrona to druga po bramce pozycja, która jest obsadzona w sposób optymalny. Jesienią doszło nawet do sytuacji, że do reprezentacji nie był powoływany grający od pięciu meczów w wyjściowym składzie Bartosz Bereszyński, a siedzący w tym czasie na ławce Łukasz Broź. Były kapitan Widzewa, który jesienią prezentował chyba najwyższy w swojej dotychczasowej karierze poziom, na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Rywalizacja i na tej pozycji zapowiada się ciekawie.
Środek pola
Po odejściu Miroslava Radovicia największą gwiazdą Legii miał być Ondrej Duda. Przy takim założeniu możemy dziś stwierdzić, że Słowak nie sprostał oczekiwaniom. Wiosną forma 20-latka w niczym nie przypominała jego jesiennych popisów w Lidze Europy. Nie brał na siebie ciężaru gry, a w wielu meczach był kompletnie niewidoczny. Wydawało się, że Duda jedną nogą jest już w Interze, ale ostatecznie do transferu nie doszło. Jeżeli Słowak zostanie w Warszawie (wciąż mówi się o zainteresowaniu innych klubów), trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile będzie on Legii przydatny. Wprawdzie brał udział w przygotowaniach do nowego sezonu, był razem z drużyną na zgrupowaniu w Austrii, ale trenował tam jedynie indywidualnie, a myślami był już zapewne w Mediolanie. Można się spodziewać, że przynajmniej na początku rundy jego miejsce w składzie zajmie Michał Masłowski.
Tomasz Jodłowiec wiosny nie zaliczy do udanych, ale w Legii wciąż pozostanie kluczowym graczem – jak na naszą ligę to zawodnik-maszyna. Pozycję w pierwszym składzie (oraz opaskę kapitana) może stracić drugi defensywny pomocnik – Ivica Vrdoljak. Słaba dyspozycja Chorwata w rundzie finałowej może sprawić, że w jego miejsce na dłużej do składu wskoczy Dominik Furman.
Skrzydłowi i napastnicy
Michał Kucharczyk to niewątpliwie odkrycie Berga. Odkrył Kucharczyka na nowo – zawodnik w Legii jest już od dawna, ale jeszcze nigdy nie był w drużynie postacią wiodącą, jak to jest teraz u Norwega. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że był najrówniej grającym piłkarzem Legii poprzedniego sezonu. Pomimo jego wyraźnych braków „Kuchy” ma jeszcze Legii sporo do zaoferowania – nadrabia zaangażowaniem w grę.
Na pozycji prawoskrzydłowego najczęściej znowu będziemy widzieć Michała Żyro. Chociaż piłkarz wielokrotnie był już łączony z zagranicznymi klubami, wydaje się, że ostatecznie nadal będzie zawodnikiem Legii. Żyro wielokrotnie udowadniał, że umiejętności ma nieprzeciętne. Jednak momenty świetnych występów przeplata długimi minutami gry bezbarwnej albo wręcz słabej. Tej słabej gry w minionym sezonie było aż nadto. Z tego powodu pozycja Żyry w układance Berga jest dużo słabsza niż w pierwszej połowie sezonu 2014/2015. O miejsce w podstawowej jedenastce będzie musiał rywalizować z Guilherme.
Postawa napastników w przyszłym sezonie to wielka niewiadoma, ponieważ na tę pozycję sprowadzono dwóch nowych zawodników. Oczekiwania względem obojga są bardzo duże – Nemanja Nikolić na Węgrzech zdobywał gole na potęgę. Skauci Legii przekonani są też, że Aleksandar Prijović szybko spłaci wydane na niego 500 tys. euro. Dobrą wiadomością jest, że w związku z zakontraktowaniem wspomnianych zawodników Marka Saganowskiego w składzie Legii będziemy teraz widywać od święta. 36-letni już „Sagan” czasu nie oszuka. W minionym sezonie rozegrał 31 meczów w lidze i strzelił w nich zaledwie dwie bramki. Szczególnie rozczarowała jego postawa w końcowej fazie sezonu, kiedy to na nim spoczął obowiązek zdobywania bramek. Saganowski niestety nie podołał, nie stwarzał większego zagrożenia pod bramką rywali, a kiedy już stawał przed okazją do strzelenia bramki, zaliczał koszmarne pudła.
Podsumowanie
Wiele mówiło się o rewolucji, która ma za sobą przynieść zmianę stylu gry Legii. Do rewolucji w składzie ostatecznie nie doszło (przyszło czterech nowych piłkarzy, odeszło pięciu), nie widać też, żeby legioniści grali w piłkę w inny sposób. Mecz z Lechem pokazał, że to wciąż ta sama Legia bez pomysłu na grę. Punktem zwrotnym w postawie warszawskiej drużyny w minionym sezonie była decyzja o pożegnaniu się z liderem zespołu – Miroslavem Radoviciem. To głównie na nim opierał się pomysł na grę Legii. Od momentu odejścia Serba Legia nie odniosła żadnego spektakularnego zwycięstwa. Najważniejsze mecze przegrała (czy to z Ajaksem, czy decydujące o MP starcie z Lechem). Nawet kiedy wygrywała, to po takiej grze, że oczy krwawiły. Jeżeli w Warszawie myślą o podboju Europy, niezbędne są zmiany – jednym z rozwiązań może być sprowadzenie klasowego piłkarza-lidera, który będzie decydował o obliczu gry Legii. Jeżeli okaże się to niemożliwe, należy zmienić taktykę – system, który świetnie funkcjonował z Radoviciem, w układzie z Masłowskim nie ma szans na powodzenie. Trzeci wariant: #BergOut.
Obowiązkiem Legii jest zakwalifikowanie do IV rundy eliminacji do Ligi Europy. Rumuni z FC Botoszany to debiutanci w europejskich rozgrywkach. Ich obecna forma również przemawia na korzyść Legii (w niedzielę zremisowali 0:0 z CSU Krajowa po beznadziejnej grze). W IV rundzie eliminacyjnej legioniści także będą rozstawieni. Pomimo to nadal mogą trafić na zespoły takie jak West Ham United czy Rosenborg (ich pogromca sprzed trzech lat). Patrząc jednak na formę piłkarzy, nawet w przypadku wylosowania dużo słabszego rywala awans do fazy grupowej LE może być marzeniem ściętej głowy.
Pierwszy mecz z FC Botoszany odbędzie się w Warszawie 16 lipca (czwartek) o godz. 21:00. Ceny biletów: 15-70 zł. Transmisja w TVP2 i na Sport.tvp.pl.