Elegancka, zazwyczaj młoda, rozpoznawalna twarz, ewentualnie charakterystyczny głos. Takie cechy klasyfikują każdego celebrytę do występów w reklamach telewizyjnych czy radiowych. Do sportowców producenci podchodzą jednak z dystansem. Długo również piłkarze nie byli rozchwytywani – ani wyników, ani znanej twarzy. Teraz ten trend ulega zmianie…
Reklama ma wiele interpretacji. Normalnych ludzi drażni, bo leci w przerwach w telewizji, między piosenkami w radiu czy jest eksponowana na ulicy, co przeszkadza w kontemplacji naturalnego krajobrazu w danym mieście. Dla koncernów jest szansą na promocję swojego produktu, a żeby była ona skuteczna, trzeba zatrudnić celebrytów. Zazwyczaj są to osoby publiczne – aktorzy, reżyserzy, piosenkarze, pisarze czy po prostu osoby znane z tego, że są znane. Jakie są korzyści? Oczywiście duże pieniądze, które są dla wielu najważniejsze. Ma to jednak też gorszą, mroczną stronę. Można stracić reputację, bo są reklamy, które przekraczają granicę dobrego smaku, co świetnie widać w kultowej polskiej komedii „Dzień świra” . Do tego zirytowani ludzie oglądający kolejne ogłoszenie czasami potrafią znienawidzić np. jakiegoś aktora za to, że jego twarz pojawia się w reklamie. Pewnie dlatego nie imają się ich sportowcy. Stereotyp osoby zawodowo uprawiającej sport jest nie najlepszy. Zazwyczaj taka persona kojarzy się z niewykształconym półgłówkiem, który nie potrafi się wysłowić. Zresztą w jednej z części filmu „Rocky’’ pojawia się bardzo obrazowy fragment. Główny bohater otrzymuje propozycję pracy w reklamie. Zachwala w niej dezodorant marki „Dzikus”, jednak robi to katastrofalnie. Nie potrafi przeczytać prostego tekstu, popełnia wstydliwe gafy, myli się wielokrotnie i wylatuje z planu. Nic dziwnego, że nasi piłkarze długo bali się pokazywać swój wizerunek na ekranie.

Zresztą nikt ich tam raczej nie chciał. Reprezentanci Polski przed eliminacjami do przyszłorocznego turnieju we Francji byli synonimem porażki, którą w ich kontekście odmieniało się przez wszystkie przypadki. Mówi się, że atrakcyjność celebrytów dla współczesnego konsumenta związana jest z jego marzeniami, aspiracjami, które utożsamia on ze znaną osobą. Trudno więc, żeby ktokolwiek utożsamiał się z fatalną ekipą Waldemara Fornalika, która przegrywała w bezpośrednich starciach z Ukrainą, Anglią czy remisowała ze słabą Mołdawią. Z nominacją Adama Nawałki przyszły jednak sukcesy, kolejne zwycięstwa w eliminacjach, a w konsekwencji awans na Euro 2016. Polska znów zakochała się w piłce nożnej. Tym razem z wzajemnością. To wszystko odbiło się na popularności zawodników „Biało-czerwonych”. Znów zaczęli być rozchwytywani, lubiani i szanowani, a ich wizerunek indywidualny i drużynowy wszystkim kojarzy się z sukcesem. Duża w tym zasługa PZPN-u, który potrafi w sposób przystępny i ekskluzywny promować kadrę. Dzięki kanałowi „Łączy Nas Piłka” kadrowicze zyskali ludzką twarz. Na filmach tego kanału są wyluzowani, uśmiechnięci i skorzy do żartów. W momencie rozpoczęcia meczu stają się jednak zupełnie inni. To zdyscyplinowani fighterzy gotowi do poświęceń. To uwielbia mainstream. Producenci zaczęli doceniać naszych kopaczy. Wykorzystanie znanych piłkarzy w reklamie jest przecież techniką manipulacji. Obecność „współczesnych herosów” (jak nazywa się w środowisku zawodników) działa na naszą podświadomość, czy tego chcemy, czy nie. Ludzie skłonni bezrefleksyjnie akceptować opinie osób atrakcyjnych to target reklamodawców. Piłkarze nadają się do tego idealnie.












