Mało kto przypuszczał, że po dwóch pierwszych wiosennych kolejkach T-Mobile Ekstraklasy Jagiellonia Białystok zdoła uzbierać na swoim koncie sześć punktów. „Żubry” mierzyły się przecież z aktualnym mistrzem – Legią – oraz niepokonanym przez wiele miesięcy na swoim stadionie Śląskiem. Czy doskonałe rozpoczęcie przez podlaski klub drugiej fazy sezonu 2014/2015 oznacza, że może powalczyć nawet o mistrzostwo Polski?
Na pewno znaleźlibyśmy takich optymistów, ale prawdę mówiąc, nie ma ich zbyt wielu. Po dwóch lutowych spotkaniach „Jagi” dziennikarze rozpływają się nad formą białostoczan, choć na przydzielanie im złotych medali czy nawet miejsca na podium po zakończeniu rozgrywek jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie. Dlaczego? Ano dlatego, że prawdziwych mężczyzn, jak mawiał jeden z naszych byłych premierów, poznaje się po tym, jak kończą, a nie zaczynają. Jagiellonia wystartowała imponująco, ale trzeba od razu zaznaczyć, że zwycięstwo nad Legią raczej nie byłoby możliwe, gdyby „Wojskowi” grali z „Jagą” w późniejszym terminie, a nie na parę dni przed arcyważnym spotkaniem przeciwko Ajaksowi Amsterdam. Mistrzowie Polski nie ukrywali, iż chcieliby bardzo pokonać Holendrów (ostatecznie przegrali wyjazdowy mecz 0:1, dziś rozegrają rewanż) i dostać się do kolejnej fazy Ligi Europy, a potem – może nawet wystąpić w majowym finale tych rozgrywek, który zostanie rozegrany na Stadionie Narodowym.
By zaoszczędzić siły najważniejszych graczy przed zeszłotygodniowym polsko-holenderskim starciem, trener Henning Berg desygnował do boju przeciwko Jagiellonii mocno rezerwowy skład, co lepiej zgrana ekipa Michała Probierza skrzętnie wykorzystała. Pewna wygrana 3:1, a w następnym tygodniu pokonanie Śląska Wrocław 1:0 sprawiły, że były trener m.in Lechii Gdańsk oraz Wisły Kraków ponownie zaczął być nazywany „polskim Guardiolą”. Sam szkoleniowiec nie ukrywa radości ze świetnej postawy swojej drużyny, ale do składania deklaracji o wywalczeniu mistrzostwa jeszcze mu daleko. I słusznie, gdyż na przestrzeni kilku następnych miesięcy może wydarzyć się bardzo dużo, tym bardziej że polska ekstraklasa jest nieprzewidywalna jak mało która liga.
Koncentracja i cierpliwość
Jak już było wspomniane wcześniej, lutowym zwycięstwom Jagiellonii nie umniejsza nawet fakt, iż Legia przeciwko „Żubrom” wystawiła kilku rezerwowych zawodników, a gracze Śląska byli bardziej aktywni, lecz mniej skuteczni w starciu przeciwko białostoczanom. Chłopcy Probierza zrobili swoje, zgarnęli sześć punktów i teraz najważniejszym zadaniem urodzonego w Bytomiu szkoleniowca jest utrzymać wśród swoich podopiecznych należytą koncentrację. A z tym, jak wiadomo, bywa różnie. Polskie media nie potrzebują wiele powodów, by z dnia na dzień uczynić kogoś gwiazdą światowego formatu. Czasami wystarczy rozegrać kilka solidnych meczów i już nazwisko danego gracza jest odmieniane na różnego rodzaju portalach przez wszystkie przypadki. Tak było jakiś czas temu z „nowym Vierą”, jak nazwano 17-letniego Krystiana Bielika, który podpisał kontrakt z Arsenalem. Teraz zaś wszyscy dokoła ekscytują się rewelacyjną postawą bramkarza „Jagi”, Bartłomieja Drągowskiego.











