Dawno reprezentacja Polski nie mogła liczyć na tak liczne i głośne wsparcie swoich sympatyków. W Berlinie to „Biało-czerwoni” stanowili większość. Nie tylko na Olympiastadion, lecz także w najważniejszych punktach stolicy Niemiec, gdzie gromadzili się fani, by wspólnie oglądać mecz Polska – Austria na Euro 2024. – Berlin jest nasz! – krzyczeli co rusz nasi sympatycy. Punkty za wygraną w piątkowym pojedynku już jednak do nas nie należą. Polacy po fatalnej drugiej połowie przegrali 1:3 i jako pierwsi odpadli z turnieju rozgrywanego w Niemczech.
Jeszcze nie teraz
Nadzieja. To słowo najlepiej opisywało nastroje wśród sympatyków reprezentacji przed meczem Polska – Austria. Ten turniej miał być inny. Nie było tradycyjnego pompowania balonika. Kibice i eksperci raczej racjonalnie oceniali możliwości podopiecznych Michała Probierza. Trafiliśmy przecież do trudnej grupy, drużyna jest w budowie po kolejnej zmianie selekcjonera. Wystarczyły jednak udane sparingi poprzedzające imprezę i powróciła znana nam wszystkim narracja. Głos rozsądku zastąpiły nie do końca racjonalne rozważania. Może nie jesteśmy wcale tacy słabi? Może jednak wyjdziemy z grupy? Co dziś wydaje się absurdalne, nastroje w narodzie poprawiła inauguracyjna porażka z Holandią. Bo w końcu graliśmy w piłkę, bo było blisko, bo bez Lewandowskiego….
Probierz dokonał niemożliwego. Jednobramkowa porażką z drużyną „Oranje” została w kraju znad Wisłą przyjęta z zaskakującym entuzjazmem. Ba, byli tacy, którzy wokół niej chcieli budować mit założycielski tej drużyny. Jak się okazało – za wcześnie.
Polska – Austria: Wiara (nie zawsze) czyni cuda
Po meczu w Hamburgu pisaliśmy, że selekcjonerowi – z dużą pomocą mediów – udała się za to już teraz jedna rzecz: przywrócił wiarę w narodzie. Zrobił duży krok w kierunku odbudowy mody na reprezentację.
Potwierdzały to obrazki z Berlina. Dzień przed meczem Polska – Austria media społecznościowe obiegły nagrania, na których spora grupa polskich kibiców zagrzewa do boju drużynę narodową przed hotelem, w którym stacjonowali Polacy. Reprezentanci docenili ten gest i pojawili się w oknach, by podziękować swoim fanom.
W przedmeczowy nastrój i wiszące w powietrzu napięcie dobrze wpasowała się pogoda. W piątek od rana do godzin popołudniowych nad miastem gromadziły się deszczowe chmury. Około 15 duchota już mocno dawała się we znaki i większość fanów z entuzjazmem przyjęła lekkie opady, które pozwoliły nieco oczyścić atmosferę. A ta na mieście była gorąca jeszcze na długo przed pierwszym gwizdkiem. – – ekscytował się otoczką spotkania kilkunastoletni chłopak w pociągu prowadzącym na Olympiastadion. Faktycznie oddać trzeba, że w piątek stolica Niemiec zalana została dwoma kolorami: białym i czerwonym. Sympatycy obu reprezentacji wymieszani w wielu punktach miasta spokojnie popijali złocisty trunek, co rusz rywalizując na głośniejsze okrzyki wspierające swój kraj. Nie brakowało przy tym małych złośliwości, ale ogólnie wszystko odbywało się bardzo pokojowo.












