Fanom „Czarnych Koszul” marzy się ponowne zajęcie miejsca pozwalającego na przystąpienie do baraży o PKO BP Ekstraklasy. W tym sezonie może to jednak nie być już takie proste. Polonia Warszawa po porażce z Wisłą Kraków musi liczyć na łaskawość innych zespołów w ostatniej kolejce sezonu.
5 187 widzów na ostatnim meczu domowym sezonu. Przed meczem atrakcje, na trybunach dobry doping. Dla kibiców wizja drugich baraży z rzędu, choć ostatnia gra nie powalała, była pożądana i całkiem realna. Jednak po spotkaniu z Wisłą nie wiemy, czy tego samego pragną piłkarze Polonii.
Wisła Kraków nie odpuściła
Niektórzy przed spotkaniem liczyli pewnie na to, że skoro Wisła Kraków zaklepała już sobie awans oraz tytuł mistrza 1. ligi, to może trochę spuszczą z tonu. Mariusz Jop przed meczem zapowiadał jednak, że do Warszawy przyjechali wygrać. I nie skłamał. Wiślacy sukcesywnie zamykali gospodarzy, a przy tym mieli spory luz w budowaniu akcji. Nie zmiękczył ich szpaler mistrzowski ze strony Polonii (ładne zachowanie, szacunek).
Żelazna pięść wiślaków coraz mocniej zaciskała się na gardle Polonii. W 18. minucie Jordi Sanchez poklepał sobie z Fredem Duarte, by po chwili ten drugi dośrodkował w pole karne do niepilnowanego Marko Bozicia, który pokonał Mateusza Kuchtę.
Polonia Warszawa pokazała za mało, by aspirować do baraży
Największy zarzut, jaki można mieć do Warszawiaków w tym spotkaniu? Pasywność. Okej, Wisła Kraków to jakościowa ekipa. Jednak jeśli jesteś drużyną aspirującą do walki o baraże, to nie możesz na własnym stadionie wykazywać się taką biernością. Pierwszą realną groźbę stworzyli sobie (przy pomocy Kacpra Dudy) dopiero w 28. minucie. Jednak strzał Roberta Dadoka został zablokowany przez interweniującego obrońcę.
Ale coś drgnęło, później bardzo dobra wrzutka Vegi, ale skończyło się tylko na kornerze. Gospodarze wreszcie zaczęli podchodzić do rywala wyżej, odbierać piłki. Kolejny taki odbiór napędził bardzo groźną akcję Polonii, jednak Dadok poturlał prosto w bramkarza. Co prawda dalej nie mieli super okazji, ale poprawa była wyraźna gołym okiem.
Polonia Warszawa cierpi na brak pary
Może to nasze mylne wrażenie, ale zespół Mariusza Pawlaka na ostatnie okrążenie ligi wjechał na totalnych oparach, podobnie jak rok temu. Punktowo jeszcze się bronią, ale piłkarsko ciut mniej.











