Polonia Warszawa pokonała Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1. Bramki w tym pojedynku strzelali Wszołek, Grzelczak (dla gospodarzy) oraz Wodecki (dla gości).
Obie drużyny nie zwlekały z atakami. Już w pierwszych minutach po zgrabnej akcji Polonii w świetnej sytuacji strzeleckiej znalazł się Paweł Wszołek, ale nie zdołał on pokonać Zajaca z bliskiej odległości. Kilka minut później „Czarne Koszule” miały kolejną szansę na zdobycie gola, ale tym razem skutecznością nie popisał się Daniel Gołębiewski.

Po 30 minutach znowu bardzo groźnie zaatakowali gospodarze. Po błędzie Sokołowskiego w sytuacji sam na sam znalazł się Paweł Wszołek, ale nie znalazł on recepty na pokonanie słowackiego golkipera. W 42. minucie mogliśmy mieć 1:0 dla gospodarzy. Gołębiewski uderzył piłkę głową, ale świetnie w bramce zareagował Zajac. Po paradzie bramkarza Grzelczak dobił piłkę, ale nie trafił w bramkę z bliskiej odległości.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Po kilku fajnych i ciekawie zapowiadających się akcjach Polonii to Podbeskidzie strzeliło pierwszą bramkę. Morozov potknął się przed własną bramką, Wodecki przejął piłkę i bardzo dobrym, pewnym strzałem pokonał Pawełka. Warto wspomnieć, że mecz był rozgrywany w bardzo wysokiej temperaturze i podczas meczu sędzia kilkukrotnie wstrzymał grę, aby zawodnicy mogli uzupełnić płyny.
W drugiej połowie drużyny wcale nie zwalniały tempa. Dziesięć minut po wznowieniu gry gospodarze mogli strzelić pierwszego gola, ale Grzelczakowi odskoczyła piłka i nie mieliśmy wyrównania. W kolejnej akcji to Podbeskidzie miało szansę na podwyższającego gola, ale Malinowski, po minięciu Pawełka, nie trafił na pustą bramkę.
Gospodarze wznowili szybko grę i zdobyli gola. Przybecki zagrał w pole karne, w którym świetnie wyszedł Wszołek. Ten mocnym strzałem pokonał Zajaca i przy ul. Konwiktorskiej kibice mogli wybuchnąć radością. W 70. minucie Przybecki miał szansę na strzelenie gola, ale jego strzał poszybował nad poprzeczką.
Cztery minuty później Polonia wyszła na prowadzenie. Piłkę w polu karnym przejął Marek Sokołowski, ale mówiąc kolokwialnie, zakręcił się i ze snu obudził go Grzelczak. Katastrofalny błąd w defensywie Podbeskidzia. Niepotrzebnie futbolówkę przyjmował były zawodnik „Czarnych Koszul”. Trzeźwość umysłu i szybka reakcja pozwoliły napastnikowi wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie.
Zarówna pierwsza, jak i druga bramka wpadła po słabej postawie Podbeskidzia. Na początku bielszczanie mogli strzelić gola na 2:0, ale na pustą bramkę nie trafił Malinowski, natomiast później niedokładność w obronie została skrzętnie wykorzystana. Goście, mimu kilku szans, nie zdołali strzelić bramki i przegrali bardzo ważne spotkanie.