Do takiego wniosku, wbrew intencji autora, winien dojść wnikliwy obserwator środowiska piłkarskiego i uważny czytelnik artykułu, który pod tym samym tytułem ukazał się 13 lutego 2013 roku w internetowym serwisie Wroclaw.sport.pl.
Autor tego artykułu w ironicznym tonie przedstawia perypetie byłych zawodników Zagłębia Lubin, Janusza Gancarczyka i Patryka Rachwała, którzy w celu wymuszenia na nich zgody na przedterminowe rozwiązanie kontraktu zostali przesunięci do rezerw i przestali trenować z pierwszym zespołem, lądując finalnie w lubińskim „Klubie Kokosa”.

Autor publikacji z nieskrywanym sarkazmem odnosi się do katuszy i męczarni, jakim poddano powyższych zawodników, zmuszając ich do samodzielnych treningów bez zapewnienia odpowiedniego sprzętu w oderwaniu od reszty drużyny.
– Trudne to życie polskiego piłkarza. Przychodzi do pracy na 10:00 albo na 10:30 i jeszcze musi trenować. Nuda. Trzeba sobie jakoś radzić, urozmaicać czas. Pograć w siatkonogę, pobawić się piłeczką. Za 20 tysięcy pensji miesięcznie albo jeszcze więcej. Plus premie.
Szkoda jednak, że autor artykułu tak pobieżnie i populistycznie podchodzi do sprawy, nie dostrzegając jej drugiego dna i rzeczywistych przyczyn swoistych represji stosowanych często wobec zawodników w celu zmuszenia ich do rozwiązania kontraktów. Ciekawe, jak sam zachowałby się w sytuacji, w której odsunięto by go od dotychczasowej pracy i kazano mu np. sprzątać redakcyjne biurka przez osiem godzin dziennie. Czy nie żaliłby się wówczas na złe traktowanie? Wszakże zawarta przez niego umowa zakładała inny zakres obowiązków.
Bez wątpienia każdy zawód ma swoją specyfikę, zawód piłkarza także, której autor artykułu zdaje się nie dostrzegać. Kariera piłkarza w porównaniu z szeregiem innych zawodów jest niezmiernie krótka i okupiona znacznym wysiłkiem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Trudno się zatem dziwić, iż w takim wypadku zawodnikom należy się godziwe wynagrodzenia za ich pracę.
Niestety, w ostatnich czasach obserwujemy działania kolejnych klubów piłkarskich tworzących „Kluby Kokosa” lub stosujących inne praktyki, których celem jest pozbycie się niechcianych zawodników i doprowadzenie do wymuszonego rozwiązania przez nich kontraktów o profesjonalnym uprawianiu piłki nożnej. Pomimo ewidentnej sprzeczności takich działań z obowiązującymi przepisami federacyjnymi idea zastraszania zawodników czy też wręcz ich dyskryminacji, na wzór praktyk zastosowanych po raz pierwszy na masową skalę w Polonii Warszawa wobec Daniela Kokosińskiego, znajduje coraz liczniejszych naśladowców wśród klubów szukających pretekstów do pozbycia się z drużyny niechcianych zawodników, z którymi uprzednio zawarły intratne kontrakty.












