Nie było łatwo, lekko i przyjemnie. Było nerwowo i efektywnie, ale na koniec liczą się trzy punkty, które są najważniejsze. Nie tylko ze względu na to, co działo się wokół kadry w ostatnich dniach. Polska zagrała tak, jak chciała, tak, jak lubi najbardziej, gdzie bohaterami byli obrońcy, a z przodu byliśmy wyrachowani i skuteczni.
Dokonaliśmy rzeczy dużej, choć przeciwnikiem była Arabia Saudyjska, zrobiliśmy to, co do nas należało. Wygraliśmy, zbudowaliśmy nastroje na mecz z Argentyną, po prostu odblokowaliśmy się, co jest niesamowicie ważne. Studząc nastroje, wynik nie do końca odzwierciedla to, co się działo na boisku. O tym należy pamiętać.
Polska grała swoje
Jesteśmy jedyną drużyną, która rozegrała dwa mecze na mundialu i wciąż nie straciła bramki. To tylko pokazuje, jak chcemy grać i jaki mamy plan na wyjście z grupy. Możemy być nazywani najbrzydziej grającą drużyną, ale na koniec to wynik obroni Czesława Michniewicza, który dokona wielkiej rzeczy, wychodząc z grupy.
Polacy chwilami w meczu z Arabią mieli więcej szczęścia niż rozumu. „Sokoły” miały od nas więcej strzałów celnych i też z punktu widzenia obiektywnego widza stwarzały sobie groźniejsze sytuacje. Po prostu bardziej się podobały. Dominowały nad nami, ale to było jak płachta na byka. Kamil Glik mógł tylko powiedzieć „w to mi grajcie”. W końcu to była idealna gra pod niego. Włączył tryb turniejowy i swoim ustawieniem zażegnał wiele ataków szybkich jak błyskawica Saudyjczyków, którzy ponownie zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.
Oddaliśmy zupełnie inicjatywę, a sam mecz przypominał trochę historyczne zwycięstwo nad Niemcami na Narodowym. Chwilami byliśmy ustawieni nawet szóstką w defensywie, aby zabezpieczać skrzydła. Mocny środek pola, który miał za zadanie rozbijać Arabię swoją siłą. Graliśmy topornie, ale po swojemu. Na siłę, nawet jeśli skutkowało to trzema żółtymi kartkami w ciągu czterech minut. Jeśli ktoś zapyta Czesława Michniewicza, czy piłkarze wykonali plan na mecz, z pewnością odpowie „oczywiście, że tak”. Nawet jeśli był to przeciwnik, którego powinniśmy zdominować i grać przyjemną piłkę.
Bramkarz bohaterem, a jakby inaczej
Trudno mieć jakiekolwiek pretensje do środka pola w tym meczu. Może jedynie ponownie zawiódł Piotr Zieliński, który oprócz bramki był niewidoczny i nie przypominał tego samego piłkarza co w Napoli. Krychowiak i Bielik to jednak klasa sama w sobie. Nie są to wirtuozi futbolu, ale świetnie zabezpieczyli środkową strefę. Zrobili to, o co chodziło Michniewiczowi. Jeden błąd mógł jednak przekreślić wszelkie starania Bielika, ale na szczęście w bramce stał nasz superbohater.












